Strona głównaMagazynWielka prowizorka. Ministerstwo sprawiedliwości przygotowuje kolejne drakońskie przepisy

Wielka prowizorka. Ministerstwo sprawiedliwości przygotowuje kolejne drakońskie przepisy

-

- Reklama -

Ministerstwo sprawiedliwości przygotowuje kolejne drakońskie przepisy wymierzone w pijanych kierowców. Skutki będą odwrotne od zamierzonych.

Konieczność orzeczenia bezwzględnej kary więzienia dla kierowcy, który wsiadł „za kółko” w trakcie obowiązywania sądowego zakazu prowadzenia pojazdów – to najważniejsza zmiana, jaką przygotował resort sprawiedliwości w projekcie nowelizacji ustawy Kodeks Karny. Ta poprawka ma przewidywać, że tylko w wyjątkowych przypadkach sąd będzie miał możliwość zawieszenia wykonania wyroku na okres próby. Również niewiele będzie możliwości orzeczenia prac społecznie użytecznych lub grzywny. Pretekstem do wprowadzenia zmian jest – oczywiście – bezpieczeństwo. Czy jednak ono naprawdę się poprawi?

- Reklama -

Strach przed piratami

Projekt ustawy (pierwsza poinformowała o nim „Rzeczpospolita”) jest reakcją rządu na kilka głośnych ostatnio wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców. Najbardziej opinię publiczną zbulwersowała katastrofa, której sprawcą był 29-letni dziś Łukasz Żak. Pod koniec lipca warszawski sąd skazał go na 20 lat więzienia za to, że po pijanemu rozpędził Volkswagena Arteona do 226 kilometrów na godzinę i uderzył nim w tył innego samochodu, powodując zgon jednej osoby i rany pozostałych. Sprawa stała się głośna dzięki sędziemu, który ogłaszając wyrok, odszedł od prawniczych bełkotów i ludzkim językiem nazywał postępowanie Żaka. Po wyroku przez media przetoczyła się fala dyskusji na temat tego, że państwo nie radzi sobie z problemem pijanych kierowców. Z punktu widzenia politycznego sprawa jest dla rządu Tuska prawdziwym „darem niebios”. Skutecznie bowiem odwraca uwagę opinii publicznej od ekipy Tuska i bulwersujących skandali (m.in. Szpital Południowy).

Ustawodawcy zapomnieli, że nie każdy, kto wsiada za kierownicę po alkoholu, jest Łukaszem Żakiem, bo nie każdy pędzi po mieście z zawrotną prędkością i nie każdy powoduje wypadek, zwłaszcza śmiertelny. Według nowych przepisów sąd będzie musiał orzec zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych wobec osoby, którą policja przyłapie „na podwójnym gazie”. A naruszenie takiego zakazu skutkować będzie obligatoryjnym wysłaniem delikwenta za kratki. Czy to rzeczywiście pomoże?

Niski limit

W Polsce dopuszczalny limit alkoholu we krwi kierowcy wynosi 0,2 promila alkoholu. Dla porównania: w Wielkiej Brytanii limit ten wyznaczono na 0,8 promila, a w większości krajów europejskich (Niemcy, Włochy, Chorwacja) na 0,5 promila. Już same te dane każą się zastanowić, czy polskiego limitu nie warto byłoby podnieść. Aby przekroczyć 0,2 promila, wystarczy wypić dwa piwa. Po takiej ilości zdrowy mężczyzna w sile wieku czuje się na tyle dobrze, aby wsiąść za kierownicę. Tak restrykcyjne prawo uderza w tych, którzy chcieliby sobie wypić do rodzinnego obiadu kufel piwa lub kieliszek wina. Ktoś, kto tyle alkoholu wypije, a wraca od znajomych, wioząc rodzinę, nie będzie się przecież rozpędzał. Alkohol może tutaj zadziałać wręcz uspokajająco.

Z punktu widzenia libertariańskiego jakikolwiek limit alkoholu w ogóle wydaje się zbędny. Każdy kierowca inaczej przecież reaguje na napoje wyskokowe. Po co więc stawiać ograniczenia – niech każdy pije, ile chce, byle odpowiadał za skutki swojego postępowania. Jeśli wjedzie w innego kierowcę – niech poniesie tego konsekwencje, niezależnie od tego, czy zrobił to pijany, czy trzeźwy. Drugie pytanie, które się nasuwa, to adekwatność kary. Czy człowiek, który przekroczył dopuszczalny limit alkoholu we krwi, rzeczywiście zasługuje na to, żeby posłać go za kratki? Zwłaszcza w sytuacji, gdy spokojnie jechał i nikomu nie wadził?

Inne skutki

Jakie jednak będą skutki planowanych zmian? Prokuratorzy, zobligowani wytycznymi ministerstwa, nie będą już mogli umarzać spraw pijanych kierowców ze względu na niską szkodliwość społeczną. Będą musieli stawiać zarzuty i kierować do sądów akty oskarżenia. A gdy uznają, że istnieje ryzyko wymierzenia kary bez zawieszenia (a tak będzie ze względu na zmianę przepisów), będą też kierować wnioski o tymczasowe aresztowanie. To więc zwiększy ilość pracy przeciążonych już do granic możliwości prokuratorów. Tym bardziej że trzeba będzie większe zasoby kadrowe angażować na dyżury weekendowe (najwięcej pijaków za kierownicą wpada w sobotę i niedzielę). Tego prokuratura może nie wytrzymać organizacyjnie i kadrowo.

Po drugie: do sądów przeciążonych już do granic możliwości trafi tysiące nowych spraw. Sądowe pomieszczenia będą więc puchły od tysięcy tomów akt, a sędziowie będą musieli pracować po godzinach, aby być na bieżąco. Po trzecie: obciążeni pracą ponad możliwości będą biegli sądowi. Już teraz najczęstszą metodą obrony jest kwestionowanie wyników pomiarowych alkomatów i powoływanie biegłych do ich oceny. Sam biegły, przeciążony pracą, może potrzebować kilka miesięcy na sporządzenie ekspertyzy. Teraz i ten czas może się wydłużyć, gdyż coraz częściej w sądach brakuje pieniędzy na wynagrodzenia dla ekspertów, przez co ci nie spieszą się z wykonywaniem pracy.

Wszystko to z kolei prowadzi do wniosku, że coraz częściej sprawy będą się przedawniać. Pijani kierowcy unikną kary bo sprawni adwokaci będą umieli doprowadzić do przedawnienia sprawy. Czyli para pójdzie w gwizdek. Gigantyczne pieniądze zarobią tylko adwokaci wyspecjalizowani w obronie klientów prowadzących „pod wpływem”. A ci, którym spraw nie uda się przeciągnąć, trafią do przeludnionych więzień. Po nowelizacji przepisów karnych wprowadzonych w czasach Zbigniewa Ziobry, tuż po uprawomocnieniu się wyroku, sąd musi zarządzić doprowadzenie skazanego do więzienia. Zmiany ministra Żurka doprowadzą do dynamicznego wzrostu skazań za jazdę po alkoholu. Skazywanych na bezwzględne więzienie trzeba będzie więc do tych więzień kierować. A to spowoduje następny problem: przeludnienia cel. To zaś zjawisko doprowadzi do masowych pozwów przeciwko Polsce do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który w takich sprawach regularnie orzeka przeciwko Polsce, zasądzając odszkodowania. Wzrośnie więc ilość spraw przeciwko naszemu krajowi i wzrosną kwoty odszkodowań. Zapłaci za to wszystko polski podatnik. Minister Żurek, idąc na wojnę z pijanymi kierowcami, nie zorientował się, że wymiar sprawiedliwości nie jest do niej w ogóle logistycznie i organizacyjnie przygotowany. A nie jest, bo nie może być, gdy w sądach trwa walka polityczna, a jedni sędziowie nie uznają wyroków innych sędziów.

Nie kryzys a rezultat

Wszystko to nie zwalnia z pytań o przyczyny tak powszechnego zjawiska pijaństwa za kierownicą. Pierwszą przyczyną jest niewątpliwie powszechny brak szacunku dla złego prawa i erozja systemu prawnego jako takiego. Obywatel, który od najmłodszych lat musi lawirować między tysiącami absurdalnych przepisów, dorasta w przekonaniu, że prawa nie należy szanować. Nie szanuje więc przepisów zakazujących jazdy po alkoholu. Jakkolwiek nie usprawiedliwia to kierowców przyłapanych „na podwójnym gazie”, to jednak trudno nie dostrzec w tym długotrwałej działalności kolejnych rządów skutkujących upadkiem systemu prawnego. Po drugie bezstresowe wychowanie, czyli programowe oduczanie młodzieży odpowiedzialności, musi też prowadzić do poczucia bezkarności za przestępstwa. Jeśli „rób ta co chceta” – to dlaczego nie siadajta po kielichu?

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 33-34, 10 – 23 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze