Na facebookowym profilu Kanału Zero pojawiło się nagranie Krzysztofa Stanowskiego, który nazywa siebie debilem. Chodzi o sprawę odebrania mu uprawnień do prowadzenia pojazdów z powodu przekroczenia prędkości w terenie uznanym za zabudowany. – Skoro nagle, zupełnie znikąd wybiegł policjant, to znaczy, że mógł też zupełnie znikąd wybiec ktoś inny – przekonywał Stanowski.
W niedzielę Krzysztof Stanowski został zatrzymany, gdy jechał 110 km/h w terenie formalnie zabudowanym w w miejscowości Odrowąż (woj. świętokrzyskie). Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Stanowski odniósł się do sprawy w nagraniu.
– Był range rover, został rower. Nie bądźcie takimi debilami jak jak, bo być debilem to jednak wstyd – powiedział Krzysztof Stanowski w wideo opublikowanym na facebookowym profilu Kanału Zero.
– Nawet bez „jednak”. Być debilem to wstyd – sprostował samego siebie Stanowski.
– Przez najbliższe trzy miesiące nie będę mógł prowadzić samochodu. I co tu dużo gadać – bardzo mi tak dobrze – kontynuował Stanowski.
Następnie zrelacjonował, jak do sytuacji w niedzielę doszło. Podkreślił, że został zatrzymany przez policję na wyjeździe „z małej, pustej miejscowości”.
– I moim oczom ukazała się długa, prosta droga, w dodatku z górki. Pomyślałem sobie, że jest to świetne miejsce, żeby „depnąć”. Czy było to świetne miejsce, żeby „depnąć”? Absolutnie nie było to świetne miejsce, żeby „depnąć”. Czy była to myśl, która mogła urodzić się wyłącznie w głowie debila? Tak jest – przekonywał Krzysztof Stanowski.
– W tym momencie byłem totalnym debilem, bo prawda jest taka, że patrzę na drogę i myślę sobie „nie no, tutaj to nic nie może się stać”. Ale skoro nagle, zupełnie znikąd wybiegł policjant, to znaczy, że mógł też zupełnie znikąd wybiec ktoś inny – ocenił.
Tu należy zaznaczyć, że przedstawiona „logika” jest absurdalna. Policjant „może” wybiec nawet na drodze. Tak samo i pieszy. Czy w takim przypadku szalony powinien mieć taką prawną możliwość i prawną ochronę? Oczywiście, że nie – po to są przepisy drogowe, by cywilizować pewne zachowania.
I jak na autostradzie nikt nie oczekuje chyba zezwolenia dla przechodzenia przez trasę pieszych, tak również nie powinno się oczekiwać, że będą mogli dowolnie i bez zachowania ostrożności przekraczać drogi w niebezpiecznych miejscach. Jak przecież przyznał sam Stanowski, droga była pustka, długa i z górki. Uzasadnienie, że pojawienie się funkcjonariusza jest „dowodem” na słuszność zatrzymania jest niebezpiecznie blisko totalitaryzmu, gdyż idzie w myśl zasady, że skoro państwo coś postanowiło, to jest to dobre, ponieważ właśnie państwo podjęło decyzję.
Mimo to na podstawie swojego wywodu ocenił, że „oczywistym jest”, że „stworzył niebezpieczeństwo”.


