Na Węgrzech doszło do politycznego trzęsienia ziemi. Peter Magyar został oficjalnie zaprzysiężony na premiera, kończąc tym samym 16 lat rządów Viktora Orbána. Dla jednych to „powrót do Europy”, dla innych początek nowej rewolucji nad Dunajem.
Partia Tisza Magyara odniosła zdecydowane zwycięstwo w wyborach parlamentarnych. Nowy premier jeszcze przed objęciem urzędu zapowiadał „zmianę systemu”, rozliczenia ludzi poprzedniej władzy oraz odbudowę relacji z Brukselą.
– Chcę powiedzieć jasno i wyraźnie, kiedy jestem tutaj, w domu demokracji i konstytucji: będę służył mojej ojczyźnie (…). Węgrzy powierzyli nam misję położenia kresu trwającej od dziesięcioleci stagnacji. Powierzyli nam misję otwarcia nowego rozdziału w historii Węgier – mówił Magyar. – Nie tylko po to, by zmienić rząd, ale także, by zmienić system. By zacząć od nowa – dodał.
Sam Magyar jeszcze niedawno był związany z obozem Orbána. Ostatecznie jednak zerwał z Fideszem i zaczął publicznie oskarżać dawnych sojuszników o korupcję oraz budowę państwa partyjnego. W ciągu kilkunastu miesięcy wyrósł na największego przeciwnika premiera, którego jeszcze niedawno wydawało się nie da się odsunąć od władzy.
Nowy premier nie ukrywa też, że chce mocnego zwrotu w polityce zagranicznej. Zapowiada odbudowę relacji z Unią Europejską i odblokowanie miliardów euro zamrożonych funduszy. W praktyce oznacza to prawdopodobnie odejście od części suwerennościowej polityki Orbána i bliższe podporządkowanie Budapesztu unijnemu mainstreamowi.
Magyar już teraz zapowiada szerokie czystki kadrowe. Wezwał osoby związane z poprzednią władzą do rezygnacji ze stanowisk i zapowiedział „przywracanie praworządności”. W jego nowym rządzie mają znaleźć się politycy oraz eksperci wyraźnie stawiający na współpracę z Brukselą.
W Polsce zmiana władzy na Węgrzech wywołała ogromne emocje. Magyar wcześniej sugerował m.in., że politycy PiS przebywający na Węgrzech nie mogą czuć się bezpiecznie po zmianie rządu. W mediach społecznościowych nie brak komentarzy, że Budapeszt przestanie być „azylem konserwatystów” z Europy Środkowej.
Choć zachodnie media ogłaszają dziś „koniec populizmu” na Węgrzech, wielu Węgrów obawia się, że kraj po prostu zamieni jedną polityczną dominację na drugą. Jedno jest pewne – epoka Viktora Orbána właśnie dobiegła końca.
