Zarzuty m.in. zabójstwa ojca ze szczególnym okrucieństwem, a także usiłowania zabójstwa funkcjonariusza policji usłyszał w poniedziałek 20-letni Michał H. – poinformowała PAP prok. Magdalena Roman z Prokuratury Rejonowej w Trzciance.
Do zdarzenia doszło w sobotę wieczorem. Jak przekazał wówczas nadkom. Maciej Święcichowski z zespołu prasowego wielkopolskiej policji, przed godz. 20 policjanci otrzymali zgłoszenie dotyczące interwencji domowej w jednym z bloków na terenie miasta. Kiedy policjanci przybyli na miejsce zostali zaatakowani przez 20-letniego agresywnego mężczyznę. Jeden z funkcjonariuszy został raniony przedmiotem przypominającym miecz. Funkcjonariusze zdecydowali o użyciu broni i postrzelili napastnika. Ranny policjant oraz postrzelony napastnik trafili do szpitala. Przed blokiem, do którego wezwana była interwencja, policjanci ujawnili ciało mężczyzny – był to ojciec napastnika.
Prok. Magdalena Roman z Prokuratury Rejonowej w Trzciance poinformowała PAP, że przesłuchanie 20-letniego Michała H. odbyło się w poniedziałek w szpitalu.
– Mężczyźnie przedstawiono zarzuty: zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem ojca, usiłowania zabójstwa jednego z funkcjonariuszy policji, który interweniował na miejscu zdarzenia. Trzeci zarzut dotyczy czynnej napaści na drugiego funkcjonariusza policji, który też interweniował na miejscu zdarzenia, ale nie odniósł obrażeń. Z kolei czwarty zarzut dotyczy kierowania groźby pozbawienia życia, którą podejrzany kierował wobec jednego z sąsiadów – powiedziała prokurator.
Dodała, że przesłuchanie przebiegało spokojnie. – Podejrzany złożył wyjaśnienia. Ustosunkował się do stawianych mu zarzutów – przyznał się do zadania dwóch uderzeń ojcu. Przedstawił też swoją linię obrony, która teraz będzie musiała zostać sprawdzona i zweryfikowana m.in. poprzez uzupełniające przesłuchania świadków – powiedziała.
Prokurator pytana, czy podejrzany wyraził skruchę, odpowiedziała, że: „tak, mówił, że mu przykro. Przepraszał policjanta, który odniósł obrażenia. Mówił też, że żałuje tego, co się stało”.
Dodała, że mężczyzna nie był wcześniej karany. Za zarzucane czyny grozi mu teraz dożywocie. Prokuratura jeszcze w poniedziałek ma skierować do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie.
Dramatyczny przebieg wydarzeń
Prokurator w rozmowie z PAP zaznaczyła, że z dotychczasowych ustaleń śledztwa wynika, że w sobotę 20-letni mężczyzna najpierw zaatakował przedmiotem przypominającym miecz swojego 56-letniego ojca. Do tego ataku doszło jeszcze w mieszkaniu.
– 56-letni mężczyzna został zaatakowany w miejscu zamieszkania. Ciosy przy użyciu przedmiotu przypominającego miecz zadał mu jego 20-letni syn. Świadkiem tego zdarzenia była matka sprawcy i jednocześnie żona pokrzywdzonego. Pokrzywdzony zdołał wyjść przez klatkę schodową tego bloku i tam wychodząc krzyczał, wołał o pomoc. Usłyszeli to sąsiedzi, więc to oni jako pierwsi wybiegli z mieszkań. Był tam jeszcze jeden sąsiad, który podjechał samochodem na parking i to sąsiedzi przystąpili jako pierwsi do udzielania mu pomocy i wezwali pogotowie ratunkowe – powiedziała.
Dodała, że na miejsce oprócz ratowników medycznych przybyli także funkcjonariusze policji, „którzy znajdując się na parkingu przed klatką schodową jako pierwsi zostali zaatakowani przez napastnika, który zszedł z mieszkania mając w ręku ten sam miecz. W wyniku tego ataku obrażeń ciała doznał jeden z funkcjonariuszy policji; to były obrażenia ręki. Wtedy policjanci wyciągnęli broń”.
– Po tym uderzeniu napastnik na początku zaczął się kierować w stronę drugiego policjanta, on odszedł w innym kierunku, niż jego kolega i w pewnym momencie się odwrócił i zobaczył, że napastnik skierował swoje kroki w stronę ratowników medycznych, którzy byli obok pokrzywdzonego, który leżał na chodniku. Ratownicy odbiegli w obawie o swoje życie i zdrowie, i wówczas ten napastnik zadał kolejny cios leżącemu ojcu. Był to cios w głowę oraz w szyję. Wówczas policjanci oddali strzały – powiedziała prokurator.
Dodała, że „strzały doprowadziły do tego, że napastnik upadł i wówczas policjanci podbiegli do niego i go unieruchomili, skuli w kajdanki. Natomiast ratownicy medyczni mogli w dalszym ciągu udzielać pomocy temu pokrzywdzonemu mężczyźnie (…) przetransportowali go na noszach do karetki, tam próbowali go jeszcze reanimować, ale niestety mężczyzna w trakcie tych czynności zmarł”.
Na poniedziałek zaplanowano sekcję zwłok mężczyzny.
