Kandydat Prawa i Sprawiedliwości na kolejnego premiera Przemysław Czarnek roztaczał swoją wizję polityki w rozmowie z Wirtualną Polską. Nie zabrakło m.in. odniesień do Grzegorza Brauna.
Pytany, czy mówiąc o „pokoju na prawicy” uwzględnia także Grzegorza Brauna, Czarnek odparł, że „na pewno nie”. – Z samym Braunem i z ludźmi, którzy się wokół niego pojawiają – na przykład obrońcami pomnika czerwonoarmistów czy sedewakantystami, którzy ubliżają Janowi Pawłowi II – na pewno nie. Nie wiem, kto będzie startował z listy Brauna i kto się dostanie do Sejmu. Wy też tego nie wiecie – powiedział. Wykluczył także Stana Tymińskiego.
– Problem Brauna polega na tym, że on chyba sam nie wie, kogo wystawi jeszcze do tego Sejmu, więc szuka ludzi – stwierdził kandydat PiS na premiera.
Polityk partii Jarosława Kaczyńskiego przyznał też, że ich „nie interesuje (…) sam Braun ani Korona Polska (Konfederacja Korony Polskiej – przyp. red.), tylko elektorat, który kiedyś był u nas, a teraz jest u niego”.
– Dlatego chcę temu elektoratowi przedstawić alternatywę. Powiedzieć: mamy dzisiaj dla was, kochani wyborcy, którzy głosowaliście na PiS w 2019 roku, a także po części w 2023 roku, ofertę konserwatyzmu odpowiedzialnego, bez szaleństw – oświadczył.
Czarnek ocenił „ruch gaśnicowy” jako „efektowny, ale niewnoszący kompletnie nic do życia publicznego”. – Sam byłem świadkiem takiej sytuacji – do Sejmu przyjechała wycieczka z jednej ze szkół lubelskich. Chętnie robili sobie ze mną zdjęcia, ja z nimi też, ale przede wszystkim pytali, gdzie tutaj ten Braun operował gaśnicą – grzmiał Czarnek.
