Strona głównaGŁÓWNYKlimatyzm to bujda?! Mit o dwutlenku węgla!

Klimatyzm to bujda?! Mit o dwutlenku węgla!

-

- Reklama -

14 stycznia w Sejmie RP odbyła się konferencja naukowa objęta honorowym patronatem Wicemarszałka Krzysztofa Bosaka. Wydarzenie okazało się szansą dla niezależnych naukowców, którzy mieli okazję poruszyć niezwykle aktualne zagadnienie: czy człowiek, w tym w szczególności emisja CO2, ma wpływ na klimat. Wśród prelegentów znaleźli się dr inż. Jan Kubicki i dr inż. Tomasz Wójcik, prowadząc panel „Eksperymentalne dowody braku wpływu stężenia CO2 na wzrost temperatury atmosfery w aktualnych warunkach”. Po konferencji dr inż. Jan Kubicki odbył rozmowę z redaktorem naczelnym „Najwyższego Czasu!”, która – mamy nadzieję – streści i przybliży Państwu ustalenia naukowców.

Tomasz Sommer: Część Pana badań było opublikowanych, część jest nowych. W każdym razie dosyć długo już trwają te badania, około dekady. A stoją one w sprzeczności z tezą o antropomorficzności globalnego ocieplenia. Wynika z nich, że wytwarzany przez człowieka dwutlenek węgla na ocieplenie klimatu w tej chwili już nie wpływa. Jak odnosi się Pan do faktu, że zdecydowana większość klimatologów uznaje dwutlenek węgla za kluczowy gaz cieplarniany?

- Reklama -

Jan Kubicki: Zagadnienie to jest bardzo szerokie. Była o nim mowa na konferencji, całkowicie się zgadzam z wysuwanymi tam twierdzeniami. To nie naukowcy, a politycy poprzez finansowanie odpowiednich programów badawczych wymuszają wstawianie odpowiednich tez, zgodnych z ich oczekiwaniami.

Które konkretnie elementy powszechnie przyjętej teorii na temat przyczyn efektu globalnego ocieplenia uważa pan za błędne?

Najczęściej w literaturze, wbrew faktom eksperymentalnym, przyjmuje się niekiedy w sposób jawny, a częściej niejawny, że przy dostatecznie dużym stężeniu CO2 całe promieniowanie cieplne emitowane przez Ziemię może być pochłaniane przez ten gaz. To jest pierwsza rzecz. Po drugie często do analiz komputerowych wykorzystywane są tak zwane modele cyrkulacyjne. Atmosfera poszatkowana jest wówczas z pionowymi i poziomymi płaszczyznami, dając olbrzymią ilość komórek, z których przy pomocy równań różniczkowych rozwiązywane są zagadnienia związane z termodynamiką i przepływami. Po trzecie przy omawianiu na konferencji tzw. modelu jednowarstwowego mówiłem o wymianie ciepła pomiędzy atmosferą i litosferą.

Generalnie cały proces wymiany ciepła jest procesem wewnętrznym jednego układu atmosfery i litosfery, i nie może być mowy o wzroście jego wewnętrznej energii, a tym samym o wzroście temperatury w wyniku tego procesu. Ostatecznie więc przyjmowanie dogmatu, że tzw. promieniowanie wsteczne powoduje podgrzewanie Ziemi, jest wielkim nieporozumieniem. Po czwarte wiadomo, że przy zerowym stężeniu dwutlenku węgla w atmosferze emisja promieniowania z tego gazu również w kierunku pionowym w górę jest zerowa. Dlatego oczywiste jest, że ze wzrostem tego stężenia emisja promieniowania może jedynie wzrastać.

Mamy więc do czynienia z kolejnym nieporozumieniem, gdy mowa jest o tym, że emisja promieniowania z CO2 ulega zmniejszeniu przy wzroście jego stężenia, gdyż zachodzi w wyższych, zimniejszych warstwach. Ostatecznie rozważania przedstawionego na konferencji modelu ośmiowarstwowego potwierdził fakt, że ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla w atmosferze emisja spontaniczna w górę cały czas wzrasta. I wreszcie po piąte: generalnie w literaturze klimatycznej obserwuje się podejście jakościowe pozwalające na wyolbrzymianie małych, nieistotnych czynników, praktycznie nie mających wpływu na całość.

Grafika przedstawia autorski eksperyment przeprowadzony przez dr inż. Jana Kubickiego i dr inż. Tomasza Wójcika.
Grafika przedstawia autorski eksperyment przeprowadzony przez dr inż. Jana Kubickiego i dr inż. Tomasza Wójcika.

Dlaczego Wasze wnioski nie są powszechnie akceptowane i nie jest to zrozumiałe?

Moje wnioski nie są zgodne z wnioskami tzw. konsensusu naukowego. Na konferencji bardzo mocno była akcentowana jego wartość. Padło m.in. stwierdzenie, że prawdy, która jest celem badań naukowych nie ustala się w wyniku głosowania, w którym często biorą, nawiasem mówiąc, udział osoby niekompetentne, a na podstawie analizy faktów, analizy modeli komputerowych adekwatnych do rzeczywistości i na podstawie obliczeń z wiarygodnymi danymi wejściowymi.

W historii miały niekiedy miejsca różne konsensusy. Najbardziej rażący to ten w czasach kopernikowskich.

A jakby Pan przedstawił krótko, na czym polegały te badania, które prowadziliście i jak doszliście do tych wniosków, które stoją w tak radykalnej sprzeczności z tym „konsensusem”?

Nasze badania były prowadzone w stosunkowo długim czasie. Były one bardzo różne. M.in. rozpoczęliśmy od tego, że było przeprowadzone badanie promieniowania termicznego z Księżyca, gdyż jego oświetlona warstwa posiada temperaturę około 110 stopni Celsjusza, tym samym emituje promieniowanie podczerwone. Promieniowanie to, po przejściu przez atmosferę, było przepuszczane przemiennie przez wstawiane dwie kuwety, jedna z dwutlenkiem węgla, druga z powietrzem. W ten sposób sprawdzano, jaka jest absorpcja promieniowania podczerwonego z Księżyca po przejściu przez atmosferę ziemską w tych kuwetach. Okazało się, że nie było różnicy w pomiarze mocy promieniowania z Księżyca, czy przechodziło ono przez kuwetę z dwutlenkiem węgla, czy z powietrzem. W analogicznym eksperymencie w laboratorium, gdy Księżyc został zastąpiony promiennikiem i promieniowanie nie przechodziło przez grubą warstwę atmosfery, absorpcja w dwutlenku węgla w kuwecie wynosiła około 14 proc., a więc była bardzo wyraźna.

Świadczy to wybitnie o tym, że dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczany do atmosfery nie może już absorbować promieniowania podczerwonego. Dodatkowy dwutlenek węgla wpuszczony do atmosfery nie może już absorbować promieniowania termicznego. Nastąpił proces nasycenia i ze wzrostem stężenia dwutlenku węgla już absorpcja nie wzrasta. Można go w dowolnej ilości wypuszczać do atmosfery i on nie ma żadnego wpływu na wzrost temperatury Ziemi.

Powtarzaliście te badania wielokrotnie i przy różnych warunkach. Czyli raz był to eksperyment księżycowy, raz potem już w czystej formie i zawsze Wam pokazywało, że właśnie w granicach tych 400–500 ppm ten efekt ocieplenia właściwie już przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.

Nawet mniej, właściwie przy 200 ppm już prawie go nie ma.

Czy ktoś, kto polemizuje z tym badaniem, próbował – o ile Panu wiadomo oczywiście coś na ten temat – przeprowadzić podobne badanie, żeby sprawdzić, czy te wartości się zgadzają? Pokazaliście praktyczne stosowanie modelu matematycznego, z którego wynika, że krótko mówiąc, wzrost temperatury nie jest liniowo powiązany z wzrostem dwutlenku węgla. Wydawałoby się, że ktoś, kto chciałby z tym polemizować, powinien zrobić taki sam eksperyment i sprawdzić, czy u niego też to zadziała. I jeżeli zadziała, to się zgodzić z taką tezą. A jeśli nie zadziała, to zastanawiać się, dlaczego jest rozbieżność, tak? Więc pytanie, czy słyszeliście o takiej próbie falsyfikacji Waszego badania?

Niestety nikt się nie podjął. Pomimo że w Polsce mamy wiele ośrodków, które zajmują się geofizyką, to jednak zamiast powtórzenia eksperymentu, wylała się fala hejtu. Zostaliśmy nazwani pseudonaukowcami. Natomiast o żadnym eksperymencie nie słyszałem, żeby ktoś próbował powtórzyć i w ogóle nie tylko eksperymentu, ale w ogóle merytorycznej dyskusji nie było. I również jakiś czas temu odbyła się konferencja w Sejmie. Na tej konferencji też nie było żadnych uwag, żadnych pytań merytorycznych, dotyczących właśnie tego eksperymentu.

A gdzie publikowaliście wcześniej i czy była jakakolwiek dyskusja wokół tych publikacji?

Te prace były wcześniej publikowane w znanym czasopiśmie Politechniki Lubelskiej. Następnie zostały opisane w sposób całościowy, ogólny, z odpowiednimi wnioskami w czasopiśmie „Applications in Engineering Science”. Zamieszczony tam artykuł został wycofany na skutek odpowiednich interwencji klimatologów.

A te interwencje miały jakieś merytoryczne uzasadnienie? Czyli, że ktoś na przykład właśnie powiedział, że coś mu się nie zgadza, jakieś dane tam są?

Tłumaczono, że w innych artykułach jest to inaczej przedstawiane. Taka była „merytoryczna” dyskusja. Potem artykuł został wycofany i jest jedynie krótka wzmianka, że publikacja nie spełnia wymogów stawianych przez czasopismo.

Kiedy to było? W przypadku materiałów ścisłych, żeby czemuś zaprzeczyć, no to trzeba jakieś kontrrozumowanie przedstawić, kontrobliczenia czy kontreeksperyment. Rozumiem, że żadna informacja o tym, że coś takiego było, do Was nie dotarła?

Nic takiego nie dotarło. Natomiast kiedy powstały krytyczne uwagi w Internecie? Po powołaniu się w raporcie Forum Ekonomicznego w Karpaczu w 2024 roku na nasz artykuł, w Internecie ukazały się obszerne opinie krytyczne. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego – mamy wolność słowa – gdyby nie to, że krytyczne opinie niemerytoryczne były wypowiadane przez utytułowanych naukowców. W obszerny sposób negowane było jedyne podejmowanie tematu przez osoby uważane za niekompetentne bez pokazania błędów merytorycznych. Po pewnym czasie pod wpływem tych właśnie zewnętrznych nacisków, o których wspomniałem, artykuł został przez wydawcę wycofany.

W Sejmie odbyła się wspomniana przeze mnie konferencja, czy człowiek wpływa na zmiany klimatu i właśnie jedno z wystąpień również dotyczyło tego zagadnienia. Czas i miejsce oraz sposób rejestrowania były wyraźnie pokazane w Internecie. Szkoda, że „zabrakło merytorycznych znawców’’. Referujący oczekiwali merytorycznej dyskusji. Fizyka nie jest przez nich traktowana jako ideologia i pod wpływem rzetelnych argumentów, gdyby takie były, można było odrzucić wypowiadane wnioski z prezentowanych prac. Zamiast tego w Internecie i w innych środkach masowego przekazu powtarzana jest niemerytoryczna narracja i ośmieszanie pracowników naukowych, którzy pokazują fakty negujące tzw. konsensus klimatyczny.

No właśnie, a tutaj warto dodać, co się dzieje w kontekście dosyć dynamicznych zmian w zakresie tego konsensusu, jakie mają miejsce w Stanach Zjednoczonych. 10 dni temu Stany Zjednoczone wycofały się z IPCC, czyli tej pararządowej komisji zajmującej się oceną klimatu, wytaczaniem celów klimatycznych itd. To było miejsce, gdzie ten tzw. konsensus był krzewiony i kultywowany. Otóż zostały one oskarżone o ideologizowanie wyników badań naukowych, które się sprowadza do tego, że niektóre badania są odrzucane z tego względu, że nie pasują do modelu. Z kolei inne modele są robione tylko po to, by powtórzyć i uzasadnić ten model, który kiedyś tam sobie w ramach konsensusu ustalono.

Więc tu jest ostatnie pytanie, które mam w związku z tym wszystkim. Jak Pan sądzi, co może się lokalnie i globalnie stać w sensie klimatycznym? Czy możemy w ogóle mówić o prognozie globalnej? A może te temperatury zależą jednak od miejsca na ziemi? Teraz jesteśmy w takiej sytuacji, że mamy rzeczywiście pierwszy od wielu lat styczeń, który prawdopodobnie cały będzie w dużej części kraju pod znakiem mrozu. Już w tej chwili w Warszawie na przykład to są trzy tygodnie, ponad trzy tygodnie. Prognozy pokazują, że być może nawet kolejne trzy tygodnie, a na pewno dwa jeszcze takiego stanu rzeczy będziemy mieli. Ale też widzimy takie niespotykane zdjęcia z Kamczatki, gdzie spadły jakieś zupełnie nieprawdopodobne ilości śniegu. Więc jakiegoś rodzaju chyba nieprzewidziane jednak sytuacje zaczynają zachodzić.

Pan redaktor tutaj wspomniał o dwóch rzeczach. Pierwsza to, dlaczego istnieje taka narracja, a nie inna. Na ostatniej konferencji w Sejmie była o tym mowa i padały tam stwierdzenia, z którymi ja się całkowicie zgadzam: że to nie naukowcy, a politycy wprowadzają odpowiednią narrację, wymuszają stawianie pewnych tez, bo naukowcy otrzymują pieniądze, granty – wtedy gdy ich badania są zgodne z tymi tezami. Takie stwierdzenie padło i ja widzę, że tak rzeczywiście jest. Jeżeli chodzi o drugie zagadnienie, to ja zajmuję się jedynie wpływem wzrostu stężenia dwutlenku węgla w atmosferze na wzrost temperatury naszej planety. Jest to jedynie niewielki zakres klimatologii i dlatego na postawione pytanie nie mogę się autorytatywnie wypowiedzieć. Myślę jednak, że na ten temat powinny być również prowadzone dyskusje merytoryczne z geologami i astrofizykami.

Tak, ale tutaj postawili Państwo taką tezę, która jest wynikiem tego przeglądu eksperymentu, że już możliwość przyrostu ocieplenia spowodowanego przez wzrost ilości dwutlenku węgla jest w zasadzie wyczerpana.

Tak, zgadzam się.

No i jest to teza w tym sensie politycznym zupełnie rewolucyjna z tego względu, że przecież cała ideologia Unii Europejskiej też tutaj narzucona w Polsce jest w tej chwili oparta o walkę z dwutlenkiem węgla. Dziękuję za rozmowę.

Najnowsze