Strona głównaMagazynArabscy handlarze niewolnikami. "Zapomniane ludobójstwo"

Arabscy handlarze niewolnikami. „Zapomniane ludobójstwo”

-

- Reklama -

Francuski mer miasta Saint-Denis Bally Bagayoko, z partii Zbuntowana Francja (LFI), obarcza Francję winą m.in. za lata kolonializmu i handel niewolnikami. Otrzymał jednak ciekawą ripostę od eurodeputowanej prawicy Maron Marechal, która stwierdziła, że „Bally Bagayoko jest bardziej prawdopodobnym potomkiem właścicieli niewolników niż np. ja”. Polityk wskazała, że sam Bally Bagayoko twierdzi, że należy do malijskiej rodziny powiązanej z kastą „kowali”, którą przedstawia jako potomków afrykańskiej „szlachty”.

Jeszcze 26 marca Bally Bagayoko w wywiadzie dla Radia Nova mówił, że należy do malijskiej rodziny związanej z bogatą kastą, a jego wuj pełnił funkcję gubernatora Mali. Rodzina miała powiązania z Soninke, ludem zachodnioafrykańskim, mieszkającym m.in. w Mali, a ta społeczność ma długą historię zaangażowania w handel niewolnikami i zarabiania na procederze dostarczania na statki „tego typ „towaru”.

Marion Maréchal podkreśliła, że „pamięć o niewolnictwie, które jest ohydą, nie powinna dotyczyć wyłącznie win Europejczyków i Francuzów”. Bally Bagayoko nie jest pierwszym „aktywistą antyrasistowskim”, który został skonfrontowany ze swoim rzekomo „niewolniczym” pochodzeniem. W 2022 roku autorka i aktywistka Rokhaya Diallo, głęboko zaangażowana w tzw. kwestie „dekolonializmu”, Francuzka pochodzenia fulanickiego, również została zapytana o swoje pochodzenie. Okazało się, że plemię Fulani ma na sobie znacznie więcej krwi niewolniczej niż przeciętny, rdzenny Francuz.

- Reklama -

Riposta Marion Marechal miała związek z nagonką medialną na prawicowego mera miasta Vierzon, który odwołał uroczystości upamiętniające zniesienie niewolnictwa zaplanowane tam na 10 maja. Eurodeputowana wyjaśniła, że ona sama takie wydarzenie by zorganizowała, ale wspominając wszystkie aspekty niewolnictwa. Świat np. dziwnie zapomniał o arabsko-muzułmańskim handlu niewolnikami, czy takim procederze wewnątrzafrykańskim. Cała wina spada na cywilizację zachodnią, która pod wpływem zasad religii chrześcijańskich jako pierwsza z tego procederu się jednak wyzwoliła i nawet narzuciła zniesienie niewolnictwa innym cywilizacjom.

Arabsko-muzułmańscy handlarze

W tej samej sprawie zabrał głos także deputowany Zjednoczenia Narodowego Julien Odoul, który wezwał do przypomnienia i zbadania zbrodniczego handlu niewolnikami między Arabami i muzułmanami. Jego zdaniem to „zapomniane ludobójstwo”, długo przemilczane w debacie publicznej i w zbiorowej pamięci Francji. Odul skrytykował też „ciszę otaczającą arabsko-muzułmański handel niewolnikami”.

Okazją było tu wyznaczone na 12 maja odsłonięcie przez przewodniczącą parlamentu Yaël Braun-Pivet pięciu tablic pamiątkowych na Dziedzińcu Honorowym Palais Bourbon. Upamiętniają one abolicjonistów – Victora Hugo, Alphonse’a de Lamartine’a, Louisy’ego Mathieu, Victora Schœlchera i Alexisa de Tocqueville’a. Odul pochwalił inicjatywę, ale wskazał, że jednoczesne przemilczanie niewolnictwa arabskiego buduje w świadomości słabo znających historię młodych ludzi, fałszywy obraz tego procederu, który wskazuje Francję jako główną winowajczynię takiego procederu.

„Niech jednak nikt, rozpamiętując po raz setny własną winę, nie myśli, że wyczerpał pamięć o niewolnictwie. Francja je zniosła, Republika umieściła Schoelchera w Panteonie i przez sto siedemdziesiąt osiem lat biczowała się z pokutną regularnością. Stworzono pułapkę, kiedy ta nieustanna samokrytyka kończy się wymazywaniem czynów innych narodów i tego, co działo się gdzie indziej”.

Odul przypomina, że „były też inne rodzaje handlu niewolnikami”, których Republika nie upamiętnia i za które „nie ponosi żadnej odpowiedzialności”. Czyżby tylko winy Europejczyków zasługiwały na tablicę pamiątkową, a zbrodnie innych były jedynie regionalnym folklorem? – pyta poseł.

13 wieków zbrodni

Tymczasem niewolnictwo arabskie trwało trzynaście wieków i przyniosło siedemnaście milionów ofiar. I chociaż „arabsko-muzułmański handel niewolnikami spustoszył kontynent afrykański, to jednak do dziś jest tematem tabu i pozostaje niewidoczny”.

„Atlantycki handel niewolnikami, o którym naucza się we wszystkich naszych szkołach i który Francja uznała za zbrodnię przeciwko ludzkości w 2001 roku, trwał cztery wieki, doprowadzając do deportacji od dziewięciu do jedenastu milionów Afrykanów do Ameryki. Ci mężczyźni i kobiety przetrwali jako naród: dziś mają około siedemdziesięciu milionów żyjących potomków, którzy kontynuują ich pamięć, ich cierpienie, ich literaturę i ich muzykę. Arabsko-muzułmański handel niewolnikami, zarówno transsaharyjski, jak i wschodni, trwał nieprzerwanie od VII do XX wieku. Siedemnaście milionów Afrykanów zostało porwanych i deportowanych do Maghrebu, Egiptu, na Półwysep Arabski, na Ocean Indyjski i do Imperium Osmańskiego. Dziś żyje tam tylko milion ich potomków”.

Odul wyjaśnia ten paradoks: „Cztery stulecia, jedenaście milionów deportowanych, siedemdziesiąt milionów potomków i trzynaście stuleci, siedemnaście milionów deportowanych i milion spadkobierców. Zapytaj dowolnego francuskiego ucznia gimnazjum lub liceum: gdzie się podziało brakujące szesnaście milionów? Odpowiedzią jest kastracja. Kastrowano ich. Nożem. Bez znieczulenia, bez uznania, że są istotami ludzkimi. Ponieważ prawo islamskie zabraniało muzułmanom samodzielnego wykonywania operacji, zlecano ją chirurgom chrześcijańskim lub żydowskim. Co najmniej połowa zmarła w wyniku amputacji z powodu wykrwawienia, ocaleni kończyli jako eunuchowie w haremach, strażnicy kobiecych kwater swoich panów lub niewolnicy w kopalniach soli. Żaden z nich nie ustanowił linii rodowej. Trzynaście wieków przymusowej sterylizacji. W każdym słowniku nazywa się to ludobójstwem”.

I dalej apeluje: „niech nikt nie próbuje nam wmówić, że to lokalne zaniedbanie, nieco prymitywny, stary zwyczaj, handel z innej epoki, jak każdy inny. Arabsko-muzułmański handel niewolnikami był teoretyzowany przez uczonych, i to przez najwybitniejszych z nich. Ibn Chaldun, XIV-wieczny tunezyjski filozof, wykładany dziś na Sorbonie, w Sciences Po i na Harvardzie jako ojciec i twórca socjologii, napisał w swoim głównym dziele, Al-Mukaddimie: „większość czarnoskórych ludzi pada ofiarą niewolnictwa, ponieważ mają niewiele wspólnego z tym, co jest w istocie ludzkiej, a ich cechy są bliskie cechom niemych zwierząt”. Deputowany retorycznie dodaje – „wyobraź sobie przez chwilę, że XIV-wieczny europejski teolog napisałby dokładnie to samo i ujawniono by to obecnie. Jego pomnik zostałby obalony następnego dnia, jego nazwisko usunięte z podręczników, a media miałyby dwa tygodnie nieprzerwanego oburzenia onego programu”.

Temat tabu i islamofobia

Odul zauważa, że kiedy „we Francji w 2026 roku masz nieszczęście ujawnić takie udokumentowane fakty, to jesteś nazywany »islamofobem«. Ten »leksykalny dar« Bractwa Muzułmańskiego stał się odruchem Pawłowa francuskiej debaty historycznej”. Tu warto wspomnieć, że gdy w 2002 roku historyk Olivier Pétré-Grenouilleau, w „Les Traites négrières” („Handlu niewolnikami”) odważył się użyć liczby mnogiej i przypomnieć, że było kilka rodzajów niewolnictwa, w tym najdłuższy i najbardziej śmiercionośny arabsko-muzułmański, to został oskarżony w 2005 roku na podstawie ustawy Taubiry za „fałszowanie historii”. Dopiero w obliczu protestów wielu historyków do skazania naukowca nie doszło.

Poseł Odul przypomniał, że zmarły w 2025 roku historyk Tidiane N’Diaye był pierwszym afrykańskim badaczem, który udokumentował i oszacował skalę arabskiego handlu ludźmi. Był też byłym podoficerem Francuskiej Legii Cudzoziemskiej i laureatem nagród historycznych. Nie ma jednak tablicy pamiątkowej, nie uczcił go parlament „minutą ciszy”, nie ma swojej ulicy, bo „odważył się napisać prawdę historyczną”.

Za takim traktowaniem historii stoi lewicowa ideologia. Duży odsetek historyków to nadal szkoła marksistowska, a przez ostatnie dwadzieścia lat część francuskiej lewicy i „ruchu praw rdzennej ludności” uczyniła sobie z wyłącznego potępienia białego rasizmu i zachodniego niewolnictwa ważny punkt swojego programu. Arabsko-muzułmański handel niewolnikami komplikuje im ideologiczną narrację. Rynek jest zarzucony opracowaniami o przeładowaniu muzułmanów, francuskim kolonializmie w Algierii, dekolonialnej emancypacji ludów globalnego Południa, o handlu niewolnikami itp. To paliwo dla aktywistów lewicy i ich tez o „Afryce wiecznie prześladowanej przez Europę” czy „europejskich rasistach”, co usprawiedliwia negatywne strony „wielokulturowości” i wspiera masową imigrację z Afryki. Tymczasem, jak przypomina Odul, właśnie grupy etniczne z Sahelu „były przez wieki dostawcami i pośrednikami dla transsaharyjskich handlarzy”. „Żadna religia, żadna kultura, żadna cywilizacja nie powinny być zwolnione z pamięci. Nie ma śmierci drugiej kategorii. Najwyższy czas ujawnić wszystkie zbrodnie przeciwko ludzkości!” – kończy swój esej Julien Odoul.


Temat handlu niewolnikami, ale na terenach słowiańszczyzny, w okresie wczesnego średniowiecza, opisaliśmy szczegółowo w książce Tomasza Szkopka pt. „Niewolnictwo Słowian”. Ten zapomniany handel żywym towarem, w kontekście obecnych terenów Polski, prowadzili żydowscy kupcy, tzw. radanici, przy współpracy władców germańskich, ruskich i czeskich. Odbiorcą niewolników były zaś kraje islamskie leżące zarówno na zachód, jak i na wschód od Polski. Publikacja opisuje także wspomniane w tekście p. Dobosza barbarzyństwo odbiorców niewolników. Zdecydowanie polecamy tę przełomową lekturę!

Najnowsze