Strona głównaGŁÓWNYJeszcze więcej cenzury. "Wzmocnienie walki z nienawiścią w Internecie"

Jeszcze więcej cenzury. „Wzmocnienie walki z nienawiścią w Internecie”

-

- Reklama -

Projekt ustawy o zwalczaniu antysemityzmu i rasizmu zostanie przedstawiony na Radzie Ministrów rządu Francji 1 lipca. Ma „na celu przede wszystkim wzmocnienie walki z nienawiścią w Internecie”. Przekładając z „poprawnego” na „nasze”, chodzi o wprowadzanie kolejnych elementów cenzury.

Za projektem ustawy stoi Minister ds. Zwalczania Dyskryminacji Aurore Bergé. Projekt ustawy ma na celu nie tylko zaostrzenie przepisów dotyczących np. „negowania Holokaustu”, ale i kar, w tym pozbawienia wolności, za niektóre treści uznane za „dyskryminację”. Tu trzeba dodać, że projekt ustawy zawiera między innymi przepisy rozszerzające definicję negacji Holokaustu. Ten projekt ma zastąpić „zamrożony” tekst wcześniejszej ustawy przygotowanej przez inną deputowaną partii Macrona – Caroline Yadan.

- Reklama -

Minister Berge mówi wprost, że to ustawa pod przyszłoroczne wybory: „Ten tekst /ustawy/ będzie stanowił absolutnie niezbędny republikański i jednoczący sygnał na rok przed wyborami prezydenckimi”. Projekt ustawy składa się z 10 artykułów i np. rozszerza możliwości wnoszenia pozwów cywilnych przez „stowarzyszenia walczące z rasizmem i antysemityzmem”. Przewiduje zaostrzenie kar za najpoważniejsze przestępstwa, czyli antysemityzm, rasizm, negacjonizm i gloryfikację zbrodni wojennych, zbrodni przeciwko ludzkości” i ogólnie „za mowę nienawiści”. Daje prokuraturze możliwość „zatrzymania i aresztowania recydywistów szerzących akty nienawiści”.

Te zmiany to mała rewolucja, bo trzeba zauważyć, że we Francji obowiązuje do dziś ustawa o wolności prasy z… 1881 roku. Wówczas jednak takie „zbrodnie” jak „rasizm, antysemityzm, homofobia” nie były jeszcze znane.

Krajowe Centrum Walki z Nienawiścią w Internecie (PNLH) wspiera ustawę i twierdzi, że „nienawiść w Internecie – czy to o standardowym antysemickim, rasistowskim czy homofobicznym charakterze – podsycana jest mentalnością tłumu i coraz bardziej nieskrępowanymi pytaniami”. „Nieskrępowane pytania” to rzeczywiście zbrodnia…

Warto zauważyć, że ustawa bynajmniej nie chroni np. chrześcijan, ale już islamofobia znajduje się na liście ochronnej. Regulacje mają też pozwolić na „natychmiastowe usuwanie lub blokowanie” treści uznanych za kontrowersyjne. Biorąc pod uwagę, że nowe prawo może wejść w czasie kampanii wyborczej, wygląda to na przygotowanie „knebla” dla niewygodnych kandydatów.

Na tym nie koniec legislacyjnej aktywności minister ds. równości. Aurore Bergé zapowiada, żeprojekt innej ustawy ramowej zostanie przedstawiony pod koniec listopada i ten ma lepiej chronić „prawa kobiet”. Żądanie takie pojawiło się ze strony organizacji feministycznych po tragedii zabitej 11-latki Lyhanny. Mordercą był drapieżnik seksualny, który powinien siedzieć, ale dzięki pobłażliwości systemu prawnego, przebywał nadal na wolności. Prawica chce tu reformy samego systemu, a lewica wspiera zmiany punktowo, w kierunku poszerzania „praw kobiet”.

AFP też w roli cenzora

Francuska Agencja Prasowa (AFP) zajmuje się m.in. oceną rzetelności informacji także w Polsce. Facebook nawiązał współpracę z Agence France Press, aby ta sprawdzała informacje pojawiające się w polskiej wersji serwisu oraz identyfikowała materiały typu „fake news”. Francuska agencja była pierwszym tego typu „weryfikatorem” zaangażowanym przez Facebook na naszym rynku.

Mieli być obiektywnym weryfikatorem informacji, ale faktyczne podejście agencji AFP coraz mocniej ewoluuje w kierunku bycia cenzorem „niepoprawnych politycznie” wiadomości. Dział weryfikacji faktów agencji opublikował np. 5 czerwca, obszerny artykuł, skupiając się na wzroście krytycznego dyskursu wokół imigracji i ocenił, że pojawiają się „błędne interpretacje” oficjalnych statystyk.

Artykuł dotyczył przede wszystkim Obserwatorium Imigracji i Demografii (OID), kierowanego przez Nicolasa Pouvreau-Montiego. Według dziennikarzy agencji AFP ten podmiot przyczynia się do „rozprzestrzeniania alarmistycznej narracji o zalewie migrantów”. AFP powoływała się na opinie kilku demografów, którzy są jednak od dawna stronniczy. Miało to wykazać, że Francja w żadnym wypadku nie jest „zalewana migrantami”. Owi specjaliści stwierdzili, że problemem nie są same alarmistyczne liczby, lecz ich interpretacja, którą uważają za stronniczą.

Okazuje się, że niektóre opracowania statystyczne, mimo że oparte na oficjalnych danych (Insee, SSMSI), „tworzą mylące wizualizacje”, że pojawiła się „strategia rozpowszechniania w mediach społecznościowych uproszczonych wykresów”, a wizualizacje przyczyniają się do wspierania idei „migracyjnego przesilenia”. Wzrost imigracji w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat jest oczywistością, co AFP przyznaje, ale kwestionuje tezę o „przesileniu”. Okazuje się, że chociaż podawanie danych jest akceptowane, to już ich oczywista interpretacja jest „be”. Agencji nie podoba się też, że niektóre badania i publikacje udostępniane w mediach społecznościowych pokazują, że we Francji liczba legalnych imigrantów wzrosła ze 120 tys. rocznie w latach 90. i 2000 do prawie 320 tys. w 2023 roku. Takie są fakty i nastąpiło wyraźne przyspieszenie zjawiska imigracji. Nowi cenzorzy z AFP zdają się jednak być zwolennikami słynnego powiedzenia, że jeśli fakty nie potwierdzają ich „poprawnych politycznie” teorii, to „tym gorzej dla faktów”.

Ich zdaniem jest to „udawanie pewnej formy obiektywizmu i wykorzystywanie statystyki do podsycania narracji o nadmiarze i zalewie migracyjnym”. Przedstawianie statystyk to podobno „bardziej wyrafinowany niż wcześniej” sposób „wzmacniania pejoratywnego dyskursu na temat imigracji”, jak twierdzi przywołany przez AFP Patrick Simon, dyrektor ds. badań w INED (Narodowym Instytucie Studiów Demograficznych) i kierownik wydziału INTEGER (Integracja i Dyskryminacja) w Instytucie Studiów Migracyjnych. Ciekawe, że na stronie internetowej tej organizacji termin „migranci” jest zastępowany zawsze terminem „uchodźcy”, a zainteresowania ośrodka skupiają się na „walce z rasizmem”.

Inny „specjalista” AFP to François Héran, profesor honorowy Collège de France i „specjalista ds. imigracji”. Ten regularnie bierze udział w debacie publicznej, uważając przede wszystkim imigrację za „kluczową i niezbędną siłę roboczą dla Francji”. W 2018 r. argumentował, że migracyjna inwazja ludności Afryki z Południa na Północ to „fantazja”. W 2019 roku w „Le Monde” odrzucił tezę, że Francja jest wiodącym krajem europejskim pod względem liczby osób ubiegających się o azyl, argumentując, że statystyczne porównania z innymi krajami europejskimi są niewłaściwe ze względu na „odmienną sytuację geograficzną, społeczną i prawną”. Mówił o „polityce opinii”, która „pozostawia pole skrajnej prawicy”. Krytykuje islamofobię, mówi o „rasizmie strukturalnym” i „dyskryminacji systemowej”. Jest też prezesem związanej z komunistami Unii Racjonalistów.

Państwowej agencji prasowej to nie przeszkadza. Jak widać, tylko lewicowi „eksperci” AFP są upoważnieni do interpretacji danych statystycznych, a choćby była to „oczywista oczywistość”, inni badacze mają milczeć.

Pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości doprowadziła do głośnej tragedii

Oburzenie i ponad 200 manifestacji w całej Francji to efekt zamordowania 11-letniej Lyhanny. Została zaatakowana przez seksualnego zwyrodnialca, który był znany wymiarowi sprawiedliwości z popełnionych wcześniej przestępstw wobec nieletnich, ale nadal przebywał na wolności. W tym przypadku miarka się przebrała. Za śmierć dziewczynki obwiniana jest m.in. pobłażliwość prokuratury.

Sprawa wywołała też polityczne trzęsienie ziemi. Przez francuskie miasta przeszły „białe marsze”, ministrowie wyznaczyli terminy do rozpatrywania spraw przestępców seksualnych, grzmią „kolektywy feministyczne”, lewica domaga się nowych przepisów ochrony kobiet i dzieci, prawica mówi o zdegenerowanym systemie sprawiedliwości. Padł nawet postulat ustanowienia „sądu na sędziami”, ale wymiar sprawiedliwości tłumaczy się „brakiem środków”. Padają znane i u nas postulaty „kastracji chemicznej” seksualnych drapieżników”. „Gwałciciele są na wolności, bo system sprawiedliwości nie spełnia już swojej roli” – mówił Gilbert Collard z prawicowej partii „Rekonkwista”, który wezwał też do powołania komisji śledczej. Lewica chce wykorzystać sprawę do swoich celów. Fundacja Kobiet, potępiając „systemową niewydolność instytucji”, zaapelowała np. o „kompleksowe prawo przeciwko przemocy seksualnej wobec kobiet i dzieci”.

Po odnalezieniu ciała 11-letniej Lyhanny minister sprawiedliwości Gerald Darmanin ogłosił pilne zmiany, w tym m.in. przegląd ok. 70 tys. skarg dotyczących napaści seksualnych na dzieci i wyznaczył tu mało realny termin do 14 lipca. Trwa też rozliczenie zaniedbań w śledztwie prokuratury w Auch. Podejrzany w tej sprawie 41-letni Jerome B., był wcześniej wielokrotnie zgłaszany za przestępstwa wobec nieletnich.

Samo zaginiecie Lyhanny z miasteczka Fleurance (południe Francji) zgłoszono 29 maja, po tym, jak nie wróciła ze szkoły. Po sześciu dniach poszukiwań odnaleziono ciało 11-latki. Zatrzymano ojca jednego z jej kolegów z klasy, wcześniej wielokrotnie oskarżanego o przestępstwa seksualne, którego skłonności pedofilskie były znane. Centroprawicowy polityk Bruno Retailleau słusznie uważa, że sprawa Lyhanny uwypukliła „problem systemowy i pewną formę pobłażliwości w bardzo uzwiązkowionym i upolitycznionym systemie sprawiedliwości”. Teoretycznie podlegający postępowaniu dyscyplinarnemu sędziowie pokoju są jednak bardzo rzadko karani za błędne decyzje. Od lat system sprawiedliwości skręcał też na lewo i dysfunkcje systemu coraz mocniej się pogłębiały.

Recydywista atakuje policjantów, złodzieje udają nastolatków

System sprawiedliwości potrzebuje przebudowy, a świadczyć o tym może i pozornie zupełnie inna sprawa, która dzieje się tym samym czasie i pokazuje, do czego prowadzi poczucie bezkarności. Imigrant objęty nakazem deportacji ranił dwóch policjantów w 17. dzielnicy Paryża i… wyszedł na wolność.

Incydent miał miejsce w nocy z 2 na 3 czerwca i zaczął się od kradzieży torebki na Rue Hélène w 17. dzielnicy Paryża. Dwóch policjantów zostało rannych podczas próby zatrzymania podejrzanego, który okazał się zresztą migrantem objętym nakazem deportacji. Była to osoba znana już policji z podobnych przestępstw. Jednak po zatrzymaniu i przesłuchaniu został… zwolniony z aresztu i ma na wolności czekać na wezwanie do sądu. Wymiar sprawiedliwości tego typu decyzjami podkłada sobie kolejne miny. Organy ścigania są przeładowane biurokracją, a u przestępców rodzi to poczucie bezkarności.

Przestępcy doskonale poznali wszystkie „luki” francuskiego prawa. Świadczy o tym kolejny przykład, który wyszedł na jaw kilka dni przed oddaniem numeru do druku. Oto włamywacze-imigranci podawali się na nastolatków, by uniknąć kary. Dwóch algierskich opryszków, podających się za 16-latków, chciało udawać nieletnich, aby uniknąć aresztu. W sumie policja aresztowała czterech członków złodziejskiego gangu z Algierii, ale dopiero później okazało się, że z tej bandy „nastolatków” dwaj przestępcy mieli odpowiednio 22 i 28 lat. Zostali złapani na gorącym uczynku włamania do prywatnego domu w Le Vesinet. Właściciele byli na wakacjach, ale mieli podgląd monitoringu i zawiadomili natychmiast policję. Dwójkę złodziei schwytano w domu, a dwóch pozostałych w pobliżu miejsca kradzieży.

Zatrzymani okazali się nielegalnymi imigrantami. Dwóch aresztowanych za włamania nie miało dokumentów i podało się za nieletnich, mających rzekomo po 16 lat. Jako nieletni zostali więc zwolnieni z aresztu. Według informacji uzyskanych dopiero później od algierskich władz mieli oni w rzeczywistości 21 i 28 lat. Ostatecznie zostali osądzeni i skazani, ale dopiero po… kolejnym włamaniu dokonanym w departamencie Yvelines! Prokuratura tłumaczyła się, że bez dowodu dotyczącego wieku nie mogła postąpić inaczej, chociaż sam wygląd zatrzymanych świadczył, że nastolatkami już raczej nie są. Tymczasem rząd nadal walczy przede wszystkim z ksenofobią, rasizmem, antysemityzmem, islamofobią czy rzekomymi „fake newsami” o imigrantach…

Najnowsze