Centralne Biuro Śledcze Policji chwali się rekordowymi sukcesami w wykrywaniu przestępstw popełnianych przez wschodnie gangi. Rekordowe są również problemy związane z walką z tym zjawiskiem, o czym wielokrotnie pisaliśmy na łamach „NCz!”.
„Ukraińskie grupy przestępcze poczynają sobie w naszym kraju coraz śmielej. Staramy się ich uczyć, bo działają w nieco innym modus operandi – w stylu „wschodnim”. Przypominają może trochę nasze polskie grupy z lat 90. – są bardziej brutalne, a mniej – kolokwialnie mówiąc – wyrafinowane. Staramy się być na to gotowi” – mówił w wywiadzie dla portalu InfoSecurity24 komendant Centralnego Biura Śledczego nadinspektor Cezary Luba. Choć najbardziej elitarnej formacji polskiej policji nie sposób odmówić sukcesów, to jednak trudno nie zauważyć, że nie wszystkim wyzwaniom udaje się sprostać.
Analiza tendencji każe przypuszczać, że wyzwań będzie coraz więcej, a sposobów, by im sprostać – coraz mniej. Zresztą sam komendant Luba nie wydaje się być optymistą. W tym samym wywiadzie, mówił: „Członkowie dużej części grup przestępczych, rozbijanych przy okazji likwidacji laboratoriów narkotyków syntetycznych, wywodzą się z Ukrainy. Wszyscy wiemy, że w 2022 roku, kiedy szeroko otworzyliśmy granice przed uchodźcami, przyjechali do nas nie tylko poszkodowani, dobrzy ludzie, ale również przestępcy (nie tylko z Ukrainy). Teraz to widzimy. Z posiadanych informacji operacyjnych wynika, że duża część tych narkotyków jest kierowana na Ukrainę – część na front, pewnie część nie tylko tam. Spodziewamy się, że dopóki będzie trwał konflikt na Ukrainie, ten proceder utrzyma się co najmniej na tym samym poziomie, a może nawet wzrośnie”.
Tym samym szef najważniejszej instytucji odpowiedzialnej za zwalczanie zorganizowanej przestępczości potwierdza to, co od wielu miesięcy alarmowaliśmy na łamach „NCz!”, że ukraińskie gangi przejmują kontrolę nad polskim podziemiem przestępczym, a służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa nie radzą sobie z tym zjawiskiem.
Inni gangsterzy
Już w latach 90., gdy do Polski zaczęli przyjeżdżać gangsterzy z krajów dawnego ZSRR, policjanci z ówczesnych „pezetów” zwracali uwagę, że zachowują się odmiennie od polskich bandytów. Nie tylko tym, że byli bardziej brutalni i dawali się wynajmować do „brudnej roboty”. Także tym, że byli bezwzględnie lojalni wobec swoich mocodawców. Pod koniec 1999 roku w okolicach Warszawy w ręce policji wpadł obywatel Ukrainy, który brał udział w gangu zajmującym się napadami na TIR-y. Dowody zgromadzone przeciwko niemu (m.in. nagrania kamer, odciski palców) były jednoznaczne. Prokuratura widziała w nim świadka, któremu można będzie złagodzić karę za ujawnienie działalności pozostałych bandytów.
Plan się nie powiódł, bo przestępca nabrał wody w usta. Nie był zainteresowany żadnym „układem”, milczał jak zaklęty, odmówił nawet podpisania protokołu przesłuchań. Postanowili więc nad nim „popracować” policjanci kryminalni. Nawet tortury i przemoc nie pomogły – Ukrainiec nic nie powiedział. Odsiedział cały wyrok i został deportowany do swojego kraju, bez prawa powrotu do Polski.
Pod koniec lat 90. zaczęto w Polsce wprowadzać narzędzia prawne do walki ze zorganizowanymi grupami przestępczymi. Zaczęło się od słynnego artykułu 60 w kodeksie karnym, który przewidywał możliwość złagodzenia kary temu, kto ujawni wspólników w zbrodni. Potem wprowadzono rozszerzenie (ustęp 4) dla tych, którzy nie uczestniczyli w ujawnionym przestępstwie, ale mają wiedzę o detalach. W końcu wprowadzono słynną ustawę o świadku koronnym. Problem w tym, że wszystkie te narzędzia nie były skuteczne w odniesieniu do gangsterów ze wschodu. Przez prawie 30 lat ani z dobrodziejstwa art. 60, ani z ustawy o świadku koronnym nie skorzystał ani jeden przestępca zza wschodniej granicy. Dlaczego? Bo za zdradę w tych środowiskach karze się śmiercią nie zdradzającego, tylko jego rodzinę. Powiedział o tym jeden z przestępców zatrzymany przez warszawską policję, tłumacząc, dlaczego nie skorzysta z możliwości współpracy i policyjnej ochrony. – „Mam na Ukrainie matkę, żonę i córkę” – tłumaczył przesłuchującemu go dochodzeniowcowi. – „Jak zacznę sypać, to oni zginą”. Policjanci i prokurator mogli tylko rozłożyć ręce.
Potem przybył kolejny problem: hermetyczność tych środowisk. Wschodnie grupy przestępcze rekrutują się tylko z osób, które są powiązane rodzinnie, wzajemnie się znają i sobie ufają. Nie może tam wstąpić nikt obcy. Dlatego w praktyce okazało się niemożliwe wprowadzanie do takich gangów „przykrywkowców”, czyli policjantów pod przykryciem. Niemożliwe okazywało się też werbowanie na policyjnych konfidentów dotychczasowych członków gangu. – „Znany jest mi przypadek, kiedy jeden z naszych „przykrywkowców” próbował nawiązywać dobre relacje z ukraińskimi i czeczeńskimi gangsterami i wyciągać od nich różne informacje” – wspomina emerytowany policjant, który dwie dekady temu pracował w komórkach zajmujących się zwalczaniem zorganizowanej przestępczości. – „Nic od nich nie wyciągnął. Natychmiast jego rozmówcy się usztywniali, a potem nabierali podejrzeń. W rezultacie człowieka trzeba było wycofać, bo mogło mu grozić niebezpieczeństwo”.
Nasz rozmówca opowiada też o innych, codziennych problemach policjantów w rozpracowywaniu wschodnich gangów. „Oni mają telefony rejestrowane w swoich krajach, czyli na Ukrainie lub w Rosji, w Polsce podłączają się do bezprzewodowego Internetu i korzystają z komunikatorów internetowych” – opowiada. – „Założenie podsłuchu na taki telefon wymaga zgody sądu w innym kraju, a to wiąże się z długotrwałą procedurą. Gangsterzy o tym wiedzą i korzystają z komunikatorów. Niektóre aplikacje mają systemy szyfrujące, można się identyfikować nie po numerze telefonu, ale po specjalnym kodzie alfanumerycznym”. Nawet jeśli policyjnym specjalistom uda się przełamać te kody, to podsłuchana rozmowa często jest niezrozumiała. – „Ukraiński można jeszcze od biedy zrozumieć, ale np. czeczeński już nie” – mówi nasz rozmówca. – „Trzeba korzystać z pomocy tłumacza, ale w przypadku tych języków nie jest to łatwe. Tym bardziej że taki tłumacz, jeśli będzie się wywodził z diaspory czeczeńskiej, może swoim krajanom o wszystkim opowiedzieć”.
Uzbrojeni po zęby
Policyjne raporty dotyczące zorganizowanych grup przestępczych zza wschodniej granicy powalają swoją zawartością. Wynika z nich, że w ostatnich latach zanotowaliśmy drastyczny rozwój tych grup. Jeszcze w 2020 roku gangsterzy z Ukrainy i Czeczenii zajmowali się najbardziej prymitywną „bandytką”: w brutalny sposób egzekwowali długi, podejmowali się zabójstw na zlecenie albo pobić. „Teraz zepchnęli »naszych« do drugiej ligi i zajmują się wszystkim, co tylko przynosi zyski: od biznesu narkotykowego przez handel skradzionymi samochodami, fałszowanie dokumentów, przemyt ludzi”. Zaskakują też ich metody. Klientów na swoje usługi przestępcy znajdują bowiem poprzez kanały na Telegramie (uważają ten komunikator za najbardziej bezpieczny). Gwarantowało to bezpieczny biznes, kupujący i sprzedający nie wiedzieli o sobie, a zamówiony, zakazany towar, trafiał do odbiorcy w przesyłce kurierskiej. O powadze gangów ukraińskich świadczy też to, że w ostatnich miesiącach dogadali się z kartelami z Meksyku i Kolumbii na wielki import kokainy do Europy. To było możliwe dzięki zaufaniu karteli zza oceanu. A to zaufanie wynikało na pewno z dyskrecji wschodnich gangsterów.
Nasi rozmówcy zwracają uwagę na jeszcze jedną rzecz: gangi ukraińskie rosną w siłę dzięki niemal nieskrępowanemu i nielimitowanemu dostępowi do broni i amunicji. Po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej państwa europejskie zaczęły dostarczać na front tony broni i amunicji. I natychmiast przy liniach walk pojawili się przedstawiciele różnych gangów zainteresowani tym, aby kupować tę broń właśnie dla świata przestępczego. Wybuchały potem skandale, kiedy policja znajdywała broń u gangsterów ukraińskich w Polsce, w Niemczech i we Francji, ale „polityczna poprawność” kazała te sprawy tuszować i wyciszać. W rezultacie do bandytów trafiała nowoczesna broń i tysiące pocisków oficjalnie przeznaczonych na front. Ten dostęp do broni uczynił z ukraińskich gangów de facto uzbrojone pododdziały paramilitarne, które uzyskały siłę do tego, by przejmować kontrolę nad kolejnymi obszarami świata przestępczego. I zarabiać na tym miliardy.


