Założyciel Kanału Zero Krzysztof Stanowski w nagraniu opublikowanym na YouTube posypuje głowę popiołem po przekroczeniu dozwolonej prędkości i postuluje, aby władza go (oraz niestety innych kierowców) mocniej tresowała, a w przypadku złamania absurdalnych przepisów surowo karała.
Przypomnijmy, że w niedzielę Stanowski stracił prawo jazdy za przekroczenie prędkości. „Jak dzisiaj jechałem za autokarem do Wąchocka to minąłem jakąś małą miejscowość i przyspieszyłem. Jakieś 10 metrów przed znakiem «koniec terenu zabudowanego» mnie capnęli i było 110” – potwierdził w swoich mediach społecznościowych dziennikarz.
Polowanie na kierowców
Sprawie poświęcił nawet nagranie na YouTube, w którym przedstawił zamordystyczne i wprost szokujące postulaty. – Ja uważam, że w ogóle pomiar prędkości powinien być ukryty i wtedy wszyscy, w tym ja nauczylibyśmy się w miesiąc jeździć równiutko pod linijkę – powiedział Stanowski.
Stanowski przyznał, że przekracza dozwoloną przez państwo prędkość na autostradzie, ale nie podczas odcinkowych pomiarów prędkości. – Uważam, że gdybym nie wiedział, gdzie są te pomiary, gdyby nie były oznaczane, to bym wszędzie jeździł 140 i wszyscy byśmy jeździli 140 – stwierdził.
– My mamy w Polsce taki flirt władzy z kierowcami, niby chcemy karać za zbyt szybką jazdę, ale jednocześnie alarmujemy w jakich miejscach naprawdę karzemy, a w jakich zupełnie nie. To tak, jak by miały istnieć takie sklepy, w których nie można kraść i takie, w których nie patrzymy na złodziei – powiedział.
Dziennikarz przyznał więc, że jeździ szybciej, niż pozwalają na to przepisy. I choć nie robi tym nikomu krzywdy i nic złego się z tego powodu nie stało, to uważa, że powinien być kontrolowany przez państwo, aby tak szybko nie pędzić. Dlaczego? Ponieważ państwo ustanowiło taki, a nie inny limit prędkości.
Nie ma to żadnego logicznego sensu, gdyż z faktu, że Stanowski jeździ podane przez niego 160 km/h na godzinę i nie powoduje przy tym żadnego wypadku wynika, że na autostradzie można jeździć z taką prędkością bezpiecznie. Karanie w tym przypadku kierowców jest zatem jedynie państwową opresją.
Wielka inwigilacja
W dalszej części nagrania Stanowski stwierdził, że mandaty powinny być uzależnione od zarobków. – Faktem jest, że wysokość mandatów w ogóle nie zrobiła na mnie wrażenia, nie zabolała, a gdyby to było – nie wiem – 100 czy 200 tysięcy złotych, to bym się wk****ł na siebie jeszcze bardziej – powiedział.
– Uważam, że połączenie mandatów z zarobkami na wzór skandynawski jest skuteczniejsze i wszystkim by nam wyszło na zdrowie – stwierdził dziennikarz.
Czytaj również:
- „Jeden wielki terror, państwo policyjne i wręcz mafijne metody ściągania haraczu”. Jacek Wilk OSTRO o polowaniu na kierowców w Polsce
- „Był range rover, został rower. Nie bądźcie takimi debilami jak ja”. Stanowski komentuje utratę prawa jazdy [VIDEO]
- „Stanowski to ofiara syndromu sztokholmskiego”. Sommer i Warzecha OSTRO o utracie prawa jazdy przez założyciela Kanału Zero
- Dokręcają śrubę kierowcom. Nowy, najdłuższy odcinkowy pomiar prędkości w Polsce
Pomysł Stanowskiego jest o tyle szokujący, że oznaczałby, że państwo jeszcze bardziej inwigilowałoby obywateli, bo przecież do każdego wystawienia mandatu potrzebna byłaby wiedza o zarobkach danego delikwenta. Tymczasem władza w ogóle nie powinna wiedzieć, ile zarabiają obywatele.
Połączenie wysokości mandatów z zarobkami jest też pogwałceniem podstawowej zasady równości wobec prawa. Dlaczego bowiem ktoś lepiej sytuowany miałby za to samo przewinienie ponosić wyższą karę? A co z innymi przestępstwami, w których wymierzana jest kara grzywny? Czy właściciel dużego koncernu medialnego powinien być za drobną kradzież karany znacznie surowiej, niż np. kasjer?


