Strona głównaGŁÓWNYMonitoring pokazał, co naprawdę stało się w Bielsku-Białej. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Korwin-Mikke...

Monitoring pokazał, co naprawdę stało się w Bielsku-Białej. Mężczyzna usłyszał zarzuty. Korwin-Mikke rozwiązałby sprawę po męsku

-

- Reklama -

Czy mężczyzna, który zwyzywał ukraińskie dzieci w autobusie w Bielsku-Białej, został przez nie sprowokowany? Nowe światło na sprawę rzuca zapis monitoringu. 54-latek usłyszał już zarzuty, a Janusz Korwin-Mikke uważa, że za swoje zachowanie powinien „dostać w mordę”, ale angażowanie we wszystko służb to absurd.

Od kilkudziesięciu godzin w sieci jest bardzo głośno o nagraniu, które opublikowały 11-letnie dziewczynki z Ukrainy. Widać na nim, jak mężczyzna rzuca w stronę dzieci wulgaryzmami.

- Reklama -

Na sytuację zareagował kierowca autobusu, który wyprosił mężczyznę z pojazdu na najbliższym przystanku. Dziewczynki wysiadły na kolejnym przystanku.

Sprawa stała się na tyle głośna, że zareagowały najwyższe władze, z ministrem Kierwińskim na czele. Poinformował on, że mężczyzna został zatrzymany przez policję.

W toku śledztwa okazało się, że to 54-latek, kierowca autobusu MZK, który przebywał akurat na zwolnieniu lekarskim. Spółka poinformowała, że mężczyzna pracował u nich od 17 lat, w tym czasie otrzymał trzy upomnienia, a tuż przed pójściem na zwolnienie wpłynęła na niego skarga od pasażera. Miejski przewoźnik zapowiedział, że zakończy współpracę z kierowcą, tzn. go zwolni.

Monitoring z autobusu z Bielska-Białej

W sieci pojawiło się mnóstwo teorii na temat tego, dlaczego 54-latek tak agresywnie zareagował w stosunku do dziewczyn z Ukrainy. Nie brakowało sugestii, że został sprowokowany.

„Dziennik Zachodni” dotarł do zapisu z monitoringu autobusu. Jak przekazano, tuż przed słowną agresją, jedna z dziewczynek położyła nogi na ramieniu koleżanki. Bielski MZK zapewnia, że w żaden inny sposób mężczyzna nie był prowokowany. Jednocześnie spółka zapowiedziała, że nagranie przekazała śledczym i nie zamierza go upubliczniać.

„Nie zamierzamy upublicznić zapisu monitoringu z całego zajścia, przekazaliśmy go organom ścigania” – oświadczył na łamach „Dziennika Zachodniego” bielski MZK.

Później spółka wydała własny komunikat, w którym potwierdziła, że jedna z dziewczynek „wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy”.

Wówczas mężczyzna zwrócił im uwagę, co „spowodowało natychmiastowe przełożenie nóg na podłogę”. Następnie jedna z dziewcząt przesiadła się na siedzenie obok koleżanki.

„Z dalszej analizy monitoringu wynika, iż taka sytuacja trwała przed dłuższą chwile, a sprawca przyglądał się pokrzywdzonym bez żadnych towarzyszących reakcji. Po dłuższej chwili widać, iż niepowodowany żadnym zachowaniem sprawca zaczyna impulsywnie reagować, używając przekleństw i okrzyków” – czytamy w oświadczeniu.

Zarzuty dla mężczyzny

Tymczasem Prokuratura Okręgowa w Bielsku-Białej poinformowała, że mężczyzna usłyszał zarzut popełnienia przestępstwa z artykułu 257 Kodeksu karnego, czyli znieważenia z powodu przynależności narodowej trzech obywatelek Ukrainy, w tym dwóch małoletnich, i naruszenia nietykalności cielesnej jednej z nich. Grozi za to kara do trzech lat więzienia.

Prokuratora dodała, że osoba dorosła, która jest poszkodowana w sprawie, nie ma związku z dziewczynkami. Prawdopodobnie chodzi o trzecią dziewczynę, która siedziała z tyłu i w pewnym momencie włączyła się w cała sytuację.

Wobec podejrzanego zastosowano dozór policji. Nie może się też kontaktować z pokrzywdzonymi.

– Mężczyzna przyznał się do popełnienia zarzucanego mu czynu i złożył obszerne wyjaśnienia. Z uwagi na wstępny charakter postępowania i przede wszystkim dobro pokrzywdzonych, nie informujemy o treści tych wyjaśnień – przekazała Małgorzata Moś-Brachowska, rzecznik tamtejszej prokuratury.

Dodała, że przesłuchano także obie jedenastolatki. – Przedstawiły przebieg zdarzenia. Jedno, co mogę powiedzieć, to że wykluczone jest tutaj działanie prowokujące czy wulgarne z ich strony – oznajmiła rzecznik.

Korwin-Mikke: Powinien był dostać na miejscu po mordzie

Głos w sprawie po raz kolejny zabrał Korwin-Mikke. Nestor ruchu wolnościowego zaznacza, że jakkolwiek nie zachowywałyby się dziewczynki z Ukrainy, „dorosły mężczyzna nie może dawać się sprowokować”.

Jednocześnie uważa, że paragrafy, na które powołuje się prokuratura, są po prostu zbędne.

„Art. 256 § 1 KK i Art. 257 KK (o „mowie nienawiści na tle narodowościowym”) są zbędne i szkodliwe: to do Polki wolno by było tak mówić??!? Narodowość i obywatelstwo tego gościa i tych dziewczynek jest obojętna. Za używanie słów „k***a” i „wyp******j” (do 11-letniej dziewczynki!!) powinien był dostać na miejscu po mordzie – bez zawracania głowy policji, prokuraturze i sądom!!” – podkreśla Korwin-Mikke.

W kolejnym krótkim wpisie dodał, że tak właśnie sprawy załatwiali nasi przodkowie, ale „my nie szanujemy swojej tradycji”.

Z całego zamieszania zadowolona jest chyba najbardziej… matka jednej z dziewczynek, która opublikowała takie zdjęcie w mediach społecznościowych…

Sprawa została wykorzystana przez polityków koalicji rządzącej oraz władze Ukrainy do histerycznego obarczania polityków prawicy winą za tą sytuację. Jest to oczywiście głupie, ale im się wydaje, że zadziała. Pisaliśmy o tym szerzej w artykule poniżej:

Zwyzywanie ukraińskich nastolatek gorsze niż zbrodnia ludobójstwa? Antypolska histeria mediów i polityków po incydencie w bielskim autobusie

Najnowsze