Strona głównaMagazynRuja i poróbstwo, czyli Francuzi z listy Epsteina

Ruja i poróbstwo, czyli Francuzi z listy Epsteina

-

- Reklama -

Sprawa Jeffreya Epsteina i dokumenty opublikowane przez Departament Sprawiedliwości USA wzbudziły nad Sekwaną małą sensację i zdaje się więcej mówią o prawdziwym obliczu lewicy niż składane przez jej polityków projekty. W dokumentach pojawia się wiele nazwisk znanych Francuzów, w tym i polityków, ale głównie właśnie lewicy.

Wśród tych postaci bardzo często pojawia się nazwisko Jean-Luca Brunela. Ten szef agencji modelek, który odkrył Sharon Stone, wydaje się być „dostawcą” nieletnich i dorosłych dziewcząt dla siatki Epsteina. Ścigany przez francuski wymiar sprawiedliwości za gwałt na nieletnich, też popełnił „samobójstwo” w więzieniu w 2022 roku, jeszcze przed procesem. Francuskie obywatelstwo ma Ghislaine Maxwell. To ona wciągnęła wiele uczennic szkół średnich i gimnazjów w siatkę pedofilską Jeffreya Epsteina. Uważana jest za jego prawą rękę. Została aresztowana w 2020 roku i skazana na dwadzieścia lat więzienia.

- Reklama -

Pojawia się jednak przede wszystkim wiele nazwisk polityków. Wśród nich jest socjalista Jack Lang, były minister kultury, a także edukacji. Jack Lang prowadził rozmaite interesy z Jeffreyem Epsteinem. W 2019 roku zaprosił amerykańskiego biznesmena na obchody 30. rocznicy postawienia piramidy w Luwrze. Z e-maili wynika, że łączyły ich bliskie relacje. Nazwisko Langa pojawia się kilkadziesiąt razy w dokumentach. Córka Jacka Langa Caroline założyła z Jeffreyem Epsteinem spółkę offshore na Wyspach Dziewiczych. Były minister kultury tłumaczy się, że w tamtym czasie „nic nie wskazywało na to, że ten mógłby być w centrum siatki przestępczej”. Lang to obecny prezes prestiżowego Instytutu Świata Arabskiego w Paryżu.

W e-mailach Jeffrey Epstein pisał do „wielkiego przyjaciela” Jacka Langa. Struktura finansowa firmy założonej z córką została powierzona niejakiemu Étienne’owi B., bliskiemu współpracownikowi Jacka Langa. Jeffrey Epstein zapisał też w testamencie Caroline Lang dużą sumę pieniędzy. „Byłam niesamowicie naiwna” – mówi teraz Caroline Lang, przyznając, że nie zgłosiła firmy francuskim organom podatkowym. Utrzymuje jednak, że „nie zainwestowała w to żadnych pieniędzy” i „nie zdawała sobie sprawy z konsekwencji”.

Oficjalnie nie ma żadnych oskarżeń o udział Langa w orgiach. Niektórzy jednak przypominają, że ten typ jeszcze w 1975 r. podpisał apel opublikowany w „Le Monde” w obronie pedofilii i pedofilów. Jack Lang wielokrotnie udzielał wsparcia osobom publicznym oskarżonym w sprawach o przestępstwa pedokryminalne, w tym m.in. Alainowi Sarde i Robertowi De Niro, Frédéricowi Mitterrandowi, Romanowi Polańskiemu, Dominique’owi Strauss-Kahnowi czy Woody’emu Allenowi (jeszcze w 2018 r).

W 1982 roku jego nazwisko pojawiało się w plotkach o udziale w aferze Coral, a informator policji podający za naocznego świadka oskarżał Gabriela Matzneffa, René Schérera i Jacka Langa o „dopuszczanie się czynów niedozwolonych wobec małych dzieci z zespołem Downa leczonych w ośrodku Coral”. Nazwisko Jacka Langa pojawiło się też w 1988 roku w sprawie Roselli Hightower, szkoły tańca w Cannes, gdzie 15-letni Hiszpan popełnił samobójstwo po tym, jak został zastraszony za odmowę seksualnych zalotów ze strony nauczycieli. Yves Bertrand, były szef francuskiego Generalnego Zarządu Wywiadu (RG), napisał w notatce, że ten nauczyciel tańca „udostępniał nastolatków, uczniów ośrodka, dorosłym pedofilom” i dodał, że „podsłuchy ujawniły nazwiska Jacka i Monique Lang”.

W 2011 marokańska policja w Marrakeszu dokonała nocnego nalotu na willę w Palmeraie, gdzie przyłapano „francuskich obywateli” na „zabawach” z młodymi chłopcami. Marokańska policja miała zatrzymać kilku dorosłych przyłapanych na gorącym uczynku, w tym „byłego francuskiego ministra”, który jednak po interwencji ambasady szybko wrócił samolotem do Francji. W tej sprawie krążyły plotki właśnie o Jacku Langu i byłym ministrze spraw zagranicznych Philippe Douste-Blazym.

Po prawej stronie lewica doszukała się za to w dokumentach nazwiska Marine Le Pen. Tutaj sprawa jest prosta. W 2018 roku Steve Bannon, były strateg Donalda Trumpa, zwrócił się do Jeffreya Epsteina o dofinansowanie Zjednoczenia Narodowego po spotkaniu z Louisem Aliotem, ówczesnym mężem Marine Le Pen. I na tym sprawa się kończy. W dokumentach jest też nazwisko byłego ministra gospodarki i finansów Bruno Le Maire’a, który odwiedził amerykańskiego finansistę w Nowym Jorku, a także bankiera Ariane de Rothschild, czy matematyka, ale i deputowanego „ekologa”, który wspierał Macrona – Cédrica Villaniego. Źle wypada były doradca dyplomatyczny Nicolasa Sarkozy’ego Oliviere Colom. Wymieniał on „sprośne” i „rasistowskie e-maile” z amerykańskim pedofilem.

Skutki imigracji

We francuskiej Żyrondzie „49 proc. osób popełniających wykroczenia publiczne to cudzoziemcy”. Taką informację podał oficjalnie prefekt tego regionu 23 stycznia, przy okazji prezentacji raportu dotyczącego przestępczości w roku 2025. Prefekt Żyrondy Étienne Guyot poruszył kwestię imigracji i ujawnił, że prawie połowa wszystkich przestępców w departamencie to obcokrajowcy. Imigracja i bezpieczeństwo to jeden z najważniejszych priorytetów Francuzów przed wyborami samorządowymi zaplanowanymi na marzec tego roku, więc temat się pobocznie pojawia.

Prefekt stwierdził, że w 2025 roku w Żyrondzie „49 proc. osób popełniających przestępstwa było cudzoziemcami”. Dodał, że ponad 1000 osób otrzymało nakazy deportacji i zadeklarował: „zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić, że osoby, którym wydano nakazy deportacji, wyjadą, ponieważ czasami dopuszczają się przestępstw”. Étienne Guyot pochwalił jednak służby za to, że w porównaniu z rokiem poprzednim, „o 30 proc. więcej cudzoziemców” z nakazem wyjazdu opuściło Francję. W 2025 roku władze zaostrzyły również kontrole. Niektóre z nich wprowadzono na ruchliwych przejściach granicznych w ramach krajowej operacji zwalczania nielegalnej imigracji. „Napływa do nas wielu cudzoziemców, głównie z Półwyspu Iberyjskiego, którzy tam przebywających legalnie”. Prefekt dodał, że pochodzą głównie z Afryki Północnej i Afryki Subsaharyjskiej.

Dane przedstawione przez prefekta dotyczą tylko jednego departamentu. Wpływ migracji na codzienne bezpieczeństwo przede wszystkim kobiet jest jednak nieporównywalny do „zagrożenia maskulinizmem”. Wystarczy otworzyć codzienną prasę. I tak w Paryżu dwie japońskie turystki padły ofiarą napaści seksualnej w dzielnicy Pigalle. Zatrzymano dwóch podejrzanych, z których jeden jest objęty nakazem OQTF (obowiązek opuszczenia terytorium Francji). Podejrzani to trzydziestolatkowie – Moustafa N. z Egiptu i Mohamed D. z Maroka. 22-letnie turystki z Japonii złożyły oficjalną skargę.

Z kolei 29-letniemu Tunezyjczykowi, także objętemu nakazem opuszczenia terytorium Francji (OQTF), postawiono zarzuty w związku z gwałtem na 90-letniej kobiecie, do którego doszło w Nicei. Przestępca był pod wpływem alkoholu, ale miał też pozytywny wynik testu na obecność marihuany i kokainy. 90-letnia kobieta trafiła do szpitala z obrażeniami dłoni, ramion i nóg. I taką listę przestępstw można zapełniać niemal codziennie nowymi zdarzeniami.

Kiedy policja sama wychodzi, protestować na ulice …

Nic dziwnego, że dość mają i sami policjanci. Francja to co prawda kraj demonstracji, strajków i protestów i jest to tutaj niemal chleb powszedni, ale kiedy na ulice wychodzą sami funkcjonariusze policji, to wskazówka, że system się powoli chwieje. Tymczasem w całej Francji protestowało stycznia 45 tys. policjantów.

W samym Paryżu według szacunków organizatorów obecnych było od 15 tys. do 20 tys. osób. Demonstranci zgromadzili się pod transparentem z napisem „Obywatele z policją, koniec z brakiem bezpieczeństwa, koniec z bezkarnością”. Do protestu wezwał związek zawodowy Alliance Police Nationale. Demonstracje odbywały się w wielu innych miastach i wg związku zawodowego Alliance w całej Francji protestowało 45 tys. osób. W Lyonie i Marsylii było od 2000 do 5000 osób. W Lille i Nicei obecnych było ponad tysiąc osób, w Nîmes od 600 do 1000, a w Grenoble od 500 do 1000. Organizatorzy cieszyli się, że zostało usłyszane ich przesłanie, a społeczeństwo wspiera policję. Policjantów wsparło dużo polityków i lokalnych urzędników, ale tylko z prawej strony. Funkcjonariusze mają dość. Ich praca jest na cenzurowanym, są atakowani przez lewicowe bojówki, nie czują wsparcia władzy, mają fatalne warunki socjalne pracy. Komisariaty są w fatalnym stanie technicznym, brakuje pojazdów, przestępcy coraz bardziej niebezpieczni i przekonani o bezkarności, a policja nie czuje społecznego szacunku. Łapani bandyci są wypuszczani na wolność przez sądy, a policjanci mają już „poczucie znużenia”.

W Bordeaux do marszu przyłączyli się rolnicy z Koordynacji Wiejskiej (Rural Coordination), których przywitano owacją. „Kiedy policji brakuje personelu i zasobów, cała Republika się wycofuje, również na obszarach wiejskich. My, rolnicy, wiemy, co to znaczy być porzuconym. Dziś jesteśmy tu, by powiedzieć, że wszyscy jesteśmy w tej samej sytuacji” – zauważył jeden z nich. Krytykowano nieobecność na paryskim marszu ministra spraw wewnętrznych Laurenta Nuneza. Związkowcy z Alliance uważają, że minister miał „obowiązek być obecnym wśród policjantów zmobilizowanych dla dobra narodu francuskiego i jego bezpieczeństwa”.

„Ofiary mają mniej praw niż przestępcy. Dość tego! Bezpieczeństwo ludzi nie podlega już negocjacjom” – oświadczył Bruno Gallet, przewodniczący związku zawodowego policjantów Alliance w Nimes. Podobnie było w innych miastach. Wskazywano przede wszystkim na brak bezpieczeństwa. 75-letni Marcel, emerytowany policjant, cytowany przez „Le Figaro” mówił: „Francuzi stali się tchórzami. Policja jest uciszana. Kiedy nasze dzieci są atakowane, musimy reagować nie jako policjanci, ale jako ojcowie”. Na owo przebudzenie warto zwrócić uwagę, ale czy aby nie następuje to zbyt późno?

Najnowsze