Wicemarszałek Sejmu i jeden z liderów Konfederacji Wolność i Niepodległość Krzysztof Bosak odniósł się do rządowego projektu ustawy o środkach ograniczających, który otrzymał nr druku sejmowego 3003. Wskazał na szereg zagrożeń, jakie niosą ze sobą proponowane rozwiązania i ocenił, że jest to bubel prawny. 5 listopada o godz. 16 przed Sejmem planowana jest pikieta przeciwko tym przepisom!
Mówiąc o możliwych ograniczeniach swobody wypowiedzi oraz własności prywatnej, Bosak wskazał, że „to są wartości, które jako Ruch Narodowy, jako Konfederacja bardzo zdecydowanie bronimy, bardzo konsekwentnie od bardzo wielu lat”.
– Udało nam się już odrzucić wiele aktów prawnych, które zagrażały i wolności wypowiedzi i swobodzie debaty, i rozpowszechnianiu informacji. Właściwie można by powiedzieć, że istniejemy jako siła polityczna, dlatego że udało się te cenzorskie zapędy sparaliżować – dodał. Jak mówił, „nie są zaskoczeni” tym, że w polskim Sejmie pojawił się kolejny taki projekt – druk nr 3003.
Polityk podkreślił, że ustawa ta „oficjalnie służy wdrożeniu unijnych przepisów, dotyczących sankcji”. – W rzeczywistości zawiera ogromną liczbę przepisów bardzo groźnych, nie mających nic wspólnego z unijnymi wymaganiami i po prostu nawymyślanych w polskiej administracji, w rządzie, zmierzających do tego, żeby ministerstwo spraw wewnętrznych stało się i regulatorem życia gospodarczego i swobody, wolności słowa – wskazał.
Podkreślił, że w art. 4 projektu „pojawiają się przesłanki do stosowania tzw. środków ograniczających”. – Te środki ograniczające mogą brzmieć niewinnie, ale najpoważniejsze z nich to 12 lat więzienia albo 20 mln zł kary – zastrzegł.
– Za co? Za naruszanie sankcji – a więc wpis na listę sankcyjną i prowadzenie działalności gospodarczej – ale także za prowadzenie tzw. ingerencji w przestrzeń informacyjną. I konia z rzędem temu, kto jest w stanie pokazać, gdzie przebiega różnica pomiędzy ingerencją w przestrzeń informacyjną a udziałem w debacie politycznej czy społecznej, prowadzeniem kampanii społecznych albo po prostu prowadzeniem kampanii marketingowych – podkreślał.
Niejasne przepisy
Przypomniał też, że w pierwszej wersji projektu ustawy nie było żadnych definicji, a później pojawiły się, ale są „niezwykle ogólne”. Bosak ocenił, że projekt zawiera „tak wiele ogólnikowych i niesprecyzowanych terminów, że właściwie całą tę ustawę należałoby nazwać bublem prawnym”.
Wicemarszałek Sejmu przytoczył też szereg niepokojących fragmentów projektu. – Okazuje się, że np. w ustawie jest napisane, że samo prawdopodobieństwo wykorzystania środków finansowych może być podstawą do reagowania przez MSWiA albo np. ocena, że coś mogłoby być na korzyść lub w interesie innych państw, objętych w tym wypadku sankcjami – czytał.
– Kto ma to oceniać i na jakiej podstawie? – pytał. Wskazywał też na sformułowania o „demokracji” i „praworządności”. – Znamy doskonale te sformułowania z wcześniejszych sporów z Unią Europejską. My nie możemy zgodzić się na przepisy, które są tak ogólne i prowadzą do tak radykalnych konsekwencji, jak ograniczanie możliwości udziału w debacie publicznej czy możliwości prowadzenia w ogóle działalności prasowej – wskazał.
– I żeby było jasne, chcę to powiedzieć bardzo wyraźnie, my faktycznie w Polsce mamy problem z zagranicznym wpływem na naszą debatę i na naszą przestrzeń informacyjną. Ten zagraniczny wpływ to nie tylko agenturalne operacje wpływu, prowadzone przez Rosję czy Białoruś, to także operacje prowadzone przez inne państwa, to także kampanie finansowane przez fundusze z USA czy z Brukseli, wpływające na naszą debatę – czy to w sprawach środowiskowych czy w sprawach politycznych, ideologicznych. To także zagraniczne finansowanie np. rozwoju islamu. Te wszystkie rzeczy powinny być na gruncie naszego przepisu prawa co najmniej poddane kontroli, a w niektórych przypadkach zakazane – ocenił, dodając, że wiążą się one często z zagranicznym finansowaniem.
– Problem jest taki, że w ustawie 3003 nic na ten temat nie ma powiedziane. W tej ustawie jest jedynie bardzo radykalny zbiór kar, mający na celu wdrożyć do Polski unijny porządek cenzury a nie ustanowienie ochrony autonomii naszej debaty i naszej demokracji, i naszej przestrzeni informacyjnej przed wszystkimi wpływami zagranicznymi czy choćby przed wszystkimi niejawnymi operacjami informacyjnymi – powiedział.
Bosak ocenił rozwiązania proponowane przez rząd jako „zupełnie wadliwe, bardzo groźne, bardzo niebezpieczne, także niekonstytucyjne, wyłączające realną kontrolę sądową, sprowadzające ją do całkowitej fikcji”. – My się na takie groźne bzdury nigdy nie zgodzimy – oświadczył, dodając, że ci, którzy je przygotowali „właściwie powinni zniknąć ze wstydu, bo jest to tak zły projekt i tak groźny”.
Przypomnijmy, że 5 listopada przed Sejmem planowana jest pikieta przeciwko tym przepisom, organizowana przez środowisko „Najwyższego Czas-u!”. Rozpocznie się ona o godz. 16.00.
Rząd otwarcie chce ręcznie regulować zakres wolności gospodarczej i wolności słowa. Projekt ustawy o środkach ograniczających (druk 3003) wprowadza radykalny katalog kar między innymi za „ingerencję w przestrzeń informacyjną” – do 20 mln zł i 12 lat więzienia. Forsowane przepisy dają szefowi MSWiA narzędzie do zamrażania pieniędzy i majątku na podstawie nieostrych przesłanek. To otwiera drogę do finansowego paraliżowania niewygodnych firm i środowisk. Jednocześnie rzeczywisty zagraniczny wpływ na polską politykę i debatę publiczną we wspomnianej ustawie jest pominięty.
— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) October 28, 2026


