Strona głównaWiadomościPolskaFiałek chce 4 tys. zł za dzień pracy. Ks. Gniadek SVD: Cena...

Fiałek chce 4 tys. zł za dzień pracy. Ks. Gniadek SVD: Cena nie zależy od ciężkich studiów, tylko od użyteczności

-

- Reklama -

Ks. Jacek Gniadek SVD odniósł się do postulatu Bartosza Fiałka, że zarabianie w przychodni 4 tys. zł dziennie to nie są duże pieniądze. Przytoczył nauczanie katolickiej Szkoły z Salamanki z XVI wieku w kwestii zarobków i cen.

Bartosz Fiałek, przytaczany jako autorytet w czasie Wielkiej Histerii, znany jako zwolennik zamordyzmu i szprycowania ludzi ogłosił ostatnio, że oczekuje 4 tys. zł brutto za dzień pracy w przychodni. Jego zdaniem, to nie są żadne wielkie pieniądze. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.

Wypromowany podczas pandemii lekarz Fiałek chciał 4 tysiące złotych dziennie. Przekonuje, że to nie jest dużo

- Reklama -

Do sprawy odniósł się ks. Jacek Gniadek SVD. Zapytał, czy 4 tys. zł za dzień pracy w szpitalu to dużo. Następnie przytoczył nauczanie katolickiej Szkoły z Salamanki z XVI wieku, gdyż „katolicka nauka społeczna dzisiaj nie potrafiłaby na to pytanie odpowiedzieć”.

„Szkoła ta odrzuca pogląd, że wartość i sprawiedliwa cena wynikają przede wszystkim z nakładu pracy, kosztów produkcji czy 'wysiłku’. Dla nich sprawiedliwa cena to przede wszystkim wspólna, rynkowa ocena rzeczy w danym miejscu i czasie. Wartość rzeczy nie zależy od jej natury ani od tego, ile pracy włożył sprzedawca, lecz od oceny ludzi (nawet jeśli ta ocena jest 'naiwna’)” – napisał kapłan.

Przytoczył też opinie teologów, którzy zajmowali się również ekonomią, że „kto mierzy sprawiedliwą cenę wyłącznie pracą, kosztami i ryzykiem – popełnia duży błąd”.

„Cena rynkowa powstała w warunkach wolnej konkurencji, bez oszustwa, przymusu i monopolu, jest ceną sprawiedliwą. Cena rynkowa nie zależy więc od ciężkich studiów, tylko od użyteczności. Cenę szacuje rynek, a nie jedna osoba arbitralnie” – stwierdził ks. Gniadek SVD.

„Salamankańczycy byli w tym prekursorami subiektywnej teorii wartości – na długo przed szkołą austriacką. Jednocześnie nie byli anarchokapitalistami. Dopuszczali cenę legalną (ustaloną przez władzę), ale tylko wtedy, gdy mieści się w granicach ceny naturalnej (rynkowej). Władca (rząd, NFZ) nie może znać dokładnej sprawiedliwej ceny (za dużo okoliczności konkretnych), więc interwencja powinna być ostrożna i tylko w sytuacjach krytycznych. Monopole, zmowy i nadmierne podatki uważali za sprzeczne z dobrem wspólnym” – kontynuował.

Następnie ocenił, że przedstawiciele tej szkoły uznaliby, iż „NFZ nie jest rynkiem”.

„To monopson (jeden dominujący płatnik, który ustala administracyjne taryfy i kontrakty). Ceny usług i de facto stawki dla lekarzy nie powstają więc w Polsce z wolnej, wzajemnej wyceny wielu kupujących i sprzedających, tylko z decyzji urzędniczych i politycznych kompromisów. Według logiki katolickiej Szkoły z Salamanki argument 'należy mu się, bo ciężkie studia i odpowiedzialność’ jest laborystyczny i niewystarczający – to nie ustala sprawiedliwej ceny. Sprawiedliwa stawka powstaje wtedy, gdy pacjent (lub konkurujący płatnicy) dobrowolnie płaci to, co jest gotów zapłacić za daną użyteczność w warunkach konkurencji. System, w którym jedna instytucja dyktuje warunki, a lekarz nie może swobodnie konkurować ceną i jakością, zaburza wspólną wycenę rynkową” – podkreślił.

Kapłan wyjaśnił, że obecny „układ mieszany generuje ceny (i wynagrodzenia), które nie są w pełni sprawiedliwe w sensie Szkoły z Salamanki”, gdyż są administracyjne. W skrajnych sytuacjach, np. epidemii przedstawiciele katolickiej Szkoły z Salamanki „dopuszczaliby czasową interwencję”, lecz „nie permanentny monopol płatnika”.

Następnie stwierdził, że aby urynkowić rynek lekarzy „należałoby przede wszystkim zmniejszyć monopson NFZ, czyli pozwolić na realną konkurencję płatników”.

„Wtedy stawka 4000 zł za dzień (czy jakakolwiek inna) przestaje być 'żądaną od szpitala’ i staje się po prostu rynkową ofertą – ktoś ją zaakceptuje albo nie, w zależności od użyteczności, jaką pacjent lub płatnik jej przypisuje” – wyjaśnił kapłan.

„Salamanka byłaby dzisiaj po stronie tych, którzy mówią: 'to rynek ustala, a nie subiektywne poczucie zasługi’. Układ z NFZ w obecnym kształcie oceniliby jako mieszany i niedoskonały – lepiej go otworzyć na wolną wycenę niż bronić administracyjnych stawek argumentem 'ciężkich studiów i ciężkiej pracy’. Salamanka byłaby za zachowaniem minimum publicznego systemu ochrony zdrowia dla dobra wspólnego, ale nie powinno ono niszczyć mechanizmu rynkowego w reszcie” – zaznaczył.

„Na cenę ma wpływ także reputacja lekarza. Jeśli przez swoje zachowanie w czasie COVID-u Bartosz Fiałek stracił zaufanie, to ludzie przestaną do niego chodzić. Spowoduje to spadek popytu na jego usługi, wspólna ocena rynkowa się zmieni i sprawiedliwa cena jego konsultacji naturalnie spadnie. To zwykły mechanizm rynkowy, a nie ocena moralna. Rynek reaguje na informacje o użyteczności i reputacji. Nie ma w tym nic 'nielegalnego’ z ich punktu widzenia – o ile informacja nie jest kłamstwem ani oszustwem. To nie jest 'wymuszenie’ w sensie przymusu, tylko klasyczna zmiana popytu przez ujawnienie faktów. Rynek sam dostosowuje cenę” – podsumował ks. Jacek Gniadek SVD.

Najnowsze