Powodem mogą być wprowadzane w wielu miastach Strefy Czystego Powietrza, a także bardzo wysokie ceny paliwa. Francuz znosi sporo, ale kiedy restrykcje państwa dotykają jego samochodu, powstaje przepis na wyciągnięcie go na ulicę.
Ceny paliwa i francuskie STC to tylko krople, które przepełniają czarę goryczy. Francuzi pamiętają np. rok 2018 roku i znaczne obniżenie dozwolonych prędkości. Na kierowcó zastawiono tysiące pułapek radarowych, a wówczas doszły także nowe podatki i podwyżki cen oleju napędowego, co wywołało powszechne i wielomiesięczne protesty w całym kraju.
Wówczas rząd podniósł cenę oleju napędowego do 1,50 euro. Dziś cena ta przekracza 2 euro. Na razie brak buntu wyjaśnia się zrozumieniem sytuacji i trwającym konfliktem na Bliskim Wschodzie. Jednak brak działań rządu, kiedy np. sąsiednie Niemcy obniżają podatki paliwowe, szybko wywołają gniew ludu. Przypomina się, że poprzednia fala protestów „żółtych kamizelek” trwała przez dwa lata.
Ten kraj może wkrótce pogrążyć się w kolejnym kryzysie społecznym – twierdzą socjolodzy. Sondaż Odoxa-Backbone dla „Le Figaro” z 3 kwietnia, wskazał, że 79% Francuzów obawia się widma nowego kryzysu typu „żółte kamizelki”.
Rządy nauczyły się, że najłatwiej łupić kierowców. Warto przypomnieć, że kiedy jednak przekracza się granice represji drogowych, może to się przełożyć i na politykę. Dobrym przykładem jest Partia Kierowców w Czechach, która nie tylko weszła do parlamentu, ale obecnie tworzy tam koalicję rządzącą.
Źródło: Le Figaro

