Nic tak wspaniale nie leczy chorych pacjentów i nie skraca kolejek do specjalistów, jak zaciąg dodatkowych niemal pięciuset urzędników. Z takiego założenia wychodzi najwyraźniej minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, która twierdzi, że „system kontrolerski Narodowego Funduszu Zdrowia musi być powiększony”.
Jolanta Sobierańska-Grenda w wywiadzie dla PAP, podsumowującym rok pracy w resorcie po objęciu przez nią teki ministra, powiedziała, że jedną z refleksji, jakie ma po tym czasie, jest konieczność powiększenia korpusu kontrolerskiego w NFZ.
– Po rozmowach z kierownictwem Narodowego Funduszu Zdrowia wiem, że korpus kontrolerski jest zbyt mały. 115 kontrolerów na 40 tysięcy umów, które są zawierane przez płatnika, to naprawdę niewielka grupa osób, które są w stanie w sposób rzetelny i taki, którego byśmy oczekiwali jako społeczeństwo, kontrolować wydatkowanie środków publicznych – powiedziała minister.
W opublikowanych w tym tygodniu założeniach do wielowątkowej noweli resort zdrowia zaproponował stworzenie mechanizmów, które umożliwią NFZ pozyskiwanie wysoko wykwalifikowanych pracowników.
„Docelowo przewiduje się zwiększenie zatrudnienia w NFZ o około 480 osób” – napisano w dokumencie. W tym 432 miałyby poszerzyć szeregi Departamentu Kontroli NFZ.
Ma to zwiększyć możliwości wykrywania nieprawidłowości w podmiotach mających umowy z NFZ.
– Oczywiście wolałabym, żeby instytucje reagowały na bieżąco i żebyśmy byli w stanie uszczelnić wydatkowanie środków tam, gdzie to potrzebne – powiedziała szefowa resortu.
Szkoda, że na całą bolączkę państwowej służby zdrowia jedynym „logicznym” rozwiązaniem w głowie polityka jest rzucenie do walki kolejnej armii urzędników. Biurokracja rozrasta się po to, by sprostać potrzebom rozrastającej się biurokracji.
