Były premier Leszek Miller odniósł się do fałszywej tezy, jaką przed kilkoma dniami przedstawił Władysław Kosiniak-Kamysz. Wskazał też, że nad grobami polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów króluje „kłamstwo wołyńskie”, a władze warszawskie nie upominają się o umieszczenie tam prawdy o sprawcach.
– Pomoc dla Ukrainy jest polską racją stanu. Ukraina nie może przegrać tej wojny, bo wtedy nam nie będzie lepiej, tylko będzie nam gorzej. Niektórzy to bardzo w Polsce upraszczają. Mówią: „nasza chata z kraja, nie nasza wojna, nie interesujcie się tym”. Jak tam (na Wołyniu – przyp. red.) będzie Rosja, to zaręczam: nie będzie ani jednej ekshumacji ofiar ludobójstwa na Wołyniu i nie będzie żadnego upamiętnienia – powiedział 14 września w „Faktach po Faktach” w TVN24 Kosiniak-Kamysz, a więc tego samego dnia, kiedy z Bałtyku w woj. zachodniopomorskim wyłowiono drona.
Do m.in. tych słów odniósł się w mediach społecznościowych Leszek Miller.
„Wicepremier Kosiniak-Kamysz powiedział: «Jak tam (na Wołyniu) będzie Rosja, to zaręczam: nie będzie ani jednej ekshumacji […] i nie będzie żadnego upamiętnienia». Pan minister zestawia hipotetyczny brak ekshumacji pod rosyjską okupacją z sytuacją tak, jakby dzisiaj, pod władzą ukraińską, problem był zasadniczo rozwiązany. A przecież nie jest” – ocenił.
„Po pierwsze, skala jest nadal niewspółmierna do problemu. W samych Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej w 2026 r. ekshumowano szczątki 55 osób, a IPN podaje, że według list historyków około 300 osób wciąż pozostaje tam do odnalezienia. Co więcej, jeszcze 7 sierpnia IPN informował, że otrzymał dotąd tylko jedną zgodę na ekshumację ofiar Zbrodni Wołyńskiej; dopiero później przyszła druga zgoda – dotycząca Huty Pieniackiej” – podkreślił były premier.
„Po drugie, ekshumacja i upamiętnienie to dwie różne sprawy. Bardzo wymowne są słowa Pawła Kowala-czołowego przedstawiciela banderowskiej piątej kolumny, który oznajmił, że «nie negocjujemy kwestii upamiętnień». To znaczy, że nad grobami króluje «kłamstwo wołyńskie» gdzie nie ma żadnej informacji o sprawcach ludobójstwa. Szczytem bezczelności jest użycie przez Ukraińców w porozumieniu z Kowalem i polskim ministrem kultury słowa «zginęli». Tymczasem w Puźnikach chodzi o ludzi zamordowanych przez sotnię UPA. «Zginęli» opisuje skutek. «Zostali zamordowani przez UPA» opisuje również czyn i sprawcę. Spór o pamięć zaczyna się właśnie w tym miejscu” – zaznaczył Miller.
Były premier przywołał także wątek niemieckich ekshumacji, które prowadzone są na Ukrainie od lat, także podczas trwającej wojny z Rosją.
„Po trzecie, kontrast z niemieckimi żołnierzami. Niemcy i Ukraina zawarły w 1996 r. umowę dotyczącą grobów wojennych. Według danych Volksbundu w latach 2001–2022 dokonano w Ukrainie niemal 103 tys. ponownych pochówków niemieckich żołnierzy, a tylko w 2022 r., już podczas wojny, przeprowadzono 972 ekshumacje. Polska również ma umowę z Ukrainą dotyczącą ochrony miejsc pamięci, ale polskie ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej zostały po Majdanie 2014 zablokowane i pozostają przedmiotem politycznego sporu” – napisał.
„Dlatego argument Kosiniaka-Kamysza można odwrócić: problemem nie jest wyłącznie to, co zrobiłaby Rosja po zajęciu Ukrainy. Problemem jest również to, czego przez wiele lat nie pozwalała zrobić niepodległa Ukraina” – skwitował Miller.


