Strona głównaWiadomościŚwiatFałszywe alarmy jądrowe w Rosji i na Ukrainie. Hakerzy przejęli aplikacje ostrzegawcze

Fałszywe alarmy jądrowe w Rosji i na Ukrainie. Hakerzy przejęli aplikacje ostrzegawcze

-

- Reklama -

Fałszywe alarmy jądrowe trafiły w ciągu kilku godzin do mieszkańców obu walczących państw. W niedzielę wieczorem hakerzy przejęli ukraińską aplikację „Powitriana Trywoha” (Alarm Powietrzny), a w nocy z niedzieli na poniedziałek rosyjskie Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (MCzS) poinformowało o „zmasowanym cyberataku” na swoją aplikację mobilną. W obu przypadkach użytkownicy dostali komunikaty o rzekomym ataku jądrowym. Żadne z państw nie przedstawiło dowodów, kto stoi za atakami.

Rosja: „głowice jądrowe” w powiadomieniach MCzS

Jak podała PAP, rosyjskie ministerstwo ogłosiło na Telegramie, że w wyniku „zmasowanego cyberataku” na aplikację mobilną resortu „przestępcom udało się rozesłać ludności fałszywe informacje”. Wpis pojawił się ok. godz. 1.30 czasu polskiego. MCzS dodało, że trwa usuwanie luki i przywracanie normalnego działania aplikacji. Półtorej godziny później resort zapewnił, że włamanie „nie miało i nie może mieć wpływu” na system ostrzegania ludności, który działa przez syreny, głośniki, SMS-y, telewizję i radio, a aplikacja jest jedynie usługą pomocniczą.

- Reklama -

Na zrzutach ekranu krążących w sieci widać powiadomienia podpisane jako regionalne sztaby obrony cywilnej, m.in. w obwodach briańskim i orłowskim. Ukraińska agencja UNN opisała też komunikat dla obwodu woroneskiego. Według treści alertu „we wszystkich regionach Rosji” odpalono głowice jądrowe, a mieszkańcy mieli zrobić zapasy jedzenia na trzy tygodnie i schować się w piwnicach. Wiadomość była wulgarna i drwiąca. Odpowiedzialność za włamanie przypisał sobie, według UNN, ukraiński ruch partyzancki Atesz. Jak zaznacza sama agencja, nie ma na to niezależnego potwierdzenia.

- Reklama -

- Reklama -

Ukraina: „Nie martwcie się, leci Oresznik”

Kilka godzin wcześniej, ok. 21.45 czasu polskiego, ukraińska aplikacja „Powitriana Trywoha” zaczęła pokazywać zagrożenie radiacyjne, a potem chemiczne dla Kijowa i ostrzeżenie przed walkami ulicznymi. Jak podała „Ukraińska Prawda”, w całym kraju oznaczono zagrożenie atakiem rakietowym. Pojawił się też komunikat po rosyjsku: „Cześć! Teraz w całej Ukrainie będzie alarm jądrowy. Nie martwcie się, leci Oresznik”. Według „Ukraińskiej Prawdy” syreny nie zawyły. Dowództwo Sił Powietrznych stwierdziło, że aplikacja „prawdopodobnie została poddana wrogiemu oddziaływaniu” i zapewniło: „Żadnego zagrożenia radiacyjnego nie ma!”. Rzecznik Sił Powietrznych Jurij Ihnat podkreślił, że wojsko nie ogłaszało żadnych tego typu zagrożeń.

Twórcy aplikacji, opracowanej w 2022 roku przez firmy Ajax Systems i Stfalcon przy wsparciu Ministerstwa Transformacji Cyfrowej, przyznali, że doszło do „nieuprawnionej ingerencji”. Wyłączyli powiadomienia i zawiesili działanie programu. W nocy zaczęli go stopniowo przywracać, ale bez mapy celów. Ukraińska Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych zapewniła, że ogólnokrajowy system ostrzegania działa normalnie.

Ukraińskie władze obwiniają Rosjan, a w sieci pojawiły się wpisy przypisujące atak grupie podpisującej się „Hitcore”. Żadnej z tych wersji nie potwierdzono niezależnie. To kolejny epizod wojny w cyberprzestrzeni, która dotyka również Polskę. W ubiegłym roku pisaliśmy o średnio 300 rosyjskich cyberatakach dziennie.

Źródła

Oprac. na podstawie PAP i źródeł własnych.

Najnowsze