Nagły wzrost przestępstw popełnianych w Polsce przez obywateli Kolumbii jest elementem tworzenia się nieznanego wcześniej panświatowego kartelu przestępczego kolumbijsko-ukraińskiego z polskimi akcentami.
Do końca czerwca aż 239 Kolumbijczyków usłyszało w Polsce zarzuty karne. To ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej, gdy takich osób było 118. Żadna inna grupa migrantów nie rosła w przestępczych statystykach w podobnym tempie. Widać to najlepiej w perspektywie ostatnich czterech lat. W 2022 roku zarzuty usłyszało siedmiu Kolumbijczyków. Rok później 22. W 2024 roku było ich już 127. W całym 2025 roku 324. Licząc samo pierwsze półrocze, ten rok przebił już trzy czwarte zeszłorocznego wyniku.
Szokujące dane na temat przestępczości Kolumbijczyków ujawnił jako pierwszy bloger o pseudonimie Ator. Powołał się przy tym na oficjalne dane Centralnego Biura Śledczego Policji. Z danych tych wynika, że „boom podejrzanych podąża za boomem zezwoleń na pracę. W 2022 roku polskie urzędy wydały Kolumbijczykom 4,1 tysiąca zezwoleń na pracę. W zeszłym roku było ich już ponad 37 tysięcy. W tym samym okresie liczba podejrzanych wzrosła 46 razy. Między 2024 a 2025 rokiem liczba zezwoleń na pracę prawie się nie zmieniła. Liczba podejrzanych mimo to wzrosła ze 127 do 324 osób, o około 155 procent”.
Wszystko wskazuje na to, że rzeczywista liczba Kolumbijczyków w Polsce jest wyższa, bo tysiące przebywają tu nielegalnie. W zeszłym roku policja i Straż Graniczna ujawniły blisko 1,6 tysiąca obywateli tego kraju z przeterminowanymi dokumentami. Co czwarty ze skontrolowanych stracił już prawo pobytu. Straż Graniczna zatrzymała już 1,1 tysiąca takich osób. Niemal co drugi kontrolowany Kolumbijczyk pracował nielegalnie.
Tajny raport
W czerwcu na biurka oficerów Biura Wywiadu Kryminalnego i Centralnego Biura Śledczego Policji trafił alarmujący raport amerykańskiej DEA (Drug Enforcement Agency – Agencja Zwalczania Przestępczości Narkotykowej). Wynikało z niego, że DEA zaobserwowała niepokojący trend współpracy ukraińskich gangsterów z kolumbijskimi kartelami narkotykowymi. DEA opiera raport głównie na regularnych meldunkach tzw. „Confidential Source”, czyli tajnych informatorów uplasowanych w strukturach przestępczych (odpowiednik polskich Osobowych Źródeł Informacji).
Raport DEA trafił do Polski w ramach międzynarodowej współpracy policyjnej regulowanej przepisami Interpol, Europol, Eurojust i wzajemnymi porozumieniami między strukturami w Polsce i w USA. Zgodnie z tymi porozumieniami policjanci różnych krajów przekazują sobie regularnie wiadomości, które mogą pomóc w rozpracowywaniu struktur zorganizowanej przestępczości. Względy biznesowe powodują, że najwięcej miejsca zajmuje przestępczość narkotykowa.
Raport opisał przypadek m.in. Wojciecha Krzysztofa O. ps. „Osa” – młodego mieszkańca Łodzi, którego 16 kwietnia tego roku na lotnisku Rafaela Nuneza w Cartagenie kolumbijska policja zatrzymała z ładunkiem 4,7 kilograma kokainy ukrytej w 12 rolkach papieru drukarskiego, zabezpieczonego przed promieniowaniem bramek elektronicznych. Policyjny ekspert wyliczył wartość ładunku kokainy na 300 tysięcy dolarów. Najciekawsze jednak było co innego: śledztwo wykazało, że „Osa” zamierzał przemycić narkotyk przez Panamę i Meksyk do Dubaju, gdzie za posiadanie tej ilości środków odurzających prawo przewiduje nawet karę śmierci. „Osa” (był poszukiwany przez łódzką policję za wykroczenie) nawiązał kontakty z kolumbijskim kartelem narkotykowym dzięki przestępczym powiązaniom z Kolumbijczykami żyjącymi w Polsce. Teraz policjanci sprawdzają każdy detal jego działalności.
Tajne spotkania
Raport DEA wskazuje też, że osobowe źródła uplasowane w środowiskach przestępczych donoszą o licznych spotkaniach gangsterów z Ukrainy z kolumbijskimi partnerami na terenie Polski. Miały one dotyczyć współpracy w rozwoju przestępczego biznesu. Zaobserwowano tutaj następujące zjawisko: Ukraińscy gangsterzy dostali dostęp do kolumbijskiej kokainy, a w zamian zaoferowali dostęp do broni i amunicji.
Z czego wynika ten bezprecedensowy sojusz? Jeszcze przed lutym 2022 roku, do krajów Unii Europejskiej za pracą i chlebem przyjechały setki tysięcy obywateli Ukrainy. Część z nich zajęła się działalnością przestępczą. Tak powstały gangi, które z czasem zaczęły zajmować coraz bardziej poważne pozycje w półświatku krajów europejskich. W Polsce przybysze zza wschodniej granicy odesłali na śmietnik historii dotychczasowe głośne, nadwiślańskie mafie, wchodząc w ich miejsce w przestępcze biznesy. Rozsiana po całej Europie diaspora ukraińska stała się więc dużym polem rekrutacji przestępców. Ukraińskie mafie osiągnęły pozycję umożliwiającą wejście w najbardziej dochodowy przestępczy biznes, czyli handel narkotykami. I to była okoliczność skłaniająca do nawiązywania kontaktu z Kolumbijczykami. Drugą był dostęp do broni. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej kraje Zachodu zaczęły wspierać walczącą Ukrainę dostawami broni i amunicji. W Donbasie powstały natychmiast szajki przestępcze zajmujące się kradzieżami tej broni i przemycaniem jej z powrotem do Europy. Nowoczesne pistolety maszynowe, pociski, granatniki, trafiały do gangsterów we wszystkich krajach UE. Dowodem tego są informacje policyjne mówiące o zabezpieczaniu u przestępców broni, oficjalnie wysłanej na wschód Ukrainy. Takie przypadki odnotowano w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwecji i oczywiście Polsce. Co ciekawe: szajki rozkradające broń dostarczaną na front działały pod dyskretną „opieką” służb specjalnych z obu walczących stron. Zarówno SBU, jak i FSB uważały, że w ich interesie leży uzbrojenie ukraińskich przestępców. SBU miała dzięki temu bojówki możliwe w przyszłości do wykorzystania zbrojnego (np. w Polsce), FSB i GRU dozbrajały zaś gangsterów, którzy powodowali chaos w Europie, co jest w interesie Rosji. Duża część przemytu była realizowana przez otwarte na przestrzał polskie przejścia graniczne, na których strażnicy nie radzili sobie z kontrolą osób i towarów. De facto ukraińscy przestępcy przewozili przez polskie granice setki pistoletów i karabinów. Znane są też przypadki kobiet, które przekraczając granice, szmuglowały amunicję w bagażu osobistym.
Z drugiej strony gangi kolumbijskie dysponujące kokainą dostały dzięki tej sytuacji niemal nieskrępowany dostęp do nowoczesnej broni i amunicji. To uzbrojenie jest im potrzebne dla wyposażenia swoich oddziałów zbrojnych walczących z siłami rządowymi oraz przedstawicielami innych gangów. Takie okoliczności otworzyły pole do powstania gigantycznego syndykatu przestępczego.
Wielkie pieniądze
Skąd jednak nagle partnerem dla kolumbijskich karteli stały się ukraińskie gangi? Raport DEA wskazuje na trzy przyczyny. Po pierwsze te środowiska – podobnie jak Meksykanie – są bardzo hermetyczne, a przez to trudne do rozpracowania dla policji i służb. Po drugie są brutalne i zdeterminowane, przez co zyskują coraz poważniejszą pozycję w europejskim świecie przestępczym, spychając do drugiej ligi grupy przestępcze składające się z obywateli państw Starego Kontynentu. Po trzecie wreszcie: gangi ukraińskie mają do swojej dyspozycji ogromne środki finansowe.
W tym kontekście raport DEA wspomina o tym, że amerykańska administracja w czasach Joe Bidena nie była w stanie skontrolować wsparcia finansowego dla walczącej Ukrainy. Choć kraj stawiający opór agresywnej Rosji wsparto setkami miliardów dolarów, nie wiadomo, co dokładnie stało się z tymi pieniędzmi. Dofinansowywaną zachodnimi pieniędzmi Ukrainą wstrząsały liczne skandale korupcyjne – np. liczne przypadki zakupów drogich willi przez kijowskich dostojników (w tym samego Zełenskiego). Nie ma wątpliwości, że część tych pieniędzy trafiała do gangsterów. Tym bardziej że na upadającej Ukrainie świat mafii, polityki, biznesu i specsłużb przenika się. Ukraińscy gangsterzy mają broń, potężne pieniądze i apetyty na wielkie przestępcze biznesy. Kolumbijscy bossowie mają gigantyczne zasoby narkotyków, za to potrzebują pieniędzy i broni. Stwarza to więc pole do wspólnych interesów.
Niewydolne państwo
Jest jednak jeszcze jedna przyczyna. To ułomność prawa w państwach europejskich, w tym w Polsce. „Polskie przepisy karne przewidują za handel narkotykami sankcję do 20 lat więzienia – mówi dr Mateusz Mickiewicz, warszawski prawnik specjalizujący się w sprawach karnych. – Taki maksymalny wyrok grozi niezależnie od tego, czy sprawca próbuje zarobić, sprzedając tonę, czy 10 gramów narkotyku. To wprost zachęca przestępcę, który sprzedaje zakazane substancje do tego, by sprzedawał jak największe ilości”. Ale nie tylko to. Adwokat Mickiewicz na podstawie swojej sądowej praktyki wskazuje również na drugi problem: coraz bardziej przeciążone sądy i coraz większe problemy kadrowe policji. „Poważne sprawy o międzynarodowy handel narkotykami liczą setki tomów i ciągną się latami – mówi adwokat. – W tym czasie wielu cudzoziemskich gangsterów trzeba zwalniać z aresztów. Oni mimo sądowych zakazów wyjeżdżają z Polski, co dodatkowo przedłuża postępowania. A borykająca się z coraz większymi brakami ludzi i sprzętu polska policja i prokuratura ma coraz więcej zadań w zakresie zwalczania zorganizowanej przestępczości i coraz trudniej jej się z tych zadań wywiązywać”.
Kilka miesięcy temu, ujawniając rozwijającą się przestępczość ukraińskich gangów, pisaliśmy, że rozbijanie mafii czeczeńskich i ukraińskich będzie największym wyzwaniem dla Centralnego Biura Śledczego Policji. I właśnie to wyzwanie się zaczęło. Teraz do tego syndykatu dołączają Kolumbijczycy.
Leszek Szymowski
Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 35-36, 24 sierpnia – 6 września 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.



