Afera w Warszawskim Szpitalu Południowym sprawiła, że Polacy chcą patrzeć medykom na ręce. Z sondażu wynika, że skończyła się cierpliwość i zaufanie w ciemno.
Sondaż SW Research, przeprowadzony na zlecenie portalu Zero.pl, nie pozostawia złudzeń. Zdecydowana większość z nas domaga się natychmiastowych zmian w publicznej ochronie zdrowia.
Aż 60,3 proc. ankietowanych uważa, że ewidencja pracy lekarzy powinna być powszechnie dostępna.
Obywatele chcą mieć dokładny wgląd w to, ile godzin przepracowują medycy, jak wyglądają ich dyżury i jakie konkretnie świadczenia wykonują.
Przeciwników takiej transparentności jest niewielu – to zaledwie 21,2 proc. badanych. Niespełna co piąty Polak (18,5 proc.) nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania.
Postulat jawności mocno łączy społeczeństwo niezależnie od płci. Nieco bardziej zdecydowani w swoich żądaniach są mężczyźni (niemal 63 proc. poparcia), podczas gdy wśród kobiet rozwiązanie to popiera niecałe 58 proc.
Afera z Kacprzykiem
Wszystko zaczęło się od oświadczenia majątkowego 28-letniego lekarza i radnego Koalicji Obywatelskiej dzielnicy Ursus, w którym wykazał przychód za 2025 rok w wysokości 1,6 mln zł tylko z tytułu koordynowania SOR-em w tej placówce.
Potem okazało się, że – jak ujawnił portal zero.pl – Kacprzyk pracował średnio 331 godzin miesięcznie tylko w Szpitalu Południowym. Żeby wykręcić taki wynik, musiałby pracować po 11 godzin dziennie, 365 dni w roku, bez ani jednego dnia wolnego. Mało tego, według oficjalnych dokumentów potrafił dyżurować bez przerwy przez 96 godzin. Do tego łapał fuchy w kilku innych państwowych warszawskich placówkach medycznych.
Dla wielu już w tym momencie stało się jasne, że coś tutaj jest grubymi nićmi szyte. A jeszcze ciekawiej zrobiło się, gdy portal zero.pl zestawił oficjalne dyżury Kacprzyka ze Szpitala Południowego z jego aktywnością polityczno-medialną. Okazało się, że gdy chłopak według papierów ratował ludzkie życie, w tym czasie brylował w studiu TVP3 Warszawa, spotykał się z marszałek Senatu Małgorzatą Kidawą-Błońską czy głosował w wyborach i prowadził polityczną kampanię KO w sieci.
CZYTAJ TAKŻE: Afera z zarobkami lekarza. Patologiczne eldorado i pokazowa dymisja. Lakoniczny komunikat Kierwińskiego
Kolejny dzień przyniósł kolejną aferę. Tym razem okazało się, że Kacprzyk, zarządzając SOR-em, podzielił pacjentów na tych z ulicy i tych z salonów. W placówce funkcjonowała nieoficjalna ścieżka VIP dla polityków Koalicji Obywatelskiej i ich rodzin. Działacze partii byli obsługiwani poza kolejnością w specjalnie wydzielonym, komfortowym pokoju, podczas gdy zwykli pacjenci czekali godzinami na pomoc.
