Jak trwoga, to do konia. Elektryczne busy zakupione za kilka milionów złotych nie poradziły sobie z zimowymi warunkami na drodze do Morskiego Oka. Pojazdy, które miały zastąpić konie i sprawić, że transport w górach będzie „eko”, nie przeszły testów z łańcuchami na kołach i zostały wycofane z zimowego użytkowania.
Turystów wożą zatem zaprzęgi konne. – Obecnie transport na drodze do Morskiego Oka odbywa się w formie przewozów saniami i jest realizowany przez fiakrów. Tak długo, jak na drodze utrzymują się warunki zimowe i zalega śnieg, transport będzie funkcjonował właśnie w tej formule – powiedział w rozmowie z „Gazetą Krakowską” Szymon Ziobrowski, dyrektor Tatrzańskiego Parku Narodowego.
Zimowe warunki okazały się zbyt wymagające dla elektrycznych pojazdów. Busy, które kursowały już latem i jesienią, zostały wycofane z użytkowania. W styczniu przeprowadzono testy elektryków, zakupiono specjalnie wyprodukowane łańcuchy do tych pojazdów, by sprawdzić, jak „eko” busy będą zachowywały się w typowo zimowych warunkach.
– Rzeczywiście przeprowadziliśmy testy. Wykazały one, że w sytuacji, gdy droga jest utrzymywana „na biało”, jak to ma miejsce na drodze do Morskiego Oka, poruszające się na łańcuchach busy z napędem na tylną oś nie zachowują się stabilnie – tłumaczył dyrektor TPN.
– Tymczasem bezpieczeństwo na tej drodze jest dla nas absolutnym priorytetem. To droga wymagająca, intensywnie użytkowana przez pieszych, w tym rodziny z dziećmi. Nie możemy sobie pozwolić na rozwiązania, które budzą wątpliwości pod względem bezpieczeństwa. Dlatego w obecnym sezonie zimowym busy nie będą przewozić turystów – dodał Ziobrowski.
Cztery, nienadające się zimą zupełnie do niczego, elektryczne busy kupiono za 3,2 mln zł. Twarz całemu przedsięwzięciu dała minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, a w praktyce zrobiono to pod dyktando lobby „obrońców praw zwierząt”, którym nie podobało się, że konie wożą turystów.
Pomimo niepowodzenia testów zimowych, TPN już rozgląda się za kolejnymi busami elektrycznymi. – Przed kolejnym przetargiem będziemy jednak analizować, czy na rynku dostępne są pojazdy lepiej przystosowane do zimowych warunków na tej drodze – wyposażone w napęd na cztery koła lub przynajmniej na przednią oś – zaznaczył Ziobrowski na łamach „Gazety Krakowskiej”.
