Komisja ds. badania wpływów rosyjskich i białoruskich w Polsce zgarnęła prawie 3,5 mln zł z naszych podatków. Wpływów zawartych w swojej nazwie za bardzo nie znalazła, ale za to oceniła m.in., że stwierdzenie, iż Ukraina przegrywa wojnę czy sprzeciw wobec szprycowania ludzi to „rosyjska narracja”.
„A wiecie ze 21 maja 2024 roku Tusk podpisał zarządzenie o utworzeniu komisji do badania wpływów rosyjskich i białoruskich w Polsce. Tę komisję Tusk rozwiązał w 2025 roku, dokładnie decyzję podpisał 30 lipca 2025” – napisał na X użytkownik karmelowy markiz.
Jak podkreślił, komisja kosztowała nas ponad 3,3 mln zł.
Na uwagę zareagował redaktor naczelny „Najwyższego Czasu!” Tomasz Sommer.
„Czy ta komisja za trzy bańki znalazła jakieś ruskie wpływy?” – skomentował Tomasz Sommer.
Czy ta komisja za trzy bańki znalazła jakieś ruskie wpływy? https://t.co/ZMiLlVMfy5
— Tomasz Sommer (@1972tomek) July 25, 2026
Odpowiedź na pytanie naszego szefa jest krótka: Nie.
W styczniu ubiegłego roku komisja opublikowała raport. Wskazano w nim, że „przeciwdziałanie zagrożeniom dezinformacyjnym pochodzącym ze strony Rosji i Białorusi było niewystarczające, doraźne, niespójne, nierzadko pozorowane” oraz puszczono jako rzekomy fakt ukraińską propagandę.
Wskazano też tzw. „główne narracje rosyjskie” i kilka z nich wymieniono. Należy podkreślić, że poza ostatnim, które w Polsce raczej nie występuje, to po prostu nazwano opinie „rosyjską narracją”.
„NATO i UE są opresyjne, wrogie, kolonizują swoich członków; cywilizacja zachodnia upada, jest dekadencka, zdemoralizowana; w wojnie w Ukrainie Rosja wygrywa i musi wygrać; Ukraina to upadłe państwo, a Ukraińcy nie są narodem; nie można pokonać Rosji – państwa nuklearnego, zwycięskiego w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej” – czytamy na stronie rządu [pisownia oryg. – red. nczas].
Do raportu o wpływach rosyjskich wrzucono też „podważanie publicznego zaufania”, m.in. w kwestii „narracji wokół szczepionek”.
Tak więc prawie 3,5 mln zł poszło na pseudoraport powielający naprawdę tanią propagandę.
