Grzegorz Braun w rozmowie z Markiem Skalskim odciął się od koncepcji obrzucania prezydentów miast ciastem czy tortami. Skrytykował również PiS za „walkower” w kwestii samorządów większych miast oraz zgodę na „partnerstwo publiczno-prywatne”, które polega na tym, że „Polak płaci, a Żydzi skorzystają i zarządzą”.
Grzegorz Braun podkreślił, że nie pochwala obrzucania urzędników ciastem.
– Cokolwiek, w którymkolwiek układzie myślimy o tej władzy jednej i drugiej, no to jednak nie chcemy rozwalania państwa. […] Nie popieram ciskania tortami w prezydentów, bo jedna rzecz to jest osoba, a druga rzecz to jest urząd. I szanujmy się – powiedział Braun.
Prowadzący rozmowę Marek Skalski przyznał mu rację i zaznaczył, że „też tego nie pochwala”.
– Po prostu zwróciłem uwagę, że ten bunt społeczny sprzeciw manifestuje się w różnych formach, czasami rzeczywiście nieprzyjemnych wobec osób sprawujących te zaszczytne funkcje. Muszą być niestety na to przygotowani. Oczywiście to potępiamy, natomiast to nie jest tak, że ludzie nie widzą i nie będą reagować i oni sobie żyją w złotej klatce, na wysokiej wieży, na zamku – mówił Skalski, na co Braun odparł, że to była „reakcja na bierność, zaniechanie, także zresztą poprzedniego układu władzy, obozu Zjednoczonej łże-prawicy”.
– Ten obóz po prostu oddał walkowerem te wszystkie miasta. Oni nawet nie próbowali nawiązać walki. Oni, kiedy był ten wakat w Gdańsku, oni, czyli wówczas premier Morawiecki z nadania PiS, a całkiem niedawno jeszcze doradca Tuska, Morawiecki nawet nie wysłał zarządcy komisarycznego do Gdańska. Już nawet gdyby z góry się godził, a godził z przegraną w wyborach uzupełniających, no to przynajmniej mógł wysłać rząd kogoś, kto by siedział przez ładnych parenaście tygodni w papierach miasta Gdańska i ten układ gdański, też niemiecki, „Wolne Miasto Gdańsk”, by jakoś tam przetrzepał – stwierdził.
– Ale nie. Oni po prostu z góry już traktują, ci łże-patrioci, duże miasta jako z góry stracone i de facto eksterytorialne względem jurysdykcji państwa polskiego. No i oczywiście rozległe terytoria, takie powiedzmy instytucje eksterytorialne, takie obce lotniskowce w naszym akwenie, jak Auschwitz-Birkenau czy Polin w Warszawie. To one już w ogóle są wyjęte spod jurysdykcji państwa polskiego – podkreślił lider KKP.
– Partnerstwo publiczno-prywatne. To znaczy Polak płaci, a Żydzi skorzystają i zarządzą. Dla Żydów zastrzeżone decyzje i programowe i kadrowe, a dla nas dożywotni psi obowiązek łożenia na tę antypolską propagandę – wyjaśnił Grzegorz Braun.
– Po to idziemy – nie bójmy się tego słowa i nie owijajmy w bawełnę – po udział we władzy, żeby z tym skończyć. Żeby skończyć z eksterytorialnością, żeby skończyć z obcym władztwem i w makro- i w mikroskali na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej – podsumował.
