To, że minister Paulina Hennig-Kloska i jej zastępczyni Urszula Zielińśka są opętane fałszywą ideologią klimatyzmu, wiemy od dawna. Jednak najwyraźniej ta choroba nie mija, ale szybko postępuje. Teraz Ministerstwo Klimatu i Środowiska postanowiło uczyć Polaków nowego języka polskiego – pokazują nam co wolno, a czego nie wolno mówić.
Trwa gigantyczna katastrofa ekologiczną na rzece Bóbr. W wyniku opróżniania zbiornika Pilchowice na rzece Bóbr doszło do masowego śnięcia ryb i uwolnienia historycznych, toksycznych osadów dennych. Uśmiechnięty rząd Donalda Tuska i Ministerstwo Klimatu i Środowiska nabrali wody w usta.
Najwyraźniej minister Hennig-Kloska i wiceminister Zielińska uznały, że teraz to jest dobra demokratyczna katastrofa i nie ma powodu się odzywać. Za to słusznym powodem żeby pouczać Polaków jest ich ojczysty język i stare jak świat związki frazeologiczne.
Na facebookowym profilu MKiŚ opublikowano post z grafikami, pokazujący czego mamy nie mówić w kontekście wilków.
- Mamy nie mówić: człowiek człowiekowi wilkiem, bo „takie stwierdzenia obarczają wilki odpowiedzialnością za ludzkie zachowanie.”
- Mamy nie mówić: wilczy apetyt, bo „to stygmatyzowanie zdrowej relacji z jedzeniem.”
- Mamy nie mówić: „wilczy bilet, bo to „przypisywanie wilkom negatywnych konsekwencji społecznych.”
- Mamy nie mówić: wilk w owczej skórze, bo „to utrwalanie stereotypu, że wilk zawsze ma złe intencje.”
Niestety to nie jest żart, to poziom umysłowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska z Pauliną Hennig-Kloską i Urszulą Zielińską na czele. Ręce opadają… Zamiast zajmować się katastrofą ekologiczną na rzece Bóbr te oszalałe panie będą teraz zmieniać język polski i powszechnie stosowane od wieków związki frazeologiczne, najbardziej polskie z polskich elementów naszego języka. Zapamiętajmy te twarze, żeby nigdy więcej nie powtórzyć tego błędu.

Kto żyje w Polsce, ten się w cyrku nie śmieje…
