„Niemcy nie traktują Francuzów poważnie” – zauważa dziennik „Le Figaro” i dodaje, że kanclerz Friedrich Merz „chce faworyzować swój kraj kosztem europejskich partnerów”.
Jest nawet o tym, że „pomimo widocznego zaangażowania w sprawy Unii Europejskiej kanclerz Niemiec irytuje swoich odpowiedników, stawiając na pierwszym miejscu interesy narodowe, bez wspólnej wizji”. Ameryki nie odkryli…
W Polsce już od dawna wiadomo, że Unia staje się coraz bardziej projektem niemieckim i dla Niemiec. Francja do niedawna korzystała na tym partnerstwie, bo chociaż słabsza ekonomicznie, ze względów historycznych stawiała się na partnerskiej pozycji w Europie. Ten dawny „tandem europejski” dawno już się jednak rozjechał i Niemcy pedałują do przodu, a francuska część pojazdu zostaje w tyle pogrążona w kłopotach.
Berlin pozwala już sobie na oficjalne lekceważenie Paryża, zrywając np. wspólne projekty zbrojeniowe i nie licząc się opinią partnera w forsowaniu swoich celów w polityce unijnej.
Rozmowy w Paryżu Friedricha Merza z Macronem w maju 2025 roku wywołały duże oczekiwanie. Podobno „gorzej niż za jego poprzednika, Olafa Scholza , nie mogło już być” – zauważył dyplomata francuski z Brukseli. Merz twierdził, że „jak najszybsze wzmocnienie Europy jest absolutnym priorytetem” i mówił o „niezależności od Stanów Zjednoczonych”. Francuzi się cieszyli, ale Berlin po kilku miesiącach dokonał korekty.
Prośba Merza skierowana do Donalda Trumpa w grudniu 2025 roku brzmiała już inaczej – „Jeśli nie możecie kooperować z Europą, to przynajmniej zróbcie z Niemiec swojego partnera” – zauważa „Le Figaro”. Francuzi poczuli się w swoim tradycyjnym antyamerykanizmem niemal zdradzeni.
