Strona głównaGŁÓWNYWolnościowo o imigracji. To nie paradoks, to czysta logika

Wolnościowo o imigracji. To nie paradoks, to czysta logika

-

- Reklama -

W systemie wolnościowym wolny ruch osób to oczywiście oczywista oczywistość. Ten ruch jest jednak ograniczony przez widzialne i niewidzialne granice tworzone przez najrozmaitsze umowy i instytucje.

I tak na przykład umowa, jaką jest małżeństwo, blokuje wolny ruch osób w domu do tego stadła należącym, a nawet wewnątrz tego domu określone przestrzenie są przeznaczone dla określonych osób. Podobnie jest w firmach, zakładach pracy, ale także gospodarstwach rolnych czy szkołach.

Do tego dochodzą konsekwencje wynikające z praw własności określonych przestrzeni. A na to wszystko nakłada jeszcze swoje ograniczenia, rzeczywiście w większości bezsensowne i szkodliwe, największa instytucja, która choć problematyczna, to niemożliwa jest do całkowitego uniknięcia, czyli państwo.

Czy da się kogoś wrzucić do wnętrza tego skomplikowanego układu odniesień całkowicie z zewnątrz bez szkody dla jego dotychczasowych mieszkańców i twórców bądź dziedziców? Jeśli się nad tym poważnie zastanowić, to pomijając wizyty turystyczne, z zasady krótkie, jest to bardzo trudne. Ten obcy, czyli ksenos, by nikomu nie przynieść szkody, musiałby poznać reguły rządzące systemem i ich przestrzegać – tymczasem, choć czasem się zdarza, w zasadzie nie jest to powszechnie możliwe. Gdy te szkody w naturalny sposób występują, zaczyna się obrona reguł, czyli ksenofobia.

Państwo, jeśli jest jednak zdeterminowane, by obcych wpuszczać, musi więc, by przyjmowanie takich obcych było w ogóle możliwe, natychmiast wymuszać rozmaite przywileje, którymi ci ludzie będą objęci. Przywilej najbardziej rzucający się w oczy to oczywiście strumień gotówki z kieszeni podatnika.

Przywilej bardziej ukryty, ale nie mniej istotny, to preferencyjne traktowanie przez system prawny – przybyszów po prostu nie da się tak samo ukarać za określone przestępstwa czy wykroczenia, jak rdzennych mieszkańców z uwagi na problemy z komunikacją, identyfikacją oraz trywialnym brakiem gotówki. W efekcie taka imigracja zamienia się w kosztowne utrzymywanie przybyszów za pieniądze podatnika i dodatkowo łagodniejsze traktowanie ich przez instytucje wymiaru sprawiedliwości.

Jednak mało tego – państwo czuje się także w obowiązku karać ksenofobię, czyli resentyment wobec szkodliwych zachowań obcych i ich uprzywilejowanego statusu. Ten naturalny i uzasadniony resentyment uznawany jest za „nienawiść” i srogo karany, nakładana jest cenzura na słowne objawy ksenofobii, a przestępstwa dokonywane przez obcych nie tylko są karane łagodniej, ale także są ukrywane. Polskiej policji udało się na przykład w minionym tygodniu zamazać nie tylko twarz imigranta, ale nawet jego… dłonie, by przypadkiem nie było widać ich koloru.

W praktyce wszystko powyższe oznacza, że wolnościowy postulat, głoszący, że każdy może do nas przyjechać, byle by szanował zasady, a państwo na niego nie płaciło, w obecnych okolicznościach oznacza, że, oprócz wyjątkowych sytuacji, nie wpuszczany powinien być absolutnie nikt. Szacunek dla wolności Polaków wymaga całkowitego zamknięcia granic. To nie paradoks, to czysta logika.

A na koniec niespodzianka. Postanowiliśmy, pierwszy raz w historii naszego wydawnictwa, wydać powieść i to rozrywkową – pod tytułem „Generał Zbrodnia”, będącą skrzyżowaniem „Dobrego wojaka Szwejka” z przygodami Rambo, a to wszystko podczas… zapowiedzianej przez Donalda Tuska wojny polsko-rosyjskiej. Przedsprzedaż tego wstrząsającego tytułu rozpoczynamy już w tym tygodniu. To zabawna, choć rzetelna, a w dodatku dająca do myślenia lektura rozrywkowa. Serdecznie zapraszam do jej konsumpcji!

Najnowsze