Strona głównaWiadomościŚwiatFrancuski analityk krytycznie o dozbrajaniu się Europy. "Ryzykujemy, że staniemy się obserwatorami...

Francuski analityk krytycznie o dozbrajaniu się Europy. „Ryzykujemy, że staniemy się obserwatorami historii”

-

- Reklama -

„Co rozumiała Europa Wschodnia, a czego nie rozumiała Europa Zachodnia?” – pyta Pierre Clairé, specjalista od geopolityki i jeden z szefów francuskiego think tanku „Le Millénaire”. Wskazuje na znaczne różnice i odmienne wizje obrony, pojęcia suwerenności, ale i budżetów Zachodu i Wschodu. Zagrożenie ze strony Rosji i rosnące wydatki państw NATO, w Europie nie wszędzie postrzegane są w taki sam sposób. Jego zdaniem, strategiczna rozbieżność może zmienić równowagę sił na kontynencie.

Oficjalne dane opublikowane przez NATO przed szczytem w Ankarze, pokazują wyraźny obraz podziałów w Europie. Pięć państw NATO (Litwa, Estonia, Łotwa, Polska i Grecja) osiągnęło już cel przeznaczania 3,5% PKB na podstawowe wydatki obronne w tym roku. Francja ma poziom 2,22%, Włochy 2,1%, a Belgia 2%. To, że Wschód czuje się bardziej zagrożony, to wg tego analityka „uproszczona interpretacja”. „Interpretacja wygodna, ale błędna” – dodaje i stwierdza, że różnicę wynikają z „dwóch różnych narracji założycielskich” NATO, które w różny sposób wpływają na strategie zbrojeniowe. Dodaje, że w W Europie współistnieją dwa scenariusze „nigdy więcej wojny”.

- Reklama -

Na Wschodzie, w krajach, które niedawno wyzwoliły się spod rosyjskiej dominacji, „nigdy więcej” odnosi się do konkretnego „aktora” – „nigdy więcej okupacji, nigdy więcej wymazania, nigdy więcej podporządkowania się siłom zewnętrznym”. Państwa te odzyskały suwerenność z opóźnieniem i dobrze znają jej brak i cenę. Tutaj wydatki wojskowe nie są „kompromisem” wobec potrzeb społecznych, ale „są niezbędne do przetrwania”. Wysiłek Polski i Litwy nie oznacza, że „Warszawa i Wilno są bardziej bystre niż my; po prostu rozumują inaczej”.

Według tego analityka, na Zachodzie „nigdy więcej” odnosi się do zjawiska: samej wojny. Jej fundamentem nigdy nie była armia, lecz „węgiel i stal”, Wspólny Rynek czy integracja europejska. Wynikają z tego dwie konsekwencje. Po pierwsze, przyznanie się, że wojna powróciła do Europy i „ideologiczne unieważnienie” dotychczasowej polityki Zachodu. Przyznanie się do tego oznacza też uznanie, że ta „metoda zawiodła, że ​​integracja europejska i lata budowy Europy pokoju poszły na marne”.

Debaty na temat wzmacniania armii, koncentrują się na Zachodzie na kwestionowaniu „państwa opiekuńczego”, które budowano na „dywidendzie pokojowej i amerykańskiej ochronie”. „Nasi przywódcy często sprawiali wrażenie, że wydatki na obronność są niepotrzebne” – dodaje Clairé. Budżety na Zachodzie są ukierunkowane na socjal i państwo opiekuńcze, na Co przeznacza się od 27% do 33% PKB. Cięcia wydatków socjalnych są wręcz nie do pomyślenia, ponieważ oznaczają złamanie wieloletnich zasad i problemy polityczne dla rządzących.

Tymczasem widmo wojny rzeczywiście powróciło do Europy. Wywiady wskazują na realne zagrożenie ze strony Rosji, a np. wywiad duński uważa nawet, że Moskwa jest zdolna do wojny regionalnej z państwami bałtyckimi dwa lata po zakończeniu działań wojennych na Ukrainie. Presja ze strony Rosji jest, wg politologa, oczywista. Zachód jednak zamiast zbroić się lub przejść na gospodarkę wojenną, przedstawia wojnę jako „wydarzenie prawne i moralne” (ogranicza się do serii sankcji, mrożenia rosyjskich aktywów i wydawania oświadczeń dotyczących łamania prawa międzynarodowego). W stosunku do PKB, pomoc od największych europejskich donatorów dla Ukrainy utrzymuje się poniżej 0,2% rocznie, co stanowi rząd wielkości przeznaczany na subsydia do oleju napędowego czy samochodów służbowych. „Moralny maksymalizm nie zastąpi zbrojeń” – stwierdza autor.

Zachodni przywódcy wolą „dyskutować o definicji zbrojeń niż o obcięciu socjalu”. Umowa z Hagi przewiduje 3,5% PKB na obronę podstawową i 1,5% na szerszy zakres bezpieczeństwa dla państw NATO. Ten drugi aspekt nie jest mierzony, a kilka państw prowadzi tu „kreatywną księgowość,” jak Włochy, które początkowo wpisały sobie Most Mesyński jako infrastrukturę podwójnego zastosowania o wartości 13,5 miliarda euro. Dopiero pod wpływem amerykańskiej krytyki „kreatywnej księgowości” Rzym wycofał się z tego pomysłu. W Hiszpanii budżet obronny oficjalnie wzrósł z 1,28% do 2% PKB w ciągu jednego roku, ale temu krajowi nie przybyło żadnych sił militarnych, a jedynie dokonano papierowych przesunięć kwot. „Nie wydajemy pieniędzy w odpowiedzi na zagrożenie, ale w odpowiedzi na krytykę ze strony Waszyngtonu” – gorzko konstatuje francuski politolog.

Jego zdaniem jest to „historyczny błąd Europy Zachodniej”. „Jeśli Warszawa się myli, przepłaci za czołgi, ale może się pocieszyć gospodarką opartą na budowie obronności; jeśli Madryt się myli, traci z oczu sedno debaty i znajdzie się w niezręcznej sytuacji”. Skutki takiego podejścia są wielowymiarowe. Jednym z nich jest zmiana równowagi sił także w samej Europie.

„Siła w Europie jest indeksowana tym, w co inwestujemy i co produkujemy. Niemcy przeznaczają na obronę 108 miliardów euro w 2026 roku i dążą do wydania 150–160 miliardów euro w 2029 roku; Francja – 57,1 miliarda euro w tym roku i 64 miliardy euro w 2027 roku”. Norwegia i Dania przewyższają Stany Zjednoczone pod względem wydatków na mieszkańca, a Polska wkrótce wystawi największą armię lądową na kontynencie” – dodaje autor. Francja jest ciągle postrzegana jako „lider europejskiej obronności, ale dlatego, że na razie jej armia jest silniejsza od innych, chociaż już jutro może być inaczej”. Paryżowi grozi, że wkrótce będzie tylko komentował architekturę obrony ustalaną w Warszawie, Berlinie i w Helsinkach. Ryzykujemy, że staniemy się obserwatorami historii” – dodaje Claire.

Źródło: Valeurs

Najnowsze