Polacy niczym w słynnym eksperymencie Oldsa i Milnera ze szczurami weszli na ścieżkę spektakularnej samozagłady dokonywanej poprzez stymulację mózgowego ośrodka nagrody.
Czytelnikom, którzy nigdy o tym eksperymencie nie słyszeli śpieszę wyjaśnić, że w latach pięćdziesiątych naukowcy wszczepili grupie gryzoni do mózgów elektrody, które były połączone ze specjalnie wykonaną dźwignią. Każdy szczur, który naciskał dźwignię przekazywał w ten sposób do mózgu sygnał odczuwany w części odpowiedzialnej za wyrzut dopaminy, czyli związku odpowiadającego za poczucie satysfakcji. Okazało się, że szczury stały się z czasem tak bardzo skupione na tym, aby nieustannie odbierać przy pomocy dźwigni sygnał szczęścia, że całkowicie zlekceważyły podstawowe czynności fizjologiczne. Przestały się interesować jedzeniem i piciem, aż w końcu zdechły.
Przykro to stwierdzić, ale Polska jest już na etapie odpowiadającym końcowym fazom słynnego eksperymentu, o czym świadczy najlepiej dzietność na poziomie 1,1. Gdyby nawet jeszcze w tym roku dokonał się cud i dzietność wzrosłaby do poziomu 2,5 to i tak powrót do 38 mln mieszkańców zamieszkujących Polskę nastąpiłby dopiero ok. 2090 roku. Oczywiście, katastrofa demograficzna ma wiele różnych przyczyn, ale nie zmienia to faktu, że jako naród przerodziliśmy się w szczury naciskające wciąż dźwignię pobudzającą wyrzut dopaminy.
Uzależnieni bardziej niż inni
Wobec tak postawionej tezy można oczywiście poczynić zastrzeżenie, że na podobny problem cierpi cały świat, a w szczególności kraje leżące pod naszą długością i szerokością geograficzną. Niestety nie jest to prawda: Polska góruje nad innymi państwami w swoim dopaminowym uzależnieniu, o czym świadczą zarówno oficjalne dane, jak i dostępne każdemu proste obserwacje empiryczne.
Według badań OECD aż 40% polskich nastolatków spędza w Internecie co najmniej 5-6 godzin dziennie, podczas gdy światowa średnia wynosi 25%. Z informacji przedstawionych w Polskim Badaniu Internetu dorosły Polak spędza w Internecie tylko w czasie wolnym przeciętnie 3 godziny i 16 minut, a uwzględniając czas pracy aż 6 godzin i 30 minut. Oznacza to, że przeciętny Kowalski jest narażony na stymulację układu nagrody nawet godzinę dłużej niż przeciętny mieszkaniec Niemiec czy Francji.
Badania dotyczące korzystania z urządzeń cyfrowych są oczywiście nie w pełni miarodajne, ponieważ nie ma sposobu na adekwatne zmierzenie wszystkich aktywności związanych ze światem wirtualnym. Wystarczy jednak nawet pobieżna obserwacja Polaków w środkach komunikacji zbiorowej, instytucjach czy w życiu prywatnym, aby dostrzec jak wielki jest zakres uzależnienia od dopaminy.
Niewolnicy globalistycznego przemysłu
Polacy stali się w ostatnich latach prawdziwymi niewolnikami globalistycznego przemysłu uwagi, który opracował niezwykle wyrafinowane metody odciągania ludzkości od czynności służących przetrwaniu gatunku. Dotyczy to w szczególności pornografii, odpowiadającej za aż 38% całego pobierania danych w Internecie. W ubiegłym roku Polacy zajęli niechlubne 12. miejsce na świecie pod względem liczby użytkowników na należącym do żydowskich właścicieli Pornhubie, choć pod względem liczby ludności nasz kraj zajmuje dopiero 42. miejsce.
Każdy Polak, o ile tylko nie patrzy akurat w swój smartfon, zauważa z łatwością w czasie podróży zagranicznych, że znane mu nad Wisłą przyspawanie do sprzętów cyfrowych nie jest tak bardzo wszechogarniającym zjawiskiem. Wydaje się niestety, że to właśnie my w sposób szczególny staliśmy się podatni na stymulację ośrodka nagrody, na co znaczny wpływ ma kultura wiecznego dorabiania się i doganiania pod względem materialnym krajów zachodnich.
Dorabianie się to świetna sprawa, ale w Polsce ubocznym efektem tego zjawiska stało się drastyczne zaniedbywanie przez ojców obowiązków rodzinnych. Rozmaite teorie odwołujące się do teorii walki klas, na czele z tzw. red pillem, sugerują mężczyznom, że stali się ofiarą kobiet żyjących w świecie z Instagrama. Kobiety nie są oczywiście bez winy, ale to mężczyźni masowo pozwalają dziś na to, aby ich dzieci (i kobiety) stawały się szczurami naciskającymi wciąż dźwignię pobudzającą ośrodek nagrody w mózgu. To mężczyźni, którzy powinni teoretycznie być głowami rodzin dla większego świętego spokoju cedują obowiązek wychowania i kształtowania swoich bliskich na świat cyfrowy.
Nierzadko mężczyźni twierdzą, że są zwolnieni z nadmiernego angażowania się w sprawy wychowawcze, ponieważ sami wychowywali się spędzając całe dnie z kolegami na ulicy czy boisku gdy ich rodzice musieli w tym czasie dużo pracować. To prawda, ale jeszcze 20 lat temu nie było tak silnego globalistycznego przemysłu uwagi przekształcającego młodych w autodegradujące się szczury. Przyzwalanie na to, aby dzieci wychowywały się dziś głównie przy pomocy smartfona i rówieśników to najprostsza droga do spektakularnej katastrofy całego narodu.
Wpuszczeni kanał
W ostatnim czasie media w Polsce żyły sprawą morderstw i ataków dokonywanych w szkołach przez uczniów. Przyczyn tego zjawiska jest oczywiście wiele, lecz najważniejszym jest bez wątpienia przekształcenie polskiej młodzieży w populację szczurów z eksperymentu Oldsa i Milnera. Zbędne jest tu doszukiwanie się spisków i prowokacji; wystarczy zadać sobie trochę trudu, aby zagłębić się w treści, z którymi obcują na co dzień młodzi nawet na najbardziej popularnych serwisach społecznościowych i komunikatorach.
Polacy zostali wpuszczeni w kanał wiecznego dorabiania się i doganiania bogatego Zachodu. Po 1989 r. miała się przed nami otworzyć historyczna szansa na doścignięcie „kapitalistycznego” Zachodu po latach sowieckiej nędzy. Im więcej jednak Polacy biorą na siebie pracy i im bardziej starają się zdobyć uznanie bogatych sąsiadów, tym mniej mają czasu na normalne życie, rodzinę i wychowanie. Jeszcze dwie, trzy dekady temu pracujący intensywnie rodzice mogli przynajmniej liczyć na wsparcie swoich rodziców, lecz dzisiejsi seniorzy najczęściej również sami stali się szczurami z eksperymentu.
I gdy już prawie wydawało się, że osiągnięcie celu jest bardzo bliskie okazuje się, że zamiast spodziewanej nagrody w postaci silnej i zamożnej Polski nadchodzą chude lata. Popełniono już zbyt wiele błędów, aby możliwe było szybkie podniesienie się z upadku. Polacy mogą być mistrzami w politycznych memach, gigantami ciętej riposty na portalu X i tworzyć tysiące niepoprawnych politycznie kanałów na Yotubie, ale wszystko to może nie mieć wkrótce żadnego znaczenia wobec realnie grożącego nam braku nowych użytkowników.


