Strona głównaMagazynBliski Wschód przed nieuchronnymi zmianami

Bliski Wschód przed nieuchronnymi zmianami

-

- Reklama -

Wiadomości o mojej śmierci są przesadą. Tak powiedział znany amerykański pisarz Mark Twain na wieść o tym, że gazety pomyliły go z jego umierającym kuzynem. Niektórzy sądzą, że to samo chciałby teraz powiedzieć prezydent Donald Trump krytykom zarzucającym mu, że nie ma koncepcji zakończenia wojny z Iranem. Amerykanie nadal blokują porty irańskie, a jednocześnie doprowadzili do znacznego wzrostu dostaw ropy naftowej z Zatoki Perskiej, które osiągnęły niemal 80 proc. wolumenu sprzed okresu wojny, ale wraz z tym cena ropy naftowej tylko lekko drgnęła, obniżając się o ok. 1 proc.

Obecna strategia Trumpa polega na odblokowaniu cieśniny Ormuz, żeby zwiększyć dostawy ropy naftowej, obniżyć ich cenę i w ten sposób poprawić notowania Partii Republikańskiej w wyborach do Izby Reprezentantów i częściowych do Senatu, które odbędą się na początku listopada br. Wydaje się, że ta strategia nie przyniesie już sukcesu. Amerykanie przełamali irańską blokadę cieśniny Ormuz w Zatoce Perskiej, przez wytyczenie tam wąskiego kanału przejścia ochranianego przez okręty US Navy, co jednak nie oznacza stabilizacji.

- Reklama -

Analiza bieżącego stanu wskazuje, że Iran jest w coraz gorszej sytuacji. Ich zewnętrzne magazyny pustoszeją z szybkim tempie. Zewnętrzne magazyny pływające Iranu znajdują się w Azji Południowej i na tankowcach zacumowanych w irańskich portach. Zewnętrzne magazyny lądowe Iranu znajdują się chińskich portach. Te, które są poza Zatoką Perską, mają już bardzo mało ropy, a tankowce które są w Zatoce, są zapełnione, ale nie mogą wypłynąć. Eksperci szacują, że w połowie października wyczerpią się irańskie zapasy ropy poza Zatoką. Ponadto magazyny wewnętrzne, czyli na lądowym terytorium Iranu będą miały coraz mniejsze możliwości magazynowania tego paliwa, skoro ustał eksport. Brak wysyłki magazynowanej ropy to wstrzymanie wydobycia i kosztowna cena przywrócenia potem eksploatacji szybów. Niewykluczone, że Trump zdając sobie sprawę, że doprowadzony do ostateczności Iran może zdecydować się na wznowienie działań wojennych poprzez rakietowy i dronowy ostrzał cieśniny Ormuz oraz arabskich monarchii, zdecyduje się poluzować blokadę przynajmniej do listopadowych wyborów, żeby cena ropy naftowej nie wzrosła.

- Reklama -

Znacznie gorzej przedstawia się sytuacja z dostawami gazu ziemnego. Iran, który jest trzecim największym producentem gazu na świecie, jest zablokowany. Katar, który jest kluczowym dostawcą skroplonego gazu LNG, drugim na świecie, przez całe pół roku praktycznie nic nie wysyłał. Dostawy gazu z kataru zmniejszyły się o 96 proc. Dla nas, w Polsce ma to zasadnicze znaczenie, co zmusza nas do szczególnego interesowania się sytuacją na Bliskim Wschodzie, ponieważ ona ma podstawowy wpływ na aktualny stan naszych portfeli. Ostatni gazowiec z dostawą skroplonego gazu z Kataru dotarł do nas w marcu. Zapasy uzupełniamy dostawami z USA, ale od początku wojny koalicji amerykańsko-izraelskiej przeciw Iranowi cena gazu wzrosła o ca. 30 euro/MWh do 80 euro/MWh.

- Reklama -

Ostatnio zauważany jest na świecie nieznaczny wzrost dostaw gazu z Kataru, ale to nadal jest bardzo niski poziom w stosunku do okresu przed wojennego. Dalszy wzrost jest ciągle uzależniony od tego, co zrobi Iran. Jeśli wojna zostanie wznowiona to ceny przede wszystkim ropy naftowej, które już obecnie są wyższe według różnych badań przeciętnie o ok. 60 proc., w stosunku do stanu przedwojennego mogą wzrosnąć do 120/USD, a nawet według pesymistów do poziomu 150-200/USD. Sytuacja ta jest tym bardziej groźna, ponieważ sojusznicy Iranu, jemeńscy Huti uzyskali kontrolę nad wejściem na Morze Czerwone, co umożliwi im blokowanie tankowców i gazowców z paliwem wysyłanych do Europy. Skutki tej podwyżki odczuwamy na stacjach benzynowych, a wkrótce odczujemy wyraźnie poprzez wzrost cen artykułów konsumpcyjnych w sklepach. Perspektywy są obecnie raczej pesymistyczne niż optymistyczne.

Drugi front

Ze wszystkich sojuszników Iranu na Bliskim Wschodzie tylko Huti w Jemenie zachowali realną militarną zdolność wspomagania reżimu w Teheranie. Huti to związek jemeńskich plemion o charakterze polityczno-militarnym wyznających zajdyzm, jeden z nurtów islamu, klasyfikowany jako pośredni pomiędzy sunnitami i szyitami. Huti są rebeliantami, którzy walczyli w wojnie domowej w Jemenie i są w opozycji przeciw tamtejszemu rządowi. Ich podstawowym zamiarem jest ponowny podział Jemenu na dwa państwa. Przez lata byli uzbrajani przez Iran i dlatego dysponują militarną siłą, z którą nie może poradzić sobie armia Arabii Saudyjskiej wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt amerykański. To zaskakujące, ale trzeba pamiętać, że jest to wojna asymetryczna z partyzantami. Warto tu przypomnieć, że świetnie uzbrojona armia amerykańska nie potrafiła poradzić sobie z partyzantami Wietkongu i z partyzantką Talibów w Afganistanie. Ponadto amerykański sprzęt jest tak technologicznie skomplikowany, że dla pewnej części rekrutów saudyjskich stanowi trudną do pokonania różnicę cywilizacyjną. Dyskusyjne jest też, czy żołnierze saudyjscy chcą umierać za dynastię Saudów. Na pewno mają jakieś problemy z motywacją, ponieważ saudyjskie wojska lądowe w zasadzie nie walczą z Huti. Walkę prowadzą lokalne siły jemeńskie oraz najemnicy z Sudanu i z Pakistanu, a także najemni żołnierze kontraktowi. Warto też dodać, że na terenach kontrolowanych przez Huti mieszka ¾ ludności Jemenu. Są to obszary górzyste i stosunkowo zielone, a więc korzystne dla partyzantki.

Huti są bardzo cenni dla irańskich władz, ponieważ ze względu na ich geograficzne położenie (północno-zachodni Jemen) mają dostęp do Morza Czerwonego i mogą blokować cieśninę Bab al-Mandab będącą wejściem na to morze od strony Zatoki Adeńskiej i Oceanu Indyjskiego; mogą też ostrzeliwać tankowce na tym morzu i mogą rakietami ostrzeliwać Arabię Saudyjskiej, co obecnie czynią. W strategii Teheranu najważniejsze jest sparaliżowanie ruchów tankowców na wymienionym morzu, ponieważ wtedy wraz z irańską blokadą cieśniny Ormuz w Zatoce Perskiej ustałyby niemal zupełnie dostawy ropy naftowej i gazu ziemnego z Półwyspu Arabskiego. Huti rozpoczęli w tym celu ofensywę, zajmując strategiczne wyspy i wysepki na Morzu Czerwonym oraz portowe miasta i całe wybrzeże Jemenu nad tym morzem. Huti atakują również wojska rządowe, kierując się na Aden w celu opanowania tego największego portu Jemenu co umożliwi im wyjście na Ocean Indyjski. Rebelianci zaatakowali rakietami i dronami nie tylko saudyjskie Aramco, największą naftową firmę świata i jej ropociąg łączący saudyjskie pola naftowe z saudyjskimi portami na Morzu Czerwonym, ale też w pierwszej połowie października lotnisko w Rijadzie, gdzie jak wiadomo, zginęło kilkanaście osób, a kilkaset zostało rannych. Saudyjczycy lotnictwo atakuje i bombarduje Huti. To samo czynili, Amerykanie, ale potem zrezygnowali. Nieoficjalne informacje sugerują, że zawarli z nimi porozumienie w Omanie. Nie będą dokonywali dalszych nalotów w zamian za nieatakowanie amerykańskich okrętów. Huti jak na razie przyjęli dość realistyczną postawę. Ogłosili, że wcale nie blokują cieśniny Bab al-Mandab, z wyjątkiem statkówArabii Saudyjskiej. Nie ulega jednak wątpliwości, że mogą zastosować ten oręż, jeśli walki w Zatoce Perskiej zostaną wznowione.

Zmiany geopolityczne na Bliskim Wschodzie

Zapowiadane wycofanie się armii amerykańskiej z Iraku, zapowiadana likwidacja morskiej bazy US Navy w Bahrajnie, rozważana likwidacja amerykańskiej bazy w Jordanii, sojusz trzech sunnickich państw: Arabii Saudyjskiej, Turcji i Pakistanu, nadchodzące wybory w Izraelu bez gwarancji zwycięstwa prawicowej koalicji Netanjahu, konflikt Turcji z Izraelem, poszukiwanie przez państwa arabskie alternatywy dla słabnącego parasola amerykańskiego oraz blokowanie szlaków eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego, a także aktywizacja Chin w regionie składają się na zmieniającą się mapę wpływów i politycznych relacji na Bliskim Wschodzie. Te procesy mają jedną wspólną cechę, świadczą o słabnięciu wpływów Zachodu na Bliskim Wschodzie. USA zaczynają się politycznie wycofywać stamtąd, a Europa jest bezsilna i bezradna.

Nowy, tworzący się porządek nie oznacza bynajmniej pokoju, ale przetasowanie wpływów. Jeśli dotychczasowa wojna miała za cel zniszczenie władzy ajatollahów w Iranie, to kolejny etap tej wojny jest już starciem o ropę, a właściwe o jej swobodny eksport. Zachód, mimo że jest poważnie osłabiony, nie zrezygnuje z dostaw z Bliskiego Wschodu, a obecna sytuacja zmusi go do walki o nie.

Jeśli mimo zablokowania cieśniny Ormuz w Zatoce Perskiej ceny surowców energetycznych nie osiągnęły jeszcze poziomu katastrofy, jak przewidywano, to dlatego, że w czasie trwania wojny Izraela i USA z Iranem podjęto decyzję o uwolnieniu zapasów ropy naftowej. W marcu 2026 r. Międzynarodowa Agencja Energetyczna, do której należą kraje świata zachodniego, podjęła taką decyzję o uwolnieniu 400 mln baryłek ropy naftowej z rezerw strategicznych. Podobną decyzję podjęły Chiny, które jak się szacuje, mają zapasy ropy i innych surowców energetycznych wystarczające na rok pracy gospodarki.

Pierwszy front i jego ofiary

Wojna USA i Izraela z Iranem ogranicza się do wzajemnego ostrzeliwania się Amerykanów i Irańczyków. Straty ponoszą obie strony. Atakowane są ich bazy wojskowe i obiekty cywilne, ale głównymi ofiarami są monarchie Półwyspu Arabskiego: Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Katar, Kuwejt, Bahrajn oraz Arabia Saudyjska. One narażone są na ataki irańskich rakiet i dronów z racji posiadania na swoim terytorium baz amerykańskich oraz firm z tego państwa. Arabowie przewidywali taki scenariusz wojny i byli od początku jej przeciwni. Same straty wynikające z tych ostrzałów są nieporównywalne z podstawowymi stratami, którymi są:
– dramatyczny spadek eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego
– odpływ kapitału
– załamanie się turystyki
– zagrożenie realizacji swoich zobowiązań finansowych
– problem importu żywności

Kryzys zaufanie do Ameryki, która nie potrafiła obronić wymienionych monarchii przed atakami Iranu, jest tym większy, ponieważ USA wycofały system obrony przeciwrakietowej THAAD z ZEA do Izraela.

Arabowie szukają alternatywnych rozwiązań. Odmowa USA udzielenia militarnej pomocy w walce z Huti spowodowała, że Arabia Saudyjska zawarła sojusz z Turcją i z Pakistanem nazwany Sojuszem Obrony Mekki, o którym pisze się, chyba przedwcześnie, że będzie muzułmańskim NATO. Egipt zacieśnia natomiast relacje z Chinami, czego dowodem była wizyta przewodniczącego ChRL Xi Jinpinga w kraju we wrześniu br. Egipt, który jest w pewnym stopniu zależny od amerykańskiej pomocy wojskowej i finansowej, dywersyfikuje swoje relacje z supermocarstwami, nie chcąc być zależny od jednego z nich w czasach, gdy pozycja USA słabnie w regionie.

Stan obecny jest niewątpliwie przejściowy. Wynika on z amerykańskiej koncepcji wygaszania konfliktów w świecie i koncentrowaniu się na podstawowym celu, jakim jest rywalizacja z Chinami o dominację w świecie. Amerykanie złamali jednak zasadę swojej strategii i dali się sprytnemu Izraelowi wciągnąć do wojny, która nie jest ich podstawowym interesem. Izrael się, jak na razie, wycofał faktycznie z tej walki, pozostawiając USA z problemem. Ameryka chciałaby zakończyć ten konflikt nie mając chęci do jego kontynuowania. Przynosi on jej straty, w sytuacji, kiedy przeciwnicy je akceptują i wykazują wolę kontynuowania walki…

Najnowsze