Strona głównaMagazynPorażki „epickie” i inne

Porażki „epickie” i inne

-

- Reklama -

Spora część niemieckiej prasy i komentatorów już od 13 marca przewiduje polityczną, a przede wszystkim gospodarczą i finansową porażkę władz USA i ich sojuszników wskutek dalszej wojny z Iranem i po jej zakończeniu. Przewidują oni także zapaść niektórych branż przemysłu i transportu Niemiec i recesję całej niemieckiej gospodarki.

W opinii szeregu niemieckich ekonomistów od stycznia br. niemiecka gospodarka znów słabnie. Dane za styczeń okazały się bowiem znacząco gorsze, niż przewidywali. Niemiecki GUS podał między innymi, że w styczniu liczba nowych zamówień w przemyśle spadła aż o 11,1 proc. względem grudnia 2025 r. Tak dużego spadku tych zamówień nie było ani razu w ciągu ostatnich ponad dwóch lat. Stopniowo kurczy się też produkcja. W przemyśle i budownictwie wolumen produkcji był w styczniu br. o ponad 1,5 proc. mniejszy niż w grudniu. A sytuacja w lutym nie uległa jakiemuś wyraźnemu polepszeniu.

- Reklama -

Natomiast od 28 lutego, tj. od rozpoczęcia zbrodniczej wojny terrorystycznych władz Izraela i władz USA z Iranem i Libanem, sytuacja gospodarcza Niemiec i krajów okolicznych pogarsza się z każdym dniem. Od 9 marca już nawet federalne Ministerstwo Gospodarki zaczęło mówić dość wyraźnie i wprost, pierwszy raz od kilku lat, o dalszym „odczuwalnym zmniejszaniu zamówień i produkcji”. Według ww. resortu „najbliższa przyszłość” może nie przynieść żadnej poprawy – właśnie ze względu na skutki wojny na Bliskim Wschodzie i związanych z nią bardzo wysokich cen ropy naftowej, gazu ziemnego, nawozów dla rolnictwa i innych podstawowych surowców i towarów. Ekonomiści ostrzegają, w tym między innymi renomowany monachijski Instytut Badań Ekonomicznych Ifo, że im dłużej potrwa wojna Izraela i USA z Iranem, tym poważniejsze będą jej negatywne skutki dla niemieckiej gospodarki. Nastąpi m.in. wzrost inflacji, dalszy wzrost kosztów i cen paliw i transportu, żywności i innych podstawowych dóbr (wg jungefreiheit.de).

Niektórzy jednak uważają, że nawet w razie przedłużania się tej wojny syjonistów z Izraela, przewidywane przez rząd RFN w grudniu i styczniu umiarkowane gospodarcze ożywienie w Niemczech w skali całego roku 2026, przynajmniej w większości branż, nie ulegnie całkowitemu zahamowaniu. Przede wszystkim z powodu zaplanowanych już w roku ubiegłym dodatkowych wielomiliardowych wydatków rządu RFN na niemiecką infrastrukturę, na „neutralność klimatyczną” i cele wojskowo-obronne. Wydatków z już zaciągniętych i przyszłych pożyczek – w sumie ogromnych.

- Prośba o wsparcie -

„Epicka porażka” władz USA?

Tymczasem wojenno-zbrodnicza, bo bardzo niszcząca i krwawa „operacja” władz USA i Izraela przeciwko Iranowi – zatytułowana dość pretensjonalnie i śmiesznie jako „Epicka furia”, stała się już przedmiotem krytyki i niekiedy nawet satyry niektórych niemieckich mediów. Np. 13 marca dziennik ekonomiczny „Handelsblatt” nazwał przewidywany polityczny i ekonomiczno-gospodarczy rezultat tej niepotrzebnej wojny „epicką porażką” USA i ich sojuszników. Nie tyle w sensie bieżącym – tym w okresie od 28 lutego do 12 marca, ale w sensie przewidywanej przyszłej bolesnej porażki politycznej i ekonomicznej USA i ich wojennych sojuszników – w perspektywie kilkumiesięcznej i dłuższej. Między innymi na polu gospodarczym, ale także w przypadku już chyba nieuchronnej porażki partii Donalda Trumpa i innych z rządu USA w listopadowych wyborach do Kongresu.

Na pierwszej stronie dziennika „Handelsblatt” z 13 marca widniał tytuł: „Operacja »Epicka porażka«”. A niżej: „Z każdym dniem coraz wyraźniej widać, że prezydent USA zaczął wojnę z Iranem bez wyraźnego celu, a teraz nie może znaleźć wyjścia z niej. Ceny surowców rosną, sojusznicy USA skarżą się codziennie, a światowa gospodarka cierpi”.

Co gorsza, po 13 dniach wojny i chaosu „nic nie wskazuje na rychły pokój na Bliskim Wschodzie”. Wprawdzie „atakujący [z Izraela i USA] zabili część irańskiego kierownictwa oraz przywódcę Iranu Alego Chamenei, osłabili wojsko reżimu i zniszczyli infrastrukturę energetyczną, jednak irański rząd najwyraźniej wcale nie stoi na krawędzi upadku, a koszty wojny [dla USA i spółki] rosną do niebotycznych wysokości – zarówno koszty polityczne, jak też ekonomiczne”. A ponadto „choć Iran jest już słabszy militarnie”, to „pod względem strategicznym sytuacja wygląda inaczej: wystarczy jeszcze tylko kilka skutecznych uderzeń wojsk Iranu, aby wywołać cenowy szok na światowym rynku energii”. „Wystarczy też kilka ataków na zakłady odsalania wody, infrastrukturę turystyczną lub elektrownie krajów Zatoki Perskiej, a rozszerzenie wojny poza granice Iranu stanie się rzeczywistością”. Opiniotwórczy dziennik z Düsseldorfu konkludował, że w tej wojnie we władzach USA nadal widać „brak planu i brak końca wojny w zasięgu wzroku – po prawie dwóch tygodniach tej wojny taki jest bilans »Epickiej furii«”. Richtig!

Inną ciekawą i słuszną opinię nt. wojny syjonistów z Iranem wyraził w rozmowie z „Handelsblatt” sławny ekonomista i laureat Nagrody Nobla Joseph E. Stiglitz: „Prezydent Stanów Zjednoczonych rzucił granatem w gospodarkę amerykańską i w całą gospodarkę świata”.

Inne niemieckie media przypominają między innymi, że ta krwawa wojna o interesy władz Izraela i zamknięcie Cieśniny Ormuz przez (broniące swej suwerenności) władze Iranu już spowodowały nie tylko duże wzrosty cen ropy naftowej i gazu ziemnego, ale też nieuchronnie spowodują wzrosty cen nawozów rolnych – może nawet o jedną trzecią. Więc ceny żywności też w Europie mogą wyraźnie wzrosnąć, co doprowadzi do poważnego kryzysu. Jak podał serwis „Deutsche Welle”, według danych firmy Signal Group, zajmującej się analizą rynków zamorskich, na same kraje wokół Zatoki Perskiej przypada bowiem aż ponad 20 proc. światowego obrotu nawozami amonowymi, fosforowymi i siarkowymi. A według danych Bloomberg Intelligence prawie połowa światowego handlu mocznikiem – najczęściej stosowanym nawozem azotowym – pochodzi z regionu Zatoki Perskiej. Sam Katar odpowiada za jedną dziesiątą światowej podaży tego nawozu. Kiedy w drugim tygodniu wojny firma Qatar Energy wstrzymała produkcję wskutek irańskich ataków na Ras Laffan, największy w świecie ośrodek produkcji gazu ziemnego skroplonego i nawozów, to od razu setki tysięcy ton kluczowych składników nawozów zostało wyłączonych z obrotu handlowego. Super!

Podobno od początku tej żydowskiej wojny z Iranem tylko do 12 marca ceny nawozów wzrosły w różnych krajach świata aż o 10–30 proc. Np. Indie należą do krajów najbardziej narażonych, ponieważ aż dwie trzecie importu nawozów azotowych, w tym znaczna część mocznika, pochodzi właśnie z krajów regionu Zatoki Perskiej. A możliwe niedobory nawozów zagrożą zbliżającemu się sezonowi sadzenia w porze monsunowej, co może wywołać gwałtowny wzrost kosztów produkcji ryżu, pszenicy i innych podstawowych produktów dla około 1,5 miliarda ludzi. Z kolei np. Brazylia, jeden z największych eksporterów produktów rolnych na świecie, pokrywa aż około 40 proc. swojego zapotrzebowania na mocznik i nawozy azotowe też z krajów regionu Zatoki Perskiej. Więc jakiekolwiek długotrwałe zakłócenia w dostawach tych nawozów zagrażają plonom soi i kukurydzy, w czasie gdy światowe zapasy są już mocno ograniczone.

Kto zapłaci za te i inne prawdopodobne wielomiliardowe szkody i straty Brazylii, Indii i wielu innych krajów świata? Też tych z Europy? Czy może zapłacą za to, choć częściowo, zbrodnicze władze terrorystyczno-syjonistycznego państwa – okupującego od ponad 77 lat historyczne tereny Palestyny i chrześcijańskiej Ziemi Świętej?

Ciężkie porażki FDP i SPD

Po wyborach w Badenii-Wirtembergii doszło do wyrazistego ukazania kolejnego absurdu obecnej niemieckiej demokracji: Rządzący Niemcami od roku 1949 chadecy z CDU mogliby łatwo utworzyć wspólny rząd krajowy wraz z prawicową Alternatywą dla Niemiec (AfD), bo razem mieliby w landtagu w Stuttgarcie wyraźną większość poselskich mandatów – CDU 56, a AfD 35. Ale „demokratyczni” postchadecy z CDU tego nie chcą, bo wolą nadal izolować AfD od współrządzenia i wpływania na jakiekolwiek władze i wolą kontynuować w tym landzie swoje wspólne, już blisko 10-letnie, rządy z radykalną lewicą z partii Zielonych.

Bo 8 marca w wyborach do parlamentu Badenii-Wirtembergii dość niespodziewanie ponownie zwyciężyli euro-komunistyczni Zieloni – współrządzący w tym landzie od 2011 r. Otrzymali aż 30,2 proc. wyborczych głosów (choć o 2,4 proc. mniej niż 5 lat wcześniej) i też 56 poselskich mandatów. CDU, współrządząca tam z Zielonymi od roku 2016, uzyskała 29,7 proc. wyborczych głosów (o 5,6 proc. więcej niż w 2021 r.), a narodowo-konserwatywna Alternatywa dla Niemiec 18,8 proc. (aż o 9,1 proc. więcej niż 5 lat temu). Wyborczą klęskę ponieśli socjaliści z SPD, uzyskując zaledwie 5,5 proc. głosów i 10 mandatów, a także liberałowie z FDP, którzy po raz pierwszy w historii do parlamentu tego dużego i bogatego landu nie weszli. W tym swoim historycznym mateczniku zdobyli bowiem teraz tylko 4,4 proc. poparcia – aż o 6,1 proc. mniej niż w 2021 r. Schlimm!

Zwycięstwo Zielonych to przede wszystkim sukces głównego kandydata tej partii do objęcia stanowiska szefa rządu w Stuttgarcie – doświadczonego 60-letniego Cema Özdemira, który w kampanii wyborczej dystansował się od szalonych władz centralnych swej partii i prezentował postulaty znacznie bardziej rozsądne. Özdemir opowiadał się między innymi za utrzymaniem możliwości produkcji samochodów z silnikiem spalinowym, za większym wsparciem rządu landu dla branży motoryzacyjnej i tej od produkcji maszyn, a nawet za pewnym zaostrzeniem warunków imigracji i polityki imigracyjnej. Özdemir zapowiadał też już od jesieni kontynuację polityki swego partyjnego towarzysza – dotychczasowego popularnego premiera Badenii-Wirtembergii, 78-letniego Winfrieda Kretschmanna. Dzięki tej zręcznej propagandzie Zieloni odrobili w faktycznych wyborach aż 14–15 proc. strat poparcia, które jeszcze 5–6 miesięcy wcześniej dzieliły ich w sondażach od prowadzącej CDU (!).

Warto zauważyć, że na tych „zielonych” euro-komunistów głosowały, jak zawsze, głównie kobiety zatrudnione na etatach w tysiącach różnych urzędów, biur, szkół itd. A także liczni niepracujący młodzi. A więc głównie taki współczesny i rzekomo „dyskryminowany” czy „molestowany” partyjny nowy „proletariat” tych nowych komunistów – z faktycznego braku dawnego proletariatu fabrycznego. Tym więcej było takich niepracujących i jeszcze nieznających trudów życia młodych, którzy oddali swój wyborczy głos na Zielonych, że w tych wyborach w Badenii-Wirtembergii po raz pierwszy w historii mogli już głosować też 16-latkowie i 17-latkowie. Sehr schön und demokratisch!

Widać tu jak na dłoni, że powszechna i totalna demokracja – w sensie powszechnych głosowań – to konieczny warunek i początek każdego rodzaju socjalizmu i euro-komunizmu.

Tak więc Cem Özdemir ma teraz wielką szansę zostać pierwszym w historii RFN premierem o pochodzeniu imigracyjnym – premierem rządu dużego i przemysłowego landu. Urodził się bowiem w Niemczech w grudniu 1965 r., ale jako syn tureckich legalnych gastarbeiterów. Turek niemieckim premierem! W dodatku Turek „zielony” i trochę „czerwony”! Gott bewahre Deutschland!

Najnowsze