Niedzielne popołudnie w Łomży mogło zakończyć się niewyobrażalnym koszmarem. Kiedy na wysokości piątego piętra z barierki balkonu zwisała czteroletnia dziewczynka, o jej życiu zadecydowały sekundy. Niezwykła przytomność umysłu sąsiadów sprawiły, że dziecko udało się uratować. Matka w tym czasie spała pijana.
Około godziny 14:00 przechodniów na jednym z łomżyńskich osiedli zmroził widok rozgrywającego się dramatu. Małe dziecko trzymało się krawędzi balkonu kilkanaście metrów nad ziemią. Zanim na miejsce zdołały dotrzeć wezwane w trybie pilnym służby ratunkowe, sąsiedzi wzięli sprawy w swoje ręce.
Czteroletnia dziewczynka nie zdołała się zbyt długo utrzymać i spadła. Na dole nie czekał na nią jednak twardy beton, ale zaimprowizowana siatka ratunkowa. Sąsiedzi nie ograniczyli się do biernego nagrywania czy dzwonienia po pomoc.
Mężczyźni chwycili koc, napięli go maksymalnie i złapali w ten sposób spadające dziecko.
Amortyzacja okazała się na tyle skuteczna, że upadek z tak ogromnej wysokości – zazwyczaj niosący tragiczne skutki – zakończył się jedynie lekkim uderzeniem o ziemię. Interweniujący strażacy nie kryli uznania dla wzorowej postawy mieszkańców.
– Po dojeździe naszych zastępów okazało się, że świadkowie zdarzenia podjęli działania. Któryś ze świadków miał ze sobą koc i czterech mężczyzn rozłożyło ten koc, dzięki czemu udało się uratować dziecko, które przed naszym dojazdem już spadło z barierki – relacjonował na antenie TVN24 mł. bryg. Paweł Leszczyński, zastępca komendanta Państwowej Straży Pożarnej w Łomży.
Przybyły na miejsce zespół ratownictwa medycznego ocenił jej stan jako dobry. Czterolatka trafiła do szpitala na kompleksowe badania diagnostyczne.
Od razu nasuwa się pytanie, w jaki sposób małe dziecko znalazło się po zewnętrznej stronie barierki balkonu.
Odpowiedź przyszła dość szybko. Według ustaleń policji, podczas zdarzenia matka spała w mieszkaniu, miała 0,7 promila alkoholu we krwi.
