Wystarczy zaledwie jeden dzień legalnej pracy i jedna odprowadzona składka do ZUS, aby obywatel Ukrainy – i inni obcokrajowcy – nabył prawo do polskiej emerytury. Jak to możliwe? Wyjaśniamy mechanizm, który za tym stoi.
Aby otrzymać emeryturę minimalną – obecnie w Polsce 1878,91 zł brutto – obcokrajowiec musi osiągnąć wiek emerytalny (60 lat dla kobiet, 65 dla mężczyzn), zgromadzić odpowiedni staż składkowy (minimum 20 lat dla kobiet, 25 dla mężczyzn) oraz stale zamieszkiwać w Polsce.
Jak to wygląda w praktyce? Na przykład obywatel Ukrainy, który przepracował 25 lat w swoim kraju i zaledwie jeden dzień w Polsce faktycznie może „wejść” do systemu ZUS. Jeśli na Ukrainie ma niższą emeryturę od polskiej minimalnej, ZUS dopłaca różnicę. Na Ukrainie emerytura minimalna wynosi obecnie 2595 hrywien, czyli ok. 250 zł.
Mechanizm ten jest możliwy dzięki międzynarodowej umowie o tzw. zabezpieczeniu społecznym. Przepisy pozwalają na sumowanie okresów pracy z obu krajów przy ustalaniu emerytur. Tego typu dwustronne porozumienia Polska podpisała z wieloma krajami, nie tylko z Ukrainą. Analogicznie zresztą Polacy mogą korzystać z wyższych emerytur wypracowanych za granicą, oczywiście po spełnieniu odpowiednich warunków.
Nie brakuje obaw, że system jest podatny na tzw. turystykę emerytalną. Podobny mechanizm towarzyszył przecież wypłatom świadczenia 500+, gdzie udokumentowano przypadki masowych przyjazdów Ukraińców tylko w celu złożenia wniosków i natychmiastowego powrotu do ojczyzny.
W przypadku emerytur „zabezpieczeniem” ma być obowiązek stałego zamieszkania w Polsce. Tajemnicą poliszynela jest jednak fakt, że zameldowanie bywa czystą formalnością, a realna kontrola tego, czy beneficjent rzeczywiście „stale zamieszkuje” w Polsce, jest niezwykle trudna.
Z oficjalnych danych wynika, że polski ZUS rocznie dopłaca do emerytur obywateli Ukrainy 1,3 mln złotych. W tym momencie nie jest więc to jakaś duża skala, choć nie wiadomo, co przyniosą kolejne lata.
