Mieszkańcy regionów graniczących z Ukrainą przyzwyczaili się do alertów o zagrożeniu, ale rozumieją, że są potrzebne – oceniają samorządowcy. Przyznają, że kolejne ostrzeżenia powszednieją i mogą osłabić czujność. Jednocześnie gminy rozbudowują systemy alarmowe i przygotowują miejsca schronienia.
PAP – po niedzielnym ataku Rosji na Ukrainie, w pobliżu polskiej granicy – zapytała m.in. przedstawicieli przygranicznych gmin Medyka, Horyniec-Zdrój i Czarna, czy samorządy otrzymują więcej informacji niż mieszkańcy, czy alerty uruchamiają lokalne procedury oraz czy ludzie zwracają się do urzędów z pytaniami, jak powinni się zachować. Żadna z trzech gmin nie odnotowała takich telefonów.
Medyka i Czarna otrzymują te same alerty RCB, co zwykle dostają mieszkańcy Podkarpacia – informujące o atakach Rosji na terytorium Ukrainy – i nie podejmują po nich dodatkowych działań. Do Horyńca-Zdroju docierają natomiast ze szczebla powiatowego wcześniejsze informacje o możliwości wystąpienia zagrożenia powietrznego.
Kierownik Referatu Bezpieczeństwa i Informatyki w Urzędzie Gminy Czarna Roland Szczepanik powiedział PAP, że urząd nie jest uprzedzany o wysłaniu alertu RCB, a sam komunikat nie uruchamia dodatkowych procedur. – Traktujemy te alerty informacyjnie. Przychodzi alert, za chwilę jego odwołanie i tyle – powiedział. Dodał, że nie odebrał ani jednego telefonu od mieszkańca pytającego, co się dzieje i czy należy podjąć jakieś działania.
Szczepanik zwrócił uwagę, że rosnąca liczba komunikatów może sprawić, iż odbiorcy przestaną reagować na nie z należytą uwagą. Porównał to do uruchamiania syren podczas rocznic i uroczystości, przez co ich dźwięk przestał być kojarzony wyłącznie z alarmem. – Tych alertów jest teraz tyle, że ludzie się do tego przyzwyczajają i przestają traktować je jako ostrzeżenie. Może to osłabić czujność. Podejrzewam, że już ją osłabiło – ocenił. Jednocześnie zaznaczył, że alert RCB jest najszybszym i najlepszym sposobem powiadamiania mieszkańców.
Także gmina Medyka nie otrzymuje odrębnych ostrzeżeń ani dodatkowych informacji z wojewódzkiego lub powiatowego centrum zarządzania kryzysowego. Jak przekazała PAP Sabina Banaś z Urzędu Gminy Medyka, alert nie uruchamia w urzędzie żadnych działań, a mieszkańcy nie kontaktują się z gminą w tej sprawie.
Inaczej wygląda obieg informacji w Horyńcu-Zdroju. Zygmunt Juzwa, zajmujący się w urzędzie gminy obroną cywilną i zarządzaniem kryzysowym, powiedział PAP, że najpierw otrzymuje z Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Lubaczowie uprzedzenie o zagrożeniu z powietrza. Chwilę później na jego telefon trafia ten sam alert RCB, który dostają mieszkańcy. Syreny na terenie gminy są włączone do systemu powiatowego. W razie faktycznego zagrożenia może je uruchomić oficer dyżurny Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Lubaczowie. Dzięki temu pracownicy gminy nie muszą już – jak wcześniej – powiadamiać osób odpowiedzialnych za ręczne włączenie syren.
– Jeżeli jest już faktyczne zagrożenie, na przykład coś wleci na nasz teren, wtedy syreny są uruchamiane z poziomu komendy powiatowej – wyjaśnił Juzwa. Jak dodał, również w Horyńcu-Zdroju mieszkańcy nie dzwonią do urzędu po otrzymaniu alertów. – Mieszkańcy dostają alerty i mają w nich napisane, że trzeba zachować ostrożność, być czujnym i śledzić komunikaty – powiedział.
Częściej alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza dostają mieszkańcy województwa lubelskiego. Dorohusk leży przy przejściu granicznym z Ukrainą, w pobliżu którego w minioną niedzielę odnotowano dwa uderzenia dronów. Mieszkańcy otrzymali wówczas alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza. Komunikat dalej brzmiał: „Udaj się w bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń lokalnych służb. Oczekuj dalszych komunikatów”.
Wójt gminy Dorohusk Wojciech Sawa zapytany, co należy zrobić w takiej sytuacji, odparł, że on sam schronił się w niedzielę w piwnicy. – Mieszkaniec ma się udać w miejsce bezpieczne, czyli tam, gdzie nie ma okien. Tereny wiejskie mają tę przewagę, że w 80 proc. domów są piwnice – zaznaczył. Jego zdaniem ważną rolę powinna odgrywać też pomoc sąsiedzka, aby pomóc przetrwać innym do odwołania alarmu.
Sawa podkreślił, że niedzielne wybuchy po stronie ukraińskiej były słyszalne w Dorohusku. – Podejrzewam, że jest jakiś niepokój, obawy, chociaż za bardzo tego nie odczuwamy, bo w poniedziałek nie było telefonów do urzędu, pracowaliśmy normalnie, petenci przychodzili tak, jak zwykle – opisał wójt. Wyraził nadzieję, że niedzielna sytuacja zwiększy świadomość wśród mieszkańców w kwestii odpowiedniego reagowania na alarmy. Wójt zapowiedział spotkania wiejskie, podczas których będzie poruszał te tematy.
Wyjaśnił też, że na miejsca doraźnego schronienia wytypowano pomieszczenia pod budynkami użyteczności publicznej, np. szkołę, pałac, urząd, ośrodek zdrowia. Zapowiedział, że w tej sprawie będzie jeszcze rozmawiać z przedsiębiorcami, bo niektórzy posiadają duże budynki z piwnicami.
Burmistrz Hrubieszowa Marta Majewska poinformowała, że do tej pory miasto otrzymało ok. 2 mln zł z Programu Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej. Zakupiono m.in. magazyny energii, agregaty prądotwórcze, paczkarkę do wody pitnej. Hrubieszów kontynuuje też przystosowanie dwóch szkół podstawowych do miejsc schronienia.
– Podczas kryzysu uchodźczego w 2022 r. jednym z problemów, który nas trawił, był brak infrastruktury magazynowej samorządu, dlatego z tych środków rządowych remontujemy też budynki przy ośrodku sportu i rekreacji, aby przystosować je do magazynów obrony cywilnej – dodała Majewska.
Wójt gminy Dołhobyczów Grzegorz Drewnik stwierdził, że mieszkańcy przyzwyczaili się do alertów i rozumieją, że są potrzebne. – Niektórzy narzekają, że SMS-y przychodzą w nocy, kiedyś nie przychodziły wcale – przyznał.
15 listopada 2022 r. na terenie gminy w miejscowości Przewodów spadł pocisk, prawdopodobnie przeciwlotniczy, wystrzelony z terytorium Ukrainy w celu obrony przed rosyjskimi rakietami. Rakieta uderzyła w budynek suszarni zboża na terenie dawnego PGR, gdzie pracowało dwóch mężczyzn. Obaj zginęli w wyniku eksplozji.
Zdaniem Drewnika od czasu Przewodowa wiele zmieniło się na lepsze. Jak podał, gmina modernizuje system alarmowy, otrzymała pieniądze z Program Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej na doposażenie straży pożarnej, budowę garażu dla OSP i magazynu dla obrony cywilnej.
W jego ocenie, jest jeszcze dużo pracy do wykonania. – Państwo powinno położyć większy nacisk na zmianę mentalności mieszkańców, bo z kim nie rozmawiam, nikt zbyt poważnie nie podchodzi do przygotowania się do sytuacji potencjalnego zagrożenia. Powinniśmy być gotowi i wiedzieć jak się zachować, być przygotowanym na najgorsze – powiedział wójt.
Tusk straszy Polaków syrenami i alertami RCB. Sommer: Zwariowałeś pan? [VIDEO]


