O co chodzi w sprawie Zondacrypto? O tym i innych kwestiach związanych rynkiem obrotu kryptowalutami rozmawia Tomasz Sommer z inwestorem Pawłem Metelskim.
Czy zatrzymanie Rafała Zaorskiego – kontrowersyjnego inwestora, który wg wcześniej ujawnionych nagrań miał być winien duże pieniądze zaginionemu twórcy największej polskiej giełdy bitcoinowej Sylwestrowi Suszkowi – a także zatrzymanie żony jego byłego wspólnika, może świadczyć o tym, że śledczy zbliżają się do rozwiązania zniknięcia Suszka?
O Rafale Zaorskim rozmawialiśmy już w kwietniu w kontekście jego tokenu personalnego, który – zdaniem wierzycieli Big Short Bets – był formą sprzeniewierzenia powierzonych mu 15 milionów złotych. Dziś rano (rozmawiamy w czwartek 3.09) jeszcze nie wiadomo, ponieważ nie wydano komunikatu, czy i na jakiej podstawie ma on otrzymać zarzut związany z zaginięciem Suszka, czy jest to tylko spontaniczna konkluzja mediów. Mogło zatem chodzić o coś innego, np. o nieprawidłowości z czasów jego prezesury w Krypto Jam i „animowaniem rynku” BitBay. Niedawno skazano go przecież prawomocnie na ćwierćmilionową grzywnę za insider trading, więc jego widok w kajdankach nie powinien dziwić. Poprzednio trochę się hamowałem z wyrażaniem opinii na temat pana Zaorskiego, jednak moim zdaniem jest on szkodnikiem, a nie miłośnikiem technologii czy zdolnym inwestorem.
Mamy przecież w Polsce dużo osób, które naprawdę rozumieją, jak działa kryptografia, kontrakty inteligentne, Web 3.0 czy makroekonomia, jednak zawsze jest problem, aby chciał ich słuchać przeciętny człowiek, nie są zbyt „atrakcyjni”, gdy każą dużo czytać lub dużo myśleć, nie obiecują fantastycznych zysków. Pan Zaorski, podobnie jak „Phil Konieczny” czy setki innych polskich youtuberów, zajmują się tak naprawdę dwiema rzeczami: nakręcaniem za wynagrodzenie tzw. hype’u na polskie giełdy, platformy analityczne i „grupy sygnałów”, które są, w moim przekonaniu budowanym latami doświadczenia, po prostu inną odmianą hazardu, a do tego zarabianiem na reklamach w mediach społecznościowych. Zaorski znany jest z agresywnego sposobu komunikacji na swoich widowiskach, spekuluje na giełdach jak szaleniec i to po prostu się dobrze ogląda publiczności. Mimo że byłem tego kiedyś bardzo ciekaw, nigdy nie dotarłem do jego zeznania podatkowego, jego wyłącznej własności nieruchomości w księdze wieczystej (mieszkanie przy Złotej 44/504 należało w większości do kogoś innego, a w końcu kupił je ścigany obywatel Turcji) czy choćby przyzwoitego samochodu.
Dzisiaj wiemy, że ogromna część tzw. influencerów tylko udaje bogactwo, kulturę i erudycję, ale Zaorskiego jeszcze nikt nie zdemaskował tak dokładnie, aby nie potrafił się już z tego wyłgać i musiał wziąć za uczciwą pracę. Jeżeli teraz ostudzi go Prokuratura, no to ja osobiście przyjmuję to z ulgą. Oby inni też przejrzeli na oczy i zaczęli po prostu się edukować zamiast liczyć na cudowne proste sposoby. Wracając do Pańskiego pytania, odnalezienie Suszka jest niemożliwe z prostej przyczyny – nikomu poza jego rodziną nie jest to na rękę. Obojętnie czy żywy, czy martwy, odnaleziony automatycznie wygasiłby pełnomocnictwa Krala. Tym, którzy go porwali, groziłoby wtedy śledztwo lub zatrzymanie. Politycy nie mogliby się już wzajemnie przekrzykiwać, musieliby słuchać tego, co Suszek ma do powiedzenia, albo milczeć nad jego trumną. Beneficjenci oszustwa ryzykowaliby ujawnienie, poszkodowani – umorzenie śledztwa, bo może główny podejrzany zmarł. W końcu on sam, jeśli żyje, to pewnie woli się ukrywać.
Kogo z polityków może utopić afera Zondacrypto?
Łatwiej byłoby powiedzieć, kogo nie może. Osoby wykluczone cyfrowo, uczciwe, żyjące skromnie bądź takie, które akurat w tym czasie siedziały w więzieniu. Jak odejmiemy je od całej puli, to poznamy wynik. Nie śledzę sensacyjnych reportaży w mediach i wiem tylko, że Kaczyński obwinia Tuska, a Tusk Nawrockiego, ale już w kwietniu mówiłem, że ta zawetowana ustawa nic by nie zmieniła, skoro Zonda działała na licencji estońskiej. Oni się tak przekrzykują, bo wiedzą, że przeciętny Polak o kryptowalutach nie ma zielonego pojęcia, a wybory coraz bliżej. Jak zwykle działa fałszywa dychotomia, że winni mogą być tylko członkowie jednego obozu i ich wina przekreśla winę tych drugich, a winni są wszyscy. Przede wszystkim zawiniły organizacje nadzoru. Szokujące jest, że weryfikacja wypłacalności giełdy sprowadzała się do tego, że pojawiało się oświadczenie Suszka, że on naprawdę ma te Bitcoiny i w razie czego można go pociągnąć finansowo. To jest myślenie prawnicze, zupełnie oderwane od kryptowalutowej rzeczywistości. Tu liczy się tylko to, kto ma klucze do portfela.
Poważne światowe giełdy same regularnie publikują kryptograficzne dowody posiadanych środków, to powinno być u nas wymagane prawem już dawno, podobnie jak księgowe oddzielenie środków giełdy od środków klienty i to nie jest kwestia zaspokajania unijnych dyrektyw, tylko po prostu dbania o bezpieczeństwo finansowe Polaków. Oprócz tego utonąć mogą wszyscy, którzy prali brudne pieniądze. To nie ma znaczenia, czy się handluje cygarami, oponami czy kryptowalutami. Skoro pracownik korporacji musi płacić podatek dochodowy nawet od kubka, który dostał na 20-lecie istnienia firmy, skoro mamy KSeF, a urzędnicy KAS mogą bez nakazu sprawdzić przepływy na dowolnym koncie bankowym, to gdzie były te systemy, gdy miliony przechodziły przez Zondę? Jakie dokładnie czynności kontrolne wobec BB Trade Estonia wykonywały poszczególne organy w Polsce i Estonii, na jakiej podstawie prawnej, w jakich latach i jakie były wyniki tych kontroli? Znam z pierwszej ręki historie pracowników mniejszych giełd czy kantorów krypto i mówili mi wprost, że czuli się traktowani przez urzędników jak bandyci. I tu raczej nie miało znaczenia, kto akurat był w rządzie. Czy to samo traktowanie spotykało Zondę?
Potonąć mogą ci, którzy otrzymywali korzyści finansowe, czy nawet po prostu mieli zbyt dobre relacje osobiste z przestępcami. Roman Giertych również nie pomaga sobie tym oczywistym konfliktem interesów, w jakim się znalazł – jeśli Krala uratuje, to jego partia ucierpi, a jeśli nie, no to jest złym adwokatem. W końcu potonąć mogą ci, którzy wiedzieli, ale nie zareagowali. Ja osobiście zdymisjonowałbym też tych, którzy nic nie robią, aby dzieci były uczone w szkołach, co to jest kryptografia z kluczem asymetrycznym i jak bezpiecznie przechowywać swoje klucze sprzętowe. Albo tych, przez których tylko połowa Polaków w wieku 16–74 lat posiada co najmniej podstawowe kompetencje cyfrowe (wg Eurostat, 2025). W sprawie Piesiewicza od razu naszło mnie takie skojarzenie: otóż luksusowy zegarek przywożony zza granicy do Polski podlega ocleniu i VAT-owi 23 proc., który jest wyższy niż np. szwajcarskie 7 proc. Jestem gotów uwierzyć, że Kral miał mu tylko załatwić przeszmuglowanie tego zegarka do kraju i to była zwyczajna przysługa, a nie łapówka. Powiedzmy sobie: czy dwóch polskich biznesmenów prędzej dokonałoby wręczenia łapówki przelewem, czy jednak prędzej połakomiliby się na małe i niegroźne przestępstwo podatkowe? Oczywiście pozostałe zarzuty i tak go pogrążają. Tylko jaką karę on realnie może dostać i ilu jest takich Piesiewiczów w całym kraju?
Roman Giertych, prawnik Donalda Tuska premiera Polski, a jednocześnie Przemysława Krala, aferzysty, który uciekł do Izraela po upadku Zondacrypto, przekonuje, że poszkodowani mogą liczyć na zwrot pieniędzy. Skąd te twierdzenia, skoro dostępu do bitcoinów Suszka, które stanowią jedyny kapitał tej giełdy, nadal nie ma. I nie ma śladów, by ktoś je ruszał?
Wyczuwam ironię w Pana pytaniu i ciężko jest się nie zgodzić. Wątpię, czy ktoś by zaufał lekarzowi obiecującemu nam, że po wizycie u niego będziemy żyć 100 lat. Rozsądny lekarz raczej powie, że jego wiedza czy doświadczenie są lepszym gwarantem uzyskania prawidłowej diagnozy i wdrożenia najlepszego leczenia, niż zrezygnowanie z konsultacji i poleganie na pozytywnym myśleniu. W przypadku Romana Giertycha możemy spytać: jaka wiedza? Czyżby miał doświadczenie w odzyskiwaniu skradzionych kryptowalut? A może pomógł odzyskać pieniądze z afery Amber Gold? Bitcoiny Suszka, gdyby faktycznie zostały przejęte przez Prokuraturę, należałoby natychmiast przenieść na świeży portfel, bo nie wiadomo, kto jeszcze ma kopię klucza, a następnie podzielić na wiele mniejszych portfeli, bowiem w przeciwnym razie są one po prostu bardziej podatne na ataki. Przy kwocie 4500 BTC sugerowałbym minimum 60 osobnych portfeli. Widzimy jednak, że nic takiego się nie dzieje, a więc raczej nie zostały przejęte i zasłanianie się tajemnicą śledztwa nic tutaj nie da. Ponadto wiemy przecież, że w chwili ostatniej transakcji na tym portfelu, wartość rynkowa tych monet wynosiła jedynie ułamek kwoty, którą dziś winna jest Zonda wierzycielom.
Kral miał rzekomo przekazać śledczym ogromny majątek, który ma pokryć te zobowiązania. Szczegółów brak, więc nie warto nad tym deliberować. Złośliwi żartują, że nawet gdyby doszło do wypłaty odszkodowań, to będzie to za kilka lat, ale w złotówkach i po kursie kryptowalut z dnia wpłaty. A powinno być dokładnie na odwrót: jeśli ktoś stracił kryptowaluty, a nie złotówki i one przez ten czas zyskały na wartości, to to również jest jego szkoda i powinien dostać część tego zysku (czyli po prostu swoje coiny, a nie ich równowartość w PLN). Ja w wolnym czasie zrobiłem analizę on-chain środków z portfela znajomego, który stracił kilka tysięcy zł. W łańcuchu dwóch kolejnych transakcji trafiły one na giełdę Binance. Podobne analizy innych blockchainowych hobbystów wskazują na Kraken. Właściwie to słyszałem tylko o dwóch podmiotach robiących takie analizy w Polsce, nie słyszałem, aby któryś z ministrów o tym wspominał. Nawet chętnie bym zobaczył w telewizji, jak ktoś pyta Żurka, Gawkowskiego, Ziobrę lub Cieszyńskiego, co to jest cold wallet albo transakcja multisig. Te dwie zagraniczne giełdy to dużo więksi gracze od Zondy, ufają im miliony ludzi, mają duże wolumeny handlu i lepiej wiedzą, jak nie upaść. Śledztwo na pewno powinno obejmować uzyskanie od nich informacji, czyje konkretnie rachunki zasiliły te wpłaty. Być może były to konta „słupów” i środki już dawno popłynęły dalej, ale taki właśnie jest podstawowy trop, o którym w mediach w ogóle się nie mówi. To nie są tajniki kryptowalut, to są podstawowe pojęcia z tej dziedziny.
Po co Kral bawił się w lobbing z takimi ludźmi jak Zbigniew Ziobro, czy Przemysław Wipler, skoro po pierwsze jego giełda była w Estonii, a po drugie wiedział chyba, że prowadzi schemat Ponziego i żadne prawo, gorsze czy lepsze, już mu nie pomoże.?
Pierwsza odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy, jest taka, że naprawdę niewiele wiedział, wierzył że te „bitcoiny na papierze” od Suszka go ochronią, technologii nie rozumiał, ufał swoim doradcom i pełnił po prostu rolę wykształconego i dobrze zmanipulowanego „słupa”. Ale o tym porozmawiamy przy następnej okazji, bo Kral na pewno sam opowie, kto go tak zmanipulował. Na razie, jeśli czytelnicy lubią takie eksperymenty myślowe, proszę na moją odpowiedzialność porozmyślać sobie przez parę minut – jak to jest możliwe, że jednocześnie i to przez co najmniej kilka lat stale zawodziły: Wydział ds. Cyberprzestępczości Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach, pion od Przestępczości Gospodarczej, Prokuratorzy specjalizujący się w oszustwach inwestycyjnych, Krajowa Administracja Skarbowa, Związek Banków Polskich, CBZC, departamenty bezpieczeństwa banków, wewnętrzny dział bezpieczeństwa BitBay, a później Zondy.
Dlaczego nawet jeden z tych bezpieczników nie zadziałał prawidłowo i właściwie to skąd oszuści wiedzieli, że nie zadziała? Czy nie po to te organy istnieją, żeby do takiej afery nie doszło? Czy może chociaż jest w Polsce ktoś, kto powinien umieć na to pytanie odpowiedzieć? Czy Kral to naprawdę jedyna osoba, która może rzucić na to światło? Czy Kral naprawdę potrafiłby sam, zza granicy, przechytrzyć tyle podmiotów? I czy samo przechytrzenie powinno wystarczyć? Dopiero 29 czerwca 2026 r. Estońska FIU cofnęła BB Trade Estonia licencję, zaznaczając przy tym, że też nie miał kompetencji do nadzoru nad przechowywaniem aktywów klientów Zondy czy jej płynności. Trochę to przypomina historię Czarnobyla – dopiero gdy radioaktywny pył dotarł nad Niemcy i Amerykanie zobaczyli sytuację z satelity, aparat sowiecki rozpoczął ewakuację mieszkańców. No i przez Czarnobyl rozpadł się ZSRR, to może przez Zondę też się coś rozpadnie?
Kilka miesięcy przed upadkiem giełdy Kral rozpoczął największą aktywność promocyjną – używając zimowych olimpijczyków i nie tylko. Czy mógł jeszcze na coś liczyć, czy to była po prostu ostatnia próba pozyskania nowych klientów do spłacenia starych. Czy da się oszacować efekty tych działań?
Jego praca jako prezesa właśnie na tym polegała. Każde kasyno, giełda czy karuzela, są warte tyle, ile może wyciągnąć od obecnych tam klientów. Naganiaczka przed klubem ze striptizem również jest od tego, żeby promować lokal i żeby klienci przychodzili do środka. Wiadomo, że sama się nie rozbiera ani nie dosypuje nic do drinka, ale opowiada cudowne historie i rozliczana jest z tego, ilu klientów przyprowadzi. Owszem, mogła przeczuwać, że w środku dzieje się coś niedobrego, ale przecież dobrze zarabia, nie zna się na finansach ani na prawie, ona sama nic kryminalnego nie robi, a w dodatku klienci są sami sobie winni, że naiwnie liczą na szczęście i że nie liczą się z pieniędzmi, więc czemu miałaby się sprzeciwiać? Ta cyniczna i przez to trafna analogia jest o tyle lepsza, że pan Kral nie do końca rozumie, jak działają kryptowaluty (publicznie przyznał, że myślał, że oświadczenie Suszka o posiadaniu kryptowalut można wyegzekwować sądownie), więc tym bardziej łatwo było go trzymać w niewiedzy.
Suszka w ten sposób nikt by nie wykorzystał, bo pewnie szybko zauważyłby w systemach, co się dzieje, więc pewnie dlatego musiał zniknąć. No a cichy i sprawny exodus Krala był zapewne jego nagrodą za dobrą pracę w ostatniej fazie, wtedy może już mu wyjaśniono kolejne etapy. Być może powrót i starannie przygotowane zeznania też są częścią planu. Dla mnie byłby bardziej wiarygodny, gdyby chociaż z miesiąc posiedział w areszcie.


