Papież Leon XIV w encyklice „Magnifica Humanitas” daje naprawdę mocny wykład z katolickiej nauki społecznej. Przypomina cztery podstawowe zasady – godność osoby ludzkiej, dobro wspólne, pomocniczość i solidarność – broni własności prywatnej jako fundamentu godności i wolności oraz mocno podkreśla zasadę pomocniczości, jasno odrzucając paternalistyczne państwo. Dokument pięknie pokazuje, że państwo ma szanować wolność człowieka, wspierać go i chronić, a nie zastępować ani kontrolować. To wartościowy, tradycyjny głos Kościoła, zakorzeniony w najlepszej tradycji społecznej.
Jednak, gdy autor encykliki przechodzi do tematu sztucznej inteligencji, ton wyraźnie się zagęszcza. Technologia i postęp mają służyć człowiekowi – to oczywiste i słusznie podkreślone. Jednocześnie Leon XIV trafnie dostrzega realne niebezpieczeństwa: utratę kontroli nad własnym życiem, masową manipulację, dezinformację, erozję ludzkiej tożsamości oraz nowe, subtelne formy zniewolenia. Właśnie dlatego wzywa do „rozbrojenia AI” – wyjęcia tej potężnej technologii z logiki czystej dominacji, rywalizacji i władzy.
W tym miejscu pojawia się jednak kluczowe pytanie: kto ma tego rozbrojenia dokonać? Encyklika sama przyznaje, że AI nie powstało z inicjatywy państw – motorem rozwoju były podmioty prywatne. Papież pisze wprost: „Niegdyś to przede wszystkim państwa prowadziły i ukierunkowywały innowacje”. Dziś dynamika jest inna – technologia w dużej mierze wymknęła się spod kontroli państw. W konsekwencji autor encykliki opowiada się za aktywną rolą państwa i wspólnoty międzynarodowej w regulacji oraz moralnym „rozbrajaniu” AI. Jednak ta odpowiedź nie przekonuje w pełni. Skoro państwa nie stworzyły tej technologii i nie są w stanie nadążyć za jej rozwojem, to jak skutecznie i mądrze mają ją teraz rozbroić?
Historia i ekonomia dają tu jasną, przekonującą odpowiedź. Nie regulacje i nie państwo są głównym źródłem wynalazczości i kreatywności. Kluczem jest kultura i wolność. Deirdre McCloskey w „Burżuazyjnej godności” pokazała to w sposób niezwykle przekonujący: wielki skok gospodarczy od 1800 roku nie wziął się z państwowego ukierunkowywania, lecz z głębokiej zmiany retoryki społecznej – gdy burżuazji, wynalazcom i przedsiębiorcom nadano godność, prawo do ryzyka, szacunek i możliwość korzystania z owoców swojej twórczej destrukcji. To właśnie burżuazyjna godność i wolność eksperymentowania, a nie centralne planowanie, przynoszą prawdziwe, przełomowe innowacje.
Propozycja Milei dla AI
Taką właśnie drogę zaproponował Javier Milei. Prezydent Argentyny w artykule opublikowanym w „Financial Times” postawił sprawę jasno: AI to narzędzie, a nie nowa istota. Nie nadajemy mu duszy ani praw. Potrzebujemy wolności i jasnych ram odpowiedzialności. Jego recepta zakłada minimalną regulację na starcie, wprowadzenie nowej kategorii prawnej non-human corporation (spółki w pełni zarządzane przez AI z ograniczoną odpowiedzialnością) oraz niskie podatki i elastyczne zasady.
Milei nie boi się ryzyka, ponieważ wie, że ciężkie regulacje nie tylko zduszają postęp, ale przede wszystkim wzmacniają Goliatów – tych, którzy mają armie prawników, lobbystów i kapitału. Chce realnie dać szansę Dawidom: małym zespołom, open-source’owcom, indywidualnym wynalazcom i twórcom. Więcej wolności oznacza więcej konkurencji i lepsze, naturalne rozbrojenie AI przez rozproszenie mocy.
Realizm zamiast strachu
Ryzyka, takie jak masowe oszustwa, autonomiczna broń czy deepfake’i, są realne i poważne. Sztuczna inteligencja je wzmacnia, ponieważ dramatycznie ułatwia skalowanie ataków, manipulację opinią publiczną i dezinformację na masową skalę. Jednak najlepszym sposobem na ich ograniczenie nie jest prewencyjna biurokracja, lecz zwykłe prawo karne i cywilne. Odpowiedzialność powinna spadać bezpośrednio na właścicieli i twórców systemów. Zamiast tworzyć skomplikowane regulacje, które w praktyce chronią już dominujących graczy, wystarczy jasna reguła: kto tworzy lub kontroluje narzędzie – ten odpowiada za szkody, które ono wyrządza. To nie jest brak etyki. To realizm oparty na rzeczywistej naturze dzisiejszej technologii, lekcjach historii i zasadach wolności gospodarczej. Takie podejście mieści się też w zasadzie pomocniczości, o której pisze Leon XIV – państwo powinno wspierać oddolne inicjatywy i chronić godność człowieka, a nie zastępować prywatną kreatywność centralną kontrolą.
Tymczasem kilka dni po publikacji encykliki premier Kanady Mark Carney odbył telefoniczną rozmowę z papieżem Leonem XIV. Carney „przyjął przewodnictwo papieża” w dziedzinie AI i publicznie zadeklarował, że Kanada chce przewodzić światu w „odpowiedzialnym rozwoju” tej technologii. Nic dziwnego. Encyklika nie zawiera wyraźnego i mocnego ostrzeżenia przed CBDC – czyli walutą cyfrową banku centralnego – która może stać się narzędziem totalnej inwigilacji, geofencingu i behawioralnej kontroli.
Właśnie w tym kontekście ujawnia się pewna istotna luka w diagnozie encykliki. Papież mocno uderza w zagrożenia płynące od korporacji technologicznych, praktycznie pomija jednak najpotężniejszy mechanizm kontroli naszych czasów – system bankowo-państwowy. Zamiast tego encyklika krytykuje kryptowaluty, nie dostrzegając ich roli jako potencjalnej zdecentralizowanej tarczy przed monopolistyczną władzą państwa. W efekcie technokraci tacy jak Carney mogą czuć się całkowicie bezpiecznie – papieska etyka idealnie im pasuje, dopóki nie zagraża ich wizji sovereign AI i programowalnego pieniądza.
Papież dostrzega ryzyko masowego wypierania pracy przez AI i dopuszcza pomoc doraźną, nie poddaje jednak wprost krytyce idei UBI (bezwarunkowego dochodu podstawowego) jako systemowego rozwiązania dla tych, którzy – według Yuvala Noaha Harariego – mogą stać się „zbędni” w erze sztucznej inteligencji. Jest to szczególnie niepokojące, ponieważ UBI jako mechanizm państwowy grozi powstaniem nowej formy uzależnienia od centralnej władzy oraz otwarciem drzwi do programowalnej kontroli ekonomicznej.
W efekcie encyklika akcentuje przede wszystkim zagrożenia ze strony prywatnych korporacji, nie podkreślając z równą siłą konkretnych niebezpieczeństw płynących od państwa w erze AI.
To nie jest incydentalne pominięcie. Taka perspektywa wpisuje się już w szerszą tradycję współczesnego nauczania społecznego Kościoła. Od ponad stu lat żaden papież nie odważył się dotknąć wprost fundamentalnego problemu współczesnego systemu monetarnego: kreacji pieniądza z niczego, rezerwy cząstkowej, długu jako narzędzia władzy oraz fiat money – pieniądza bez realnego pokrycia. Papież kolejny raz pokazuje kajdany na ciele górnika i na smartfonie nastolatka, ale nie chce dotknąć kajdan na portfelu zwykłego człowieka. I właśnie dlatego wielu ma wrażenie, że w tej sprawie magisterium społeczne Kościoła wciąż powiedziało za mało.
Potrzebujemy Dawida
Dawniej Kościół mówił o tym wprost. Średniowieczny myśliciel Mikołaj Oresme w traktacie „De Moneta” jednoznacznie potępiał dodawanie miedzi do złota przez władców jako grzech i formę kradzieży – ponieważ osłabiało siłę nabywczą pieniądza i okradało poddanych. Władcę, który dopuszczał się takich czynów, nazywał tyranem.
Watykan zaprosił na prezentację encykliki Christophera Olaha z Anthropic – jednego z największych Goliatów. Niektórzy komentatorzy uznali to posunięcie za niefortunne. Firma Anthropic, która aktywnie lobbuje za surowymi regulacjami państwowymi, chętnie wykorzystała wizytę w Watykanie, by zaprezentować się jako „etyczny lider” branży. Dawid open-source’u, lokalnych modeli, blockchainu i prawdziwej decentralizacji pozostał na zewnątrz. Zabrakło proroczego wymiaru: jasnego, odważnego wskazania, że prawdziwą tarczą przeciw zniewoleniu nie jest więcej regulacji i biurokracji, lecz więcej wolności, więcej własności prywatnej i więcej oddolnej, twórczej kreatywności.
Papież słusznie alarmuje. Diagnoza zagrożeń jest celna i potrzebna. Ale terapia nie może być wyłącznie defensywna i ostrożna. Potrzebujemy Dawida – kultury burżuazyjnej godności, odwagi wolności eksperymentowania i ludzi gotowych budować technologie, które realnie służą suwerenności każdej osoby. Technologia może być nie tylko nową Wieżą Babel, ale i technologiczną Pięćdziesiątnicą – narzędziem, przez które rozlewają się dary wolności i godności.
Czas pokazać, po czyjej stronie naprawdę stoi Kościół w obronie godności każdego człowieka – ponad interesami zarówno wielkich korporacji, jak i biurokratów.
