Typowany na premiera lider Zjednoczenia Narodowego (RN) Jordan Bardella podobno „ukradł” Republikanom „dziedzictwo gaullistowskie”. Wydaje się jednak, że dziedzictwo prezydenta Charlesa de Gaulle’a zdradzili sami politycy tej partii. W tej sprawie ciekawe dane przynosi sondaż Ipsos-BVA opublikowany przez La Tribune Dimanche.
Okazuje się, że połowa Francuzów nie widzi obecnie żadnego politycznego następcy generała de Gaulle’a. A wśród tych ankietowanych, którzy widzą kontynuację tego politycznego spadku Generała wygrywa… Jordan Bardella i Marine Le Pen.
Za nimi, na trzecim miejscy jest b. premier Dominique de Villepin, a inni przedstawiciele Partii Republikańskiej już za spadkobierców gaullizmu raczej uznawani nie są. Sześćdziesiąt sześć lat po powrocie do władzy de Gaulle’a i ponad pół wieku po jego śmierci, gaullizm jest wciąż przywoływany przez niemal wszystkie partie polityczne.
Problem w tym, że Francuzi nie znajdują jego następcy wśród wspólczesnych polityków, a jeśli już, to są to politycy partii narodowej. To dość ciekawy przyczynek do ewolucji partii politycznych, która zaszła na przełomie XX i XXI wieku.
Według sondażu Ipsos-BVA, opublikowanego w niedzielę 2 sierpnia przez „La Tribune Dimanche”, 50% francuskich respondentów uważa, że żadna z proponowanych w sondażu postaci nie uosabia w pełni dziedzictwa Charles’a de Gaulle’a. Najbliżej tego „ideału” okazują się być ordan Bardella. Przewodniczący Zjednoczenia Narodowego jest tak postrzegany przez 14% respondentów;
Bardella tylko nieznacznie wyprzedza Marine Le Pen, która jako „spadkobierca” polityki Generała uzyskała 13% głosów. To wynik symboliczny dla partii, która historycznie powstała w opozycji do gaullizmu, zwłaszcza w kontekście wojny algierskiej. De Gaulle był jednak zwolennikiem suwerenności narodowej, autorytetu państwa, czy niezależności w polityce międzynarodowej i tu politycy RN zapewne jawią się jako jego kontynuatorzy, bo dawne partie gaullistowskie te elementy już dawno porzuciły na rzecz procesu integracji europejskiej.
Na najniższym stopniu podium „gaullistów” jest jeszcze Dominique de Villepin z wynikiem 9%. Były premier utrzymuje gaullistowski wizerunek w oczach opinii publicznej, wzmocniony przemówieniem przeciwko wojnie w Iraku wygłoszonym w 2003 roku w Organizacji Narodów Zjednoczonych oraz obroną niezależności francuskiej dyplomacji. Co ciekawe, za „gaullistę” uznaje obecnego prezydenta Macrona jedynie 5% Francuzów, a wyprzedzają go nawet Eric Zemmour i ErIc Ciotti (po 6% takich opinii).
Dziedzictwo de Gaulle”a Francuzi utożsamiają obecnie z „duchem oporu” (41%), zjednoczeniem wszystkich Francuzów (40%) i niezależnością Francji od innych mocarstw (39%). Za dorobek gaullizmu uważa się też utworzenie Piątej Republiki (30%), wybór prezydenta Republiki w głosowaniu powszechnym (28%), politykę równowagi budżetu (17%), dekolonizacjżę (16%) i modernizację gospodarki (12%). 11% respondentów wskazało na rozwój francuskich sił nuklearnych i wycofanie się ze zintegrowanego dowództwa NATO.
Zapytani, czy myśl i doktryna de Gaulle’a nadal reprezentują model polityczny, Francuzi wydają się podzieleni. 41% uważa, że obecni przywódcy wciąż mogą czerpać tu inspirację, a 46% uważa, że jest to wzór, ale nie do końca pasujący do współczesnych czasów. 13% nie uznaje go za polityczny punkt odniesienia. Przed wyborami prezydenckimi to jednak dla Le Pen i Bradelli dobry sygnał.
Źródło: Valeurs
