Strona głównaWiadomościPolskaZajmował się aferą Polnordu. Burza po aresztowaniu znanego dziennikarza

Zajmował się aferą Polnordu. Burza po aresztowaniu znanego dziennikarza

-

- Reklama -

Dziennikarz śledczy, który zajmował się m.in. sprawą Polnodrdu, Leszek Kraskowski, zatrzymany 6 czerwca na polecenie Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, trzy dni później został aresztowany na trzy miesiące, decyzją Sądu Rejonowego w Piasecznie. Według doniesień medialnych, miał on wysyłać maila z groźbami do komendanta policji w tej miejscowości. Zastosowanie aresztu tymczasowego wywołało powszechne oburzenie.

Leszek Kraskowski był dziennikarzem śledczym m.in. „Rzeczpospolitej”, „Wprost”, „Super Expressu”, czy „Dziennika”. Aktualnie swoje materiały zamieszcza na kanale YouTube.

- Reklama -

Dziennikarz jest podejrzany o posiadanie bez zezwolenia broni palnej (pistoletu gazowego) i amunicji, a także o grożenie śmiercią komendantowi powiatowemu policji w Piasecznie w celu zmuszenia go do podjęcia interwencji w konkretnej sprawie. Podczas przesłuchania nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów.

Mężczyzna został zatrzymany w sobotę 6 czerwca o godz. 19.40. Prokuratura podaje, że tego samego dnia miał on wysłać maila z groźbami do komendanta piaseczyńskiej policji Macieja Cepila. W tym samym dniu doszło także do przeszukania, podczas którego znaleziono u dziennikarza broń gazową.

Cała sprawa miała się jednak zacząć – jak podawał portal niezalezna.pl – od internetowego sporu między Leszkiem Kraskowskim a Janem Pińskim, którego dziennikarz nazwał „nieformalnym rzecznikiem Romana Giertycha”, co poskutkowało prywatnym aktem oskarżenia o zniesławienie. Kraskowski miał jednak przebywać wówczas w Albanii i nie mógł odebrać korespondencji kierowanej na polski adres. Później dziennikarz miał zamieścić w mediach społecznościowych wpis, w którym stwierdził, że policja go nie obroni, więc postanowił „wziąć sprawy w swoje ręce”.

Dziennikarze i prawnicy oburzeni

Ze środowiska dziennikarskiego płynie wiele głosów w tej sprawie. Oburzenie budzi m.in. zastosowanie aresztu tymczasowego, jak i przeszukanie, które służby przeprowadziły w domu dziennikarza.

„To bardzo poważny test dla dziennikarzy i mediów. W każdym cywilizowanym kraju aresztowanie dziennikarza, który od lat śledził podejrzane sprawy wokół potężnego polityka obozu władzy – adwokata premiera i wicepremiera, wzbudziłoby powszechne zainteresowanie i BURZĘ MEDIALNĄ” – napisała na portalu X była dyrektor TV Biełsat Agnieszka Romaszewska.

„W dodatku dziennikarzowi podejrzanemu o jakieś absurdalne “groźby karalne” wobec lokalnego komendanta policji zrobiono w domu przeszukanie i pozabierano wszelkie nośniki informacji” – wskazała.

„Zatrzymano dziś Leszka Kraskowskiego – do sądu trafić ma również wniosek o tymczasowy areszt. Jeszcze niedawno opowiadał mi o licznych «sygnałach» jakie otrzymywał: o strzałach ze śrutu oddawanych w kierunku jego domu, o śledzeniu – czy innego rodzaju «ostrzeżeniach».

Nie wygląda to dobrze – a już na pewno nie wygląda dobrze to, że jego główną «winą» pozostaje nadepnięcie na odcisk sekcie pewnego mecenasa z Warszawy – i ujawnienie skali bezprawia, które powinno wywrócić ład polityczny w Polsce do góry nogami.

Nie wywróciło – bo kolega-koledze «krzywdy» nie zrobi” – napisał z kolei Wojciech Sumliński.

Do sprawy odniosła się także była szefowa KRS Dagmara Pawwelczyk-Woicka. „Groźby karalne w formie e-mail? Pistolet gazowy znaleziony zapewne podczas przeszukania i sąd zgodził się na tymczasowe aresztowanie na 3 miesiące. Ręce opadają. Redaktor Kraskowski publikował materiały dotyczące afery Polnord. Krytykował nie tylko działania obecnych władz prokuratury, ale i poprzedników. Pierwszych za nieudolność i błędy, następców za tuszowanie. Sądy powinny stać na straży wolności obywatelskich” – stwierdziła sędzia.

„Leszek Kraskowski, z którym pracowałem przez długie lata w tych samych redakcjach i działach, był cennym dziennikarzem i świetnym kolegą. Miał newsy, dojścia, widział tematy, umiał pisać. Jest Leszek ofiarą upadku starych papierowych mediów, w których były przyzwoite pieniądze, prestiż, ciągłe relacje między ludźmi, kierownicy, reguły, deadliny, codzienna rutyna. Na nowe, inne i niekiedy dziwne czasy Leszek często reagował buntem, brakiem przystosowania i zgody. Nie jest sposobem zamykanie w areszcie na trzy miesiące niekaranego intelektualisty i dziennikarza przed 60-tką. To w niczym nie pomoże Lesiowi i nie załatwi żadnych spraw. A wręcz przeciwnie. Są inne sposoby, inne metody przywołania do porządku, jeśli istotnie zbłądził. Nie trzeba ludzi trzymać w klatce. I to wiedzą wszyscy, którzy z Lesiem się zetknęli na jego długiej drodze. Od tych którzy są w TVN, po tych którzy są Gazecie Polskiej” – stwierdził dziennikarz Michał Majewski.

„Leszek w ostatnich latach kilkukrotnie pisał o mnie rzeczy obrzydliwe. Jednak dziś o poranku, kiedy przeczytałem o zatrzymaniu a potem areszcie, mimo mojej do niego osobistej niechęci, nie miałem wątpliwości, że trzeba mu pomóc. Wsadzenie tego gościa za kraty na trzy miechy to jakiś czysty żywy absurd. Majtczaka, który zabił trzy osoby puszczono wolno i pozwolono mu uciec. Podobnie Kozaneckiego nie aresztowano a w dodatku po prawomocnym wyroku skazującym puszczono go wolno. Kraskowskiego, który nikogo nie zabił ciupasem wsadzono do pierdla. Białoruś już tu jest” – ocenił Cezary Gmyz.

„W sprawie @LKraskowski warto podać nazwiska osób, które stoją za tym skandalicznym postanowieniem o aresztowaniu. Postanowienie wydał sędzia Rafał Janiszowski – Downarowicz na wniosek prokurator Małgorzaty Anton-Szklarzewskiej. Stoją za tym konkretni ludzie a nie anonimowe instytucje” – stwierdził w innym wpisie.

Głos zabrał także związany z „Gazetą Wyborczą” Wojciech Czuchnowski. „Sprawa aresztowania Leszka Kraskowskiego @LKraskowski nie daje mi spokoju. Poniżej mój list otwarty do ministra sprawiedliwości i deklaracja poręczenia za LK” – napisał, dodając, że jeśli ktoś z dziennikarzy chce go poprzeć, zaprasza do kontaktu.

„Aresztowanie dziennikarza, który w swoich publikacjach jest krytyczny wobec władzy, na tak długi okres (maksymalnie przewidziany w KPK) musi budzić niepokój i liczne wątpliwości” – zaznaczył w liście Czuchnowski.

„Z Leszkiem Kraskowskim nie zgadzam się fundamentalnie, często krytycznie oceniałem jego publikacje oraz wnioski jakie wyciągał z uzyskanych na ich potrzeby materiałów. Nie ma to jednak znaczenia, bo obawiam się, że zarzuty dopuszczenia się przez niego gróźb karalnych wobec Komendanta Policji w Piasecznie, mogą być oparte na nieporozumieniu. Sformułowana w mailu niemądra i niedopuszczalna groźba zastrzelenia Komendanta, była najprawdopodobniej nieodpowiedzianą prowokacją Kraskowskiego, który był niezadowolony z reakcji Policji na zgłoszone przez niego zagrożenie. Nie oceniając na ile zgłoszone przez Kraskowskiego okoliczności były prawdziwe, jestem przekonany, że nie miał on zamiaru zrealizować swoich pogróżek wobec Komendanta” – dodał.

„Areszt w Polsce jest od lat nadużywany, często traktuje się go jak zastępczą karę. Polska polityka aresztowa jest regularnie przedmiotem krytyki ze strony organów sądowych Unii Europejskiej. Wielokrotnie zwracały one uwagę na przewlekłość i nadmierność stosowania tej sankcji. Sytuacji nie ułatwia to, że – wbrew postulatom obrońców praw człowieka – sprawy aresztowe toczą się w Polsce za zamkniętymi drzwiami” – wskazał.

Czuchnowski zaznaczył też, że areszt jest środkiem zapobiegawczym „skrajnie surowym i dolegliwym dla sprawcy”.

„Z aresztu ludzie wychodzą złamani, ze zrujnowanym życiem osobistym i zawodowym. Czy Leszek Kraskowski zasługuje na taką karę? Zwracam uwagę, że jest on człowiekiem po ciężkich osobistych przejściach. Areszt może stanowić dla niego realne zagrożenie” – podkreślił Czuchnowski.

„Opinia publiczna powinna niezwłocznie poznać uzasadnienie zarówno decyzji Sądu jak i materiał dowodowy zebrany przez Prokuraturę, która wnioskowała o sankcję w postaci aresztu. Na dzisiaj nie wiemy nawet, czy Leszek Kraskowski miał adwokata i czy zapewniono mu wszystkie przysługujące mu prawa” – zaznaczył.

Zdaniem Czuchnowskiego, sprawie powinien osobiście przyjrzeć się minister Żurek. „Ze swoje strony jestem gotowy poręczyć za Leszka Kraskowskiego, tak by zmieniono mu sankcję izolacji na mniej dolegliwą. Myślę, że wśród dziennikarzy znajdzie się wiele osób, które takie poręcznie też złożą” – zakończył.

„Stanowczy i kategoryczny protest” przeciwko zatrzymaniu i aresztowaniu na trzy miesiące Leszka Kraskowskiego wyraziło także Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. „Zastosowanie tak drastycznego środka przymusu wobec przedstawiciela prasy traktujemy jako bezpośredni atak na wolność słowa, niezależność mediów oraz prawo obywateli do informacji” – czytamy w oświadczeniu.

„Redaktor Leszek Kraskowski w swoich ostatnich materiałach podejmował kluczowe tematy dotyczące afery Polnordu i udziału w niej posła Romana Giertycha oraz nadużyć w instytucjach publicznych. Działania organów ścigania odbieramy jako próbę zastraszenia środowiska dziennikarskiego, uciszenia niewygodnego autora oraz wprowadzenia cenzury prewencyjnej” – podkreślono.

SDP przytoczyło także szereg faktów, które mają świadczyć, że aresztowanie dziennikarza „ma wymiar polityczny i jest zemstą za bezkompromisowe publikowanie materiałów kompromitujących wysokich przedstawicieli partyjnych”.

„W drugiej połowie maja redaktor Kraskowski odkrył informacje, że sąd wydał nakaz tymczasowego jego aresztowania i zobowiązał organy ścigania do doprowadzenia go do więzienia.

Na początku czerwca po interwencji redaktora Kraskowskiego sąd wysłał pismo, w którym przyznawał się do pomyłki.

Kilka dni po tym fakcie zupełnie pod innym pretekstem Leszek Kraskowski został aresztowany. Uważamy, że zastosowanie tymczasowego aresztu pod pretekstem posiadania przez redaktora Kraskowskiego pistoletu gazowego i kierowania gróźb pod adresem komendanta rejonowego policji jest represją nieuzasadnioną służącą zastraszaniu środowiska dziennikarskiego i atakiem na wolność słowa w Polsce” – czytamy.

SDP domaga się natychmiastowego uchylenia decyzji o tymczasowym areszcie, zagwarantowania pełnego poszanowania tajemnicy dziennikarskiej w toku dalszych czynności oraz przeniesienia postępowania na „transparentne i w pełni legalne tory”, bez politycznych nacisków.

Stowarzyszenie oświadczyło także, iż zawiadomi o sprawie „międzynarodowe organizacje dziennikarskie oraz organizacje pozarządowe zajmujące się prawami człowieka”.

RPO reaguje

Rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek i prezes Press Club Polska Marcin Lewicki zaapelowali w środę do prokuratury o podanie informacji uzasadniających zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec dziennikarza śledczego Kraskowskiego.

Prokuratura zabrała głos

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba poinformował w środę, że śledztwo przeciwko podejrzanemu Leszkowi Kraskowskiemu przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, a nowym referentem postępowania jest prokurator Arkadiusz Buśkiewicz. Decyzja o przejęciu sprawy do dalszego postępowania była podyktowana wnioskiem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie współpracującej z KPP w Piasecznie, której komendant ma status pokrzywdzonego w sprawie.

Poinformował ponadto, że do dotychczas zgromadzonych dowodów dołączono, po podjęciu sprawy zawieszonej, materiały dochodzenia przeciwko Kraskowskiemu, któremu prokurator postawił zarzut znęcania się nad osobami najbliższymi. Zaznaczył, że postępowanie to było zawieszone, ponieważ Kraskowski wielokrotnie nie stawiał się na badaniach sądowo-psychiatrycznych.

Prok. Skiba odniósł się również w komunikacie do przesłanek zastosowania wobec dziennikarza trzymiesięcznego aresztu. Zaznaczył, że prokuratura uznała, iż zgromadzony materiał dowodowy wskazuje na duże prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego zarzucanych mu czynów zabronionych. Spełniona została więc przesłanka ogólna aresztowania.

Oceniając dotychczas zebrany w sprawie materiał dowodowy, uznano, że w przedmiotowej sprawie zachodziły przesłanki szczególne zastosowania tymczasowego aresztowania określone w art. 258 § 1 pkt 1 i 2 oraz § 2 k.p.k., a jednocześnie zachodzi konieczność zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania przygotowawczego oraz wykonania kolejnych czynności procesowych – przekazał.

Pierwszy z ustępów przytoczonego przez rzecznika warszawskiej prokuratury artykułu dotyczy uzasadnionej obawy ucieczki lub ukrycia się oskarżonego oraz uzasadnionej obawy, że oskarżony będzie nakłaniał do składania fałszywych zeznań lub wyjaśnień albo w inny bezprawny sposób utrudniał postępowanie karne. Drugi odnosi się do grożącej oskarżonemu surowej kary, której górna granica wynosi co najmniej osiem lat.

Prok. Skiba zaznaczył, że podejrzany często opuszcza granice kraju, a więc może również unikać kontaktu z organami ścigania. Podkreślił, że pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Piasecznie prowadzone było postępowanie w sprawie znęcania się nad najbliższymi. Sprawa ta pozostawała zawieszona, bo podejrzany nie stawiał się na wezwania i nie można było z nim przeprowadzić czynności. Podkreślił, że spełniona zatem była przesłanka dotycząca obawy ukrywania się przed wymiarem sprawiedliwości.

Rzecznik warszawskiej prokuratury podkreślił, że podniesienie przez prokuratora przesłanki uzasadnionej obawy matactwa uzasadnione było tym, że podejrzany w swoim mailu zapowiedział już wyrządzenie krzywdy komendantowi powiatowemu policji.

Spełnienie owych gróźb zostało uprawdopodobnione tym, że w aucie, w którym zatrzymano podejrzanego, odnaleziono broń i amunicję, których posiadanie bez zezwolenia jest zabronione. Skierowanie tego maila świadczyło o tym, że po wyjściu na wolność Leszek K. podejmie działania mające na celu wpłynięcie czy to na organy ścigania, czy też na świadków zeznających w tej sprawie. Nadmienić przy tym należy, że zeznania w tej sprawie złożyła żona Leszka K., która wskazała, że z uwagi na dotychczasowe zachowanie obawia się, że może on zrobić krzywdę jej lub innym osobom – podał.

Prok. Skiba zaznaczył ponadto, że w aktach sprawy znajdują się informacje o tym, że Kraskowski może dopuszczać się czynów z użyciem przemocy – posiada on liczne rejestracje w bazach policyjnych, jak również postawiono mu zarzut dotyczący znęcania się nad własną rodziną.

Podkreślił również, że prokurator uznał, że istnieje przesłanka szczególna stosowania tymczasowego aresztowania polegająca na zagrożeniu wysoką karą pozbawienia wolności.

– Podejrzanemu za przestępstwo z art. 263 par. 2 kk grozi surowa kara pozbawienia wolności, tj. od 6 miesięcy do 8 lat. Nadto, z uwagi na postawę oskarżonego, jego dotychczasowy sposób życia i inne toczące się postępowanie karne, można przyjąć, że kara ta będzie karą bezwzględnego pozbawienia wolności. Z tego powodu obawa, że podejrzany podejmie kroki nakierowane na matactwo, w tym że ucieknie albo będzie się ukrywał, jest tym bardziej uzasadniona – wskazał.

Prok. Skiba podkreślił, że w toku śledztwa nie stwierdzono zaistnienia przesłanek uzasadniających odstąpienie od tymczasowego aresztowania.

Podsumowując, odstąpienie od stosowania wobec podejrzanego innego środka zapobiegawczego niż tymczasowe aresztowanie umożliwić może mu podejmowanie działań zmierzających do matactwa procesowego, w szczególności poprzez kontaktowanie się ze świadkami, grożenie im lub ukrywanie się i unikanie kontaktu z organami ścigania – zaznaczył.

Poinformował również, że prokurator przy skierowaniu wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania skierował wniosek o ustanowienie obrońcy podejrzanemu.

W związku z licznymi pytaniami przedstawicieli mediów informujemy, że Leszek K. na żadnym etapie wykonywanych z jego udziałem czynności nie powołał się na tajemnicę dziennikarską, przekazał użytkowany telefon na potrzeby toczącego się śledztwa oraz hasło dostępu – dodał.

Prok. Skiba zaznaczył, że sąd, uznając wniosek prokuratora, potwierdził przytoczone wcześniej przesłanki do zastosowania aresztu. Dodał, że wskazał on też na wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez podejrzanego przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, zwłaszcza że groził takim czynem, a stan zdrowia i zaniechanie leczenia powodują, że groźba ta jest realna.

Najnowsze