Lekarka z trzydziestoletnim stażem odniosła się do ujawnionych przez dr. Emila Jędrzejewskiego informacji na temat funkcjonowania Szpitala Południowego w Warszawie. Były ordynator oddziału chirurgii twierdził m.in., że miało tam dochodzić do zgonów pacjentów na SOR w wyniku błędów lekarzy, a także do przypadków fałszowania dokumentacji medycznej, czy wykonywania badań zmarłym.
Przypomnijmy, że rozmowa Krzysztofa Stanowskiego z dr. Emilem Jędrzejewskim w Kanale Zero odbiła się szerokim echem, a sam lekarz dzień po emisji rozmowy został przesłuchany przez prokuraturę. Były ordynator oddziału chirurgii w Warszawskim Szpitalu Południowym mówił m.in. o nieprawidłowościach, do jakich miało dochodzić na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym, kierowanym przez byłego radnego KO Dawida Kacprzyka.
– Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. I to jest sedno całego zamieszania – mówił dr Jędrzejewski.
– Ja muszę dopytać, ja wiem, że to już wybrzmiało, ale – no bo słowa mają znaczenie, pan jest inteligentną osobą, pan wie co to znaczy, co pan powiedział – pan powiedział, że Dawid Kacprzyk pana zdaniem odpowiada za to, że tam umierali ludzie – wtrącił dziennikarz.
– Tak – potwierdził lekarz.
– W wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie – relacjonował.
Jak ujawnił, miało też dochodzić do sytuacji, gdy pacjenci przyjęci na SOR umierali – nie dostając pomocy – a pracownicy oddziału „przypominali sobie” o nich po kilku godzinach, znajdując ich np. martwych w toalecie i wówczas wykonywali im tomografie.
Do tych doniesień odniosła się kobieta, która przedstawiła się jako lekarka z 30-letnim stażem. Zadzwoniła do studia Kanału Zero, nie chciała ujawniać swoich danych. Przyznała, że sama ma być w podobnej sytuacji, ponieważ od pół roku zgłasza nieprawidłowości w swoim szpitalu, jednak nikt na to nie reaguje. Lekarka stwierdziła, że spodziewa się zwolnienia.
Telefon do studia miał miejsce podczas specjalnego wydania programu na temat afery w Szpitalu Południowym. Na antenie obecni byli Krzysztof Stanowski i Patryk Słowik. Telefonująca kobieta poprosiła o zachowanie anonimowości.
– Ja pozwolę się nie przedstawiać, bo jestem lekarzem. 30 lat już pracuję w ochronie zdrowia i mogę pozwolić sobie na dwa komentarze – powiedziała.
– Zarówno to, co mówił wczoraj pan doktor Emil, jak i ta pani doktor, która zadzwoniła również jako sygnalistka – ja to w pełni potwierdzam. Przepracowałam już w kilku szpitalach w Polsce, zawsze zarządzanych przez różnych miernych, ale wiernych, i w konflikcie personelu z tymi urzędasami zawsze przegrywa personel – stwierdziła.
Kobieta powiedziała również, że „to się dzieje wszędzie, w każdym szpitalu w Polsce”. – Sama jestem w podobnej sytuacji, gdzie piszę, monitoruję. Sami mamy takiego „Dawidka”. Nikt nie reaguje i ja myślę, że za chwilę stracę pracę – dodała.
Stanowski dopytał o szczegóły nieprawidłowości w szpitalu. – Nieprawidłowości w opisywaniu badań, spowalnianie diagnostyki onkologicznej, niedopuszczanie lekarzy z wyższymi kompetencjami do wykonywania badań. Lista jest długa. Monitorujemy ten temat od ponad pół roku. Nikt nic nie robi – twierdziła kobieta.
Jak podkreśliła, schemat ten obecny był także w poprzednich miejscach jej pracy. – Pracowałam w szpitalu, gdzie w konflikcie z dyrekcją zamknięto dwa oddziały. Odeszli fantastyczni specjaliści. Dyrektor nie stracił pracy. Tak wygląda w chwili obecnej polska ochrona zdrowia – podsumowała.
– Rozumiem ludzi, że boją się być sygnalistami, bo to zawsze się dla nich źle kończy – oceniła.
