Strona głównaGŁÓWNYRoztrzaskane czaszki, splątane szkielety. Ekshumacje na Wołyniu ujawniają skalę ludobójstwa

Roztrzaskane czaszki, splątane szkielety. Ekshumacje na Wołyniu ujawniają skalę ludobójstwa

-

- Reklama -

Prawda o ludobójstwie na Wołyniu wychodzi na jaw. I, okazuje się, że jest równie okrutna jak relacje z tych zbrodni. Roztrzaskane czaszki, połamane kości, splątane szkielety – takie efekty mordów popełnianych przez ukraińskich nacjonalistów ukazują się archeologom.

W drugim tygodniu lipca 2026 roku na terenie dawnej polskiej wsi Wola Ostrowiecka na Wołyniu polscy specjaliści z Instytutu Pamięci Narodowej kontynuują prace ekshumacyjne. Zbiorowa mogiła na dawnym gospodarstwie Aleksandra Strażyca, zlokalizowana jeszcze w kwietniu podczas badań sondażowych, stopniowo ujawnia swoje tajemnice. Mroczne i przytłaczające. Do 20 lipca odsłonięto szczątki co najmniej 38 osób. W miarę pogłębiania jamy grobowej pojawiają się kolejne. Ciała leżą w przypadkowym układzie – wrzucone niedbale, bez ładu, bez śladów trumien czy skrzyń. Na wielu czaszkach widać wyraźne ślady bardzo silnych urazów mechanicznych. Przy szczątkach odnajdywane są medaliki, krzyżyki, klamry, guziki i elementy biżuterii – drobne świadectwa, że to Polacy.

- Reklama -

Prace zaplanowane do 7 sierpnia prowadzone są przez interdyscyplinarny zespół IPN we współpracy z ukraińskim przedsiębiorstwem „Wołyńskie Starożytności”, z udziałem dr. Łukasza Szleszkowskiego z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz przedstawicieli Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. To pierwsza ekshumacja ofiar Zbrodni Wołyńskiej przeprowadzona na podstawie wniosku złożonego przez sam Instytut Pamięci Narodowej – zgoda ukraińska nadeszła dopiero na początku czerwca 2026 roku.

Z mogiły wydobywane są ludzkie szczątki, które po 83 latach wciąż leżą w ziemi, w której je wrzucono. Historycy i antropolodzy podkreślają: część czaszek nosi ślady uderzeń przedmiotami tępymi i ostrymi. Dr Leon Popek, badacz zbrodni wołyńskiej i potomek ofiar, przypomina realia tamtego dnia w rozmowie z telewizją wPolsce24: „Tam już był wykopany rów – 12 metrów długi, prawie 3 metry szeroki. /Ludzi/ układano rzędami i zabijano bez użycia broni palnej – przy pomocy siekier, maczug, kołków. Nie było wystrzału”.

Doły śmierci w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej

30 sierpnia 1943 roku kureń (pododdział – dop. red.) UPA pod dowództwem Iwana Kłymczaka „Łysego”, wspierany przez sotnię „Worona” oraz okoliczną ukraińską „czerń” uzbrojoną w widły, kosy, siekiery i pałki, otoczył szczelnym kordonem dwie polskie wsie: Ostrówki i Wolę Ostrowiecką. Odcięto drogi ucieczki. Mieszkańców zwabiono lub siłą sprowadzono na place szkolne pod pretekstem zebrania, badań lekarskich pod kątem powołania do wspólnej walki z Niemcami.

W Woli Ostrowieckiej mężczyzn wyprowadzano grupami do stodoły Antoniego Strażyca i zabijano siekierami, młotkami do uboju zwierząt, maczugami. Kobiety, dzieci i starców zamknięto w szkole – obłożono ją słomą, podpalono, wrzucono granaty. Część ofiar zginęła uwięziono w stodole Jesionków.

W Ostrówkach miał miejsce podobny scenariusz: mężczyzn mordowano przy gospodarstwach Trusiuka, Suszki i kuźni Bałandy. Kobiety i dzieci wyprowadzano w kierunku lasu i zabijano. Księdza Stanisława Dobrzańskiego ścięto siekierą.

Szacunki są zbieżne: w obu wsiach zginęło około 1050 osób, w zdecydowanej większości kobiety i dzieci. W samej Woli Ostrowieckiej co najmniej 568–620 ofiar, w tym ponad 220 dzieci. Ciała wrzucano do wykopanych naprędce dołów. Oprawcy i miejscowa ludność ukraińska rozebrała i spaliła zabudowania. Wsie przestały istnieć.

W latach 1992, 2011 i 2015 ekshumowano i godnie pochowano szczątki 674 osób. Obecne prace mają na celu odnalezienie kolejnych około 350 ofiar.

Te dramatyczne morderstwa to nie były pojedyncze epizody. To zaplanowana akcja etnicznej czystki, element szerszego ludobójstwa dokonanego przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Powstańczą Armię na Polakach Wołynia i Galicji Wschodniej w latach 1943–1944.

Zwabieni podstępem

„Polacy mieszkali tutaj od prawie 500 lat. Żyli w spokoju z okolicznymi wsiami, mieszkańcami. Wzajemnie się odwiedzali, świętowali. Nie było konfliktów. Zresztą podobnie mieli tak samo mało ziemi /jak Ukraińcy/. Nie było jakichś wielkich różnic na tle gospodarczym, politycznym” – opisuje ludobójstwo w ekshumowanych wsiach dr Leon Popek. „30 sierpnia 1943 roku banderowcy otoczyli te dwie wsie. Następnie zwołano mieszkańców na zebranie, na którym miały zapaść jakieś bardzo ważne decyzje. Puszczano takie dwie informacje, że młodsi mężczyźni będą przechodzili przez komisję lekarską. Będą zabierani do oddziału polsko-ukraińskiego do walki przeciwko Niemcom” – relacjonuje dr Popek w rozmowie z wPolsce24. Mężczyzn zgromadzono „na placu szkolnym, a później doprowadzono kobiety i dzieci. Zgromadzono je w szkole. Następnie po sześć osób, najpierw mężczyzn, później po dziesięć osób prowadzono do stodoły”. „Gdy wymordowano mężczyzn – jak pisze świadek Irena Kozłowska w liście do swojej siostry Ryszardy – zaczęto brać kobiety i dzieci i prowadzić w tym samym kierunku”. Następnie pisze: „zostało nas już tylko z 50…”. To wtedy „obłożono szkołę słomą, oblano jakąś naftą czy benzyną, podpalono, wrzucono granaty. Ona zdołała ocaleć, ale zginęła jej trójka małych dzieci (…). I to był taki też sygnał, ślad dla nas /badaczy/, że powinien być jeszcze jeden dół, w którym są kobiety i dzieci…”. To z takich relacji naocznych świadków badacze dowiadują się, że masowych mogił powinni szukać dalej. Prace tylko w tym miejscu rozpoczęły się bowiem w… 1992 roku! Dr Leon Popek stracił tam swojego dziadka, Jana Szweda, który miał wtedy 65 lat. Odnaleziono jego krzyżyk. Na swoje ekshumacje czekają ofiary tysięcy innych miejscowości, wsi i osad…

Ludobójstwo, nie „konflikt”

Zbrodnia wołyńska nie była spontaniczną reakcją nienawiści, odpowiedzią na „wzajemne krzywdy”. Była realizacją ideologii integralnego nacjonalizmu Dmytra Doncowa i Stepana Bandery – „Ukraina dla Ukraińców”, wolna od Polaków, Żydów i innych „obcych”. Metody były systematyczne i bestialskie, mordowano siekierami, widłami, piłami, nożami. Podpalano żywych ludzi w budynkach. Zabijano także niemowlęta. Są dowody na to, że ofiary często przed śmiercią torturowano. Szacunki polskich historyków mówią o 50–60 tysiącach zabitych na samym Wołyniu, łącznie z Galicją – mówi się o ponad 100 tysiącach.

Relacje ocalałych, dokumenty UPA (w tym raport „Łysego”: „Zlikwidowałem wszystkich Polaków od małego do starego”), wyniki wcześniejszych ekshumacji – wszystko to składa się na obraz ludobójstwa. IPN i niezależni badacze od lat dokumentują tę prawdę. Obecne wykopaliska w Woli Ostrowieckiej są jej kolejnym, namacalnym potwierdzeniem: czaszki z wyraźnymi śladami uderzeń, ciała rzucone byle jak, przedmioty osobiste świadczące o polskości ofiar.

Kłody pod nogi. Dlaczego tak długo czekaliśmy?

Prace w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej to efekt wieloletnich starań, a nie naturalnej współpracy z władzami Ukrainy. Od 2017 roku, po demontażu nielegalnego pomnika UPA w Hruszowicach, ukraiński Instytut Pamięci Narodowej wprowadził faktyczną blokadę poszukiwań i ekshumacji polskich ofiar. Polski IPN składał kolejne wnioski – wskazując dziesiątki lokalizacji, z potencjalnie setkami ofiar. Odpowiedzi były negatywne, częściowe albo żadne. Szefowie ukraińskiego IPN regularnie „rozmiękczali” temat, uzależniając zgodę od polskich ustępstw w sprawie upamiętnień UPA czy Akcji „Wisła”.

Dopiero w 2026 roku, po zmianach personalnych i presji dyplomatycznej, Ministerstwo Kultury Ukrainy wydało zgodę na wniosek IPN dotyczący omawianych ekshumacji. To oczywiście kropla w morzu. Do tego prace wymagają udziału ukraińskich firm i nadzoru. Wcześniejsze ekshumacje bywały przerywane incydentami – w 2011 roku działacze partii Swoboda próbowali przetrząsać trumny z szczątkami ofiar, kwestionując ich liczbę. Ukraina przez lata preferowała narrację o „tragedii obu narodów” i heroizacji UPA, zamiast pełnego uznania ludobójstwa.

Polskie państwo i historycy nie rezygnują. Hasło IPN „Powracamy po swoich” nie jest hasłem marketingowym. To zobowiązanie wobec tysięcy bezimiennych ofiar, które wciąż leżą w nieoznaczonych dołach na terenach dzisiejszej Ukrainy. Każda kolejna czaszka z widocznymi urazami, każdy medalik z polskim napisem to dowód, którego nie da się zignorować ani „zbalansować”.

Prawda nie jest nienawiścią

Ekshumacje w Woli Ostrowieckiej nie służą roznamiętnianiu sporów. Służą przywróceniu godności. Ofiary UPA miały imiona, rodziny, wiarę. Zginęły nie na polu bitwy, lecz w swoich domach, szkołach i stodołach – dlatego że były Polakami. Obecne prace, mimo wszystkich przeszkód, pokazują, że pamięć da się odzyskać. Że ziemia oddaje to, co w niej ukryto.

Polska ma prawo – i obowiązek – domagać się pełnego dostępu do miejsc zbrodni, swobodnych ekshumacji i godnych pochówków. Ukraina, jeśli naprawdę chce budować przyszłość opartą na prawdzie, powinna przestać stawiać warunki i przestać heroizować sprawców. Doły śmierci w Woli Ostrowieckiej nie kłamią. Czaszki z rozbitymi kośćmi nie potrzebują „kontekstu”. Potrzebują krzyża i nazwiska na nagrobku.

Prace trwają. Każdy kolejny dzień odsłania kolejne szczątki. I kolejne świadectwo tego, co naprawdę wydarzyło się na Wołyniu latem 1943 roku…

 


Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy CZAS!” nr 31-32, 27 lipca – 9 sierpnia 2026 r. Do nabycia w najlepszych salonach prasowych lub w e-wydaniu na stronie Biblioteki Wolności.

Najnowsze