Amerykańskie Archiwum Narodowe udostępniło w sieci pełne kartoteki członków NSDAP. Niemieckie archiwum chroni nazistów i co ważniejsze ich potomków pod pretekstem ochrony danych osobowych.
Amerykańskie Archiwum Narodowe opublikowało w dużej mierze ocalałe kartoteki członkowskie NSDAP. „Der Spiegel” poinformował, że od kilku dni można przeglądać „miliony kart z nazwiskami, datami urodzenia, numerami członkowskimi, datami przystąpienia oraz częściowo także zdjęciami portretowymi narodowo-socjalistycznych towarzyszy i towarzyszek partyjnych”.
Redakcja podkreśla, że wejście na stronę bywa trudne, co najpewniej spowodowane jest dużą liczbą odwiedzin. Określa też publikację jako „historyczną sensację”.
Opublikowane dane pozwalają wejrzeć w akta Niemców, którzy do 1945 roku wspierali rząd Adolfa Hitlera. To pierwsza taka publikacja od czasów II wojny światowej. Dane są dostępne bez rejestracji.
„To, o czym w wielu rodzinach do dziś się milczy, można teraz zbadać łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej, a dotyczy to zarówno badaczy, jak i zainteresowanych osób prywatnych” – podkreślił „Der Spiegel”.
Do 1945 roku do NSDAP wstąpiło 8,5 mln Niemców. Każdy członek miał prowadzone przez partię kilka kart z danymi osobowymi. Jedna była w centralnym rejestrze w Monachium, druga w rejestrach lokalnych w miejscu zamieszkania oraz przynależności partyjnej członków.
„Nazistowscy biurokraci wypełniali karty w sposób skrupulatny. To, że przetrwały wojnę, zawdzięczamy jednemu człowiekowi: Hannsowi Huberowi, dyrektorowi papierni w Monachium-Freimann, który krótko przed końcem wojny zignorował polecenie partii, aby zniszczyć tony akt, i zamiast tego ukrył je w makulaturze” – podaje dw.com.
Zachowało się dzięki temu około 80 proc. akt z rejestrów lokalnych. Po wojnie zabrali je Amerykanie i przenieśli do specjalnie przeznaczonego do tego celu archiwum w Berlinie Zachodnim, Berlin Document Center.
W latach 90-tych Amerykanie przekazali dokumenty RFN. Fizycznie znajdują się one w Archiwum Federalnym w Berlinie-Lichterfelde.
Niemieckie Archiwum Federalne zdigitalizowało kartoteki w rejestrze centralnym i w rejestrach lokalnych. Nie publikuje ich powołując się na prawo członków NSDAP do prywatności. W Archiwum Federalnym wygaśnie ono 10 lat po śmierci danej osoby lub 100 lat po jej urodzeniu.
Ostatnie terminy wygasną w 2028 roku. Najmłodsi członkowie NSDAP urodzili się bowiem w 1928 roku.
„Celem Archiwum Federalnego jest oczywiście udostępnienie całego rejestru po upływie okresów ochronnych” – przekonywała rzecznik archiwum w odpowiedzi na pytania „Der Spiegel”, bez podania jednak konkretnej daty.
Tymczasem Amerykanie wyprzedzili Niemców. Zanim przekazali akta do RFN, wykonali kopie kartotek na mikrofilmach w latach 90-tych. Obecnie zaś akta zostały zdygitalizowane i opublikowane pod koniec lutego.
„Amerykańskie archiwum nie robiło szumu medialnego wokół publikacji, mimo że zbiór danych jest nie tylko historycznie ważny, ale także niezwykle obszerny – blisko 16,3 miliona zdigitalizowanych dokumentów” – zaznaczył „Der Spiegel”.
Co ciekawe, niemieckie media sporo miejsca poświęcają przekonywaniu czytelnika, że znalezienie kogoś w archiwum to „historyczna surówka” i rzekomo wcale nie oznacza, że ktoś taki „naprawdę” był nazistą. Jak twierdzą, wstąpienie do NSDAP miało nie oznaczać poparcia dla partii i jej ideologii, co jest oczywiście brednią, gdyż wstąpienie do partii do najwyższy wyraz utożsamienia się z ugrupowaniem i wzięcie pełnej odpowiedzialności i współudziału we wszystkim, co ugrupowanie czyni w zamian za pieniądze i przywileje, gdy ugrupowanie zdobędzie władzę. Jedynym sposobem, by nie brać w tym udziału jest niezapisywanie się do partii bądź też odejście od niej.
Jak wspomniano, prawie 9 mln Niemców wstąpiło do NSDAP. Zdecydowana większość zbrodniarzy – także tzw. „zwykłych pracowników administracyjnych” – pozostaje anonimowa i nie poniosła żadnej odpowiedzialności za rozpoczęcie wojny, popełnione zbrodnie, śmierć i pozbawienie majątków ofiar, szczególnie w Polsce. Wiadomo więc, że niemieckie media próbują de facto „chronić” status quo i bezkarność znacznej części swojego narodu, choć jest to rzecz jasna postawa ohydna.


