Szefowa Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nazwała skandaliczną wypowiedź wiceministra nauki Adrzeja Szeptyckiego, w której zrównał żołnierzy niezłomnych ze zbrodniarzami z UPA „superniefortunną”. Skrytykowała sugestie, że ze względu na ukraińskie pochodzenie nie powinien znajdować się w polskim rządzie i twierdzi, że „porozmawia” z nim o jego komentarzu.
Podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego i członek Polski 2050 Andrzej Szeptycki zrównał ostatnio pogromców kobiet, starców i dzieci z UPA z polskimi żołnierzami niezłomnymi w wywiadzie w TOK FM.
– To byli [UPA – red. nczas] tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywni konotacjami tego słowa, tacy trochę ukraińscy żołnierze niezłomni – powiedział Szeptycki.
Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
O skandaliczną wypowiedź zapytano w RMF FM szefową jego ugrupowania Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz. Jak przekonywała, „jest bardzo dobrym ministrem”.
– Ciężko pracuje na to, żeby polska nauka miała dobre relacje międzynarodowe. Jest ministrem Polski 2050 i to my decydujemy o tym, czy w rządzie są nasi ministrowie – powiedziała Pełczyńska-Nałęcz.
– Zdecydowanie zostaje. Wykonuje dużo dobrej, ciężkiej pracy – dodała, zapytana o ewentualną dymisję wiceministra.
Oceniła, że jego skandaliczna wypowiedź był „superniefortunna”. Oburzyła się zaś na sugestie, że ze względu na ukraińskie pochodzenie nie powinien w ogóle znaleźć się w polskim rządzie.
– To jest chore. Rozumiem, że Amerykanie mieli wyeksmitować i w ogóle nie słuchać Brzezińskiego – odpowiedziała.
Oczywiście, szefowa Polski 2050 dokonała tutaj manipulacji poprzez wyolbrzymienie. Primo, jest różnica między przynależnością kogoś do rządu a „w ogóle nie słuchaniem” kogoś. Secundo – Zbigniew Brzeziński był doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego, a nie członkiem rządu. Nie miał żadnej władzy i nie kierował żadnym departamentem. Co głupsi jednak uznają porównanie za „mądre”.
Co do samego nazwania jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA” i ewentualnego odebrania Wołodymyrowi Zełeńskiemu orderu, Pełczyńska-Nałęcz odwróciła uwagę od Ukrainy i skupiła się na Warszawie.
– Polska powinna reagować stanowczo. Nasz order ma swój szacunek, wagę dla nas. Nie podwyższa szacunku do naszego odznaczenia takie dawanie i odbieranie. Tak się po prostu nie robi. Trzeba było nie dawać. PiS-owski prezydent dał. Teraz drugi PiS-owski odbiera. Co to w ogóle jest? – mówiła.
