Od maja ub. roku rośnie wparcie polityczne i finansowe władz Niemiec dla władz w Kijowie. A niemiecko-ukraińska współpraca w dziedzinie uzbrojenia i spraw wojskowych jest już ogromna – pomimo sprzeciwów i oporów opozycyjnej Alternatywy dla Niemiec, partii Lewica i dużej części rządzącej SPD.
20 maja kanclerz rządu RFN Fryderyk Merz zaproponował szefom rządów i komisarzom UE przyznanie kijowskiej Ukrainie statusu „członka stowarzyszonego” z Unią Europejską. Ta propozycja ma służyć objęciu Ukrainy „przez Europę” gwarancjami bezpieczeństwa i przygotowaniu tego kraju do pełnego włączenia go [Anschlußu] do UE. Taki status Ukrainy w UE, którego nie przewidują żadne unijne traktaty, miałby umożliwić ukraińskim ministrom i dyplomatom uczestniczenie w tzw. szczytach Rady UE i spotkaniach ministrów państw UE. Kijów miałby też w Brukseli swojego komisarza – choć pozbawionego prawa udziału w głosowaniach Komisji UE. A także własnych posłów w parlamencie UE – też pozbawionych prawa udziału w głosowaniach.
Oficjalny powód tej dość zaskakującej propozycji kanclerza: przewidywany „proces pełnej akcesji” Ukrainy do UE będzie skomplikowany i długotrwały, więc potrzeba takiego statusu wstępnego. Tak informowała agencja AFP, która „dotarła do listu Merza do europejskich przywódców”. Ponoć Merz napisał w nim między innymi: „to oczywiste, że nie będziemy w stanie zakończyć szybko procesu akcesji [Ukrainy], biorąc pod uwagę liczne przeszkody i polityczną złożoność procesu ratyfikacji”. Podobno kanclerz omawiał ww. propozycję z innymi „europejskimi przywódcami” już w kwietniu. Co chyba najważniejsze – przede wszystkim dla polityków i urzędników z Kijowa – propozycja Merza zakłada też „możliwość korzystania Ukrainy z budżetu UE i zapisy o wzajemnej pomocy militarnej”. Wunderbar!
Władze kijowskiej Ukrainy złożyły wniosek o wstąpienie do UE już 28 lutego 2022 r. W czerwcu 2022 Rada UE przyznała Ukrainie status państwa kandydującego do UE, a w grudniu 2023 zdecydowano o rozpoczęciu z Kijowem akcesyjnych negocjacji. Ten proces był szczęśliwie opóźniany i blokowany przez różne czynniki – m.in. przez rząd Węgier. Więc właściwe negocjacje z Kijowem jeszcze się nie rozpoczęły. Sehr gut!
Ale umowa stowarzyszeniowa Ukrainy z UE została podpisana już w roku 2014 – po politycznym przewrocie w Kijowie i obaleniu rządu prezydenta Wiktora Janukowycza. Układ o stowarzyszeniu Ukrainy z UE i strefa wolnego handlu krajów UE z Ukrainą weszły w życie 1 września 2017 r. A w marcu br. premier Julia Swyrydenko poinformowała, że Kijów po raz pierwszy otrzymał „pełny pakiet warunków niezbędnych do uzyskania członkostwa”.
Teraz kanclerz Merz zapewnia media i zaniepokojonych Niemców, że przyznanie Ukrainie ww. nadzwyczajnego statusu nie wpłynie źle na gospodarkę Niemiec i stosunki z innymi krajami UE. Co jednak szczególnie ryzykowne (dla bezpieczeństwa Polski i innych krajów), w ramach unijnej procedury Ukraina miałaby też zostać objęta takimi samymi gwarancjami bezpieczeństwa władz UE jak obecni członkowie UE. Chodzi tu przede wszystkim o zobowiązanie do „wzajemnej obrony” w razie zbrojnej napaści na dany kraj UE – wyrażone w art. 42 traktatu o UE. Nie ulega wątpliwości, że w razie przyjęcia tych gwarancji przez władze UE i te w Warszawie, ryzyko wciągnięcia Polski czy np. Rumunii w już gorącą i zupełnie niepotrzebną wojnę z Rosją, wzrośnie ogromnie.
Jak oceniała ww. inicjatywę kanclerza Merza niemiecka prasa? Na ogół pozytywnie i w duchu tezy, że „Ukraina nie może trafić na boczny tor Unii Europejskiej”. Bo „silna Ukraina stanowi mocny bufor przeciwko ekspansjonistycznej polityce Putina” – stwierdzał 22 maja „Frankfurter Allgemeine Zeitung”. Właśnie dlatego „Ukraina w kwestii jej członkostwa w UE nie powinna trafić na boczny tor – tak, jak to się stało z niektórymi krajami na Bałkanach”. Bo nieuchronnie „długotrwały proces przystąpienia Ukrainy do UE zbyt często kłóci się z interesami geopolitycznymi UE”. Kanclerz „proponuje więc Ukrainie członkostwo stowarzyszone. To mniej niż to, czego chce Komisja Europejska, która chce wyjść z tego dylematu przez szybkie przyjęcie Ukrainy do UE, choć bez pełnych praw. Byłoby to jednak coś więcej niż stan obecny, który nawet po przewidywanym zakończeniu blokady przez Węgry i tak zatrzymałby Ukrainę u bram Unii na wiele lat” – oceniał dziennik z Frankfurtu. Jednak „należy zachować ostrożność w kwestii rozszerzenia klauzuli o wzajemnej pomocy [militarnej] w UE. Miałoby to sens, ale dopiero po zakończeniu wojny”.
Z kolei „Süddeutsche Zeitung” dostrzegł w propozycji kanclerza próbę wywarcia presji na Rosję w sprawie rozmów o pokoju: „Oczywiście Europejczycy muszą przygotować się na moment, w którym Putin wykaże prawdziwą gotowość do negocjacji. Ten moment można wymusić jedynie poprzez dalsze wzmocnienie Ukrainy. Obejmuje to realistyczną perspektywę szybkiego zbliżenia Ukrainy z UE. Inicjatywa Merza dot. członkostwa stowarzyszonego może wydawać się władzom Ukrainy niewystarczająca. Wskazuje ona jednak właściwy kierunek”.
Natomiast dziennik „Volksstimme” z Magdeburga pisał m.in: „Merz chce wprowadzić Ukrainę do UE okrężną drogą – omijając Bałkany Zachodnie. Nie jako pełnoprawnego członka, ale poprzez różne etapy stowarzyszania. Obecnie nie leży to jednak w interesie Niemiec i Europy. Bo priorytetem musi być zakończenie wojny Rosji z Ukrainą. A to można osiągnąć tylko na drodze dyplomacji. Dlatego błędem jest to, że Niemcy nadal podkreślają swoje stronnicze poparcie dla Ukrainy. Natomiast mediacje, także ze strony niemieckiej, mogłyby przybliżyć Europę Wschodnią do pokoju”. Richtig!
Kijowska Ukraina to już „strategiczny partner” Niemiec
Tymczasem niemiecko-ukraińska współpraca w dziedzinie produkcji i dostaw nowoczesnego uzbrojenia staje się coraz większa. Np. kwietniowy „pakiet współpracy” przewiduje zakup pocisków do systemów Patriot i wspólną produkcję dronów za aż ponad 4 miliardy euro (!).
Z danych rządu RFN z około 10 kwietnia wynika, że od 24 lutego 2022 r. Berlin udzielił Kijowowi wsparcia cywilnego o łącznej wartości ponad 39 mld euro i wsparcia wojskowego w wysokości aż około 55 mld euro (!). A w budżecie RFN na 2026 r. zapisano dla Ukrainy aż 11,5 mld euro. Dzieje się tak pomimo dość silnych sprzeciwów i oporów nie tylko opozycyjnej Alternatywy dla Niemiec czy pokomunistycznej partii Lewica i jej dysydentów z partii BSW [a łączne poparcie dla obu tych mocno lewicowych partii wynosi obecnie w skali całych Niemiec 13–15 proc]. Zwiększaniu pomocy wojskowej i finansowej dla kijowskiej Ukrainy sprzeciwia się też duża część działaczy i urzędników SPD i niektórych z CDU i CSU, kierownictw związków zawodowych, licznych organizacji gospodarczo-przemysłowych i innych. A mimo to kanclerz, jego minister obrony z SPD (doświadczony i bardzo popularny Boris Pistorius), 48-letni minister finansów i wicekanclerz Lars Klingbeil (szef SPD), i inni ministrowie, nadal utrzymują swój b. kosztowny i ryzykowny kurs silnego wspierania skorumpowanych władz w Kijowie i ich coraz potężniejszej armii (która w przyszłości może zagrozić sąsiadom Ukrainy, w tym Polsce). Dzieje się tak pomimo coraz liczniejszych sprzeciwów różnych Niemców, coraz większego deficytu budżetu RFN i coraz większego zadłużenia Niemiec. Dlaczego?
Szersza odpowiedź na to pytanie wykracza poza ramy tego tekstu. Warto jednak wspomnieć o przyczynie gospodarczej: już od roku 2023 niemiecki przemysł zbrojeniowy, w tym np. koncern Rheinmetall AG, rozwija produkcje i sprzedaże broni i swoje „ukraińskie” interesy coraz mocniej. W niektórych dziedzinach, jak np. w sprzedaży amunicji artyleryjskiej, te interesy wręcz kwitną.
Świadectwem tych tendencji jest m.in. znamienna wypowiedź ambasadora Ukrainy Ołeksija Makiejewa dla dziennika „Der Tagesspiegel” z 19 maja br. Powiedział on, że [w ostatnich miesiącach] Ukraina otrzymuje od Niemiec „więcej pomocy wojskowej niż kiedykolwiek przedtem”. Dodał, że ostatnio „została ona zwiększona i pod względem ilościowym, i jakościowym”. Makiejew ocenił, że „UE i NATO już zauważają, że pilnie potrzebują Ukrainy z jej potencjałem militarnym – do utrzymania Rosji w ryzach na kontynencie europejskim”.
Ta zmiana priorytetów polityki wschodniej RFN nastąpiła w maju 2025 r. – 2–3 tygodnie po inauguracji rządu CDU i SPD. Ta w dużej mierze nowa Ostpolitik koncentruje się na coraz silniejszym wspieraniu kijowskiej Ukrainy i rozwijaniu z nią możliwie dużej współpracy militarnej i politycznej. Rząd Niemiec nadał tej współpracy status „partnerstwa strategicznego”. A to oznacza między innymi stałe międzyrządowe konsultacje Berlina z Kijowem (tym konsultacjom i współpracy zdaje się nie przeszkadzać coraz większa korupcja, marnotrawienie i rozkradanie pomocy z Europy przez szereg członków władz i urzędników w Kijowie i okolicy). Celem rządowego Berlina jest m.in. zagwarantowanie „stabilnego wsparcia” dla władz w Kijowie i utrzymanie wizerunku Niemiec jako największego w Europie partnera i donatora Ukrainy.
W tym roku rząd RFN planuje przeznaczyć na samą pomoc wojskową dla Kijowa aż ponad 11,5 miliardów euro (!), a w roku 2027 i 2028 zamierza wydawać na ten cel co najmniej po 9 mld euro rocznie. Faktyczny status Niemiec jako „lidera pomocy” dla Ukrainy wzmacnia dodatkowo przejęcie przez Berlin i Londyn (od USA) kierowania tzw. Grupą Kontaktową ds. Obrony Ukrainy (tzw. grupą z Ramstein), co nastąpiło już w marcu 2025 r. W ramach pomocy dla Ukrainy władze Niemiec wspierają też współpracę firm i przemysłów zbrojeniowych. Efektem tego jest między innymi decyzja o otwarciu biura Ukraińskiego Przemysłu Obronnego w Berlinie.
Warto też pamiętać, że od czerwca 2025 r. Niemcy już nie publikują danych dotyczących uzbrojenia i wojskowego sprzętu – tych wysyłanych na Ukrainę. Deklarują też, w przeciwieństwie do rządu kanclerza Olafa Scholza z lat 2022–2025 brak niemieckich ograniczeń co do zasięgu broni rakietowej i innej – wykorzystywanej przez ukraińską armię. Niemiecka dyplomacja od czerwca ub. roku też wzmogła swoje proukraińskie działania. Symbolem i zwieńczeniem tych starań było pomyślne zorganizowanie w Berlinie w grudniu 2025 r. specjalnego „szczytu” rządów państw-członków UE i NATO – poświęconego dalszemu pomaganiu Ukrainie i z udziałem m.in. delegacji władz USA i Kanady.
Wiarygodność ww. różnorodnego i silnego zaangażowania władz Niemiec na rzecz „proeuropejskiej” Ukrainy ma potwierdzać gotowość władz RFN do udziału w przyszłych gwarancjach bezpieczeństwa dla ukraińskiego państwa. Jednak formuła tych gwarancji nie została jeszcze określona. W opinii kanclerza Merza władze Niemiec mogłyby np. wysłać jednostki Bundeswehry na terytorium jakiegoś państwa NATO sąsiadującego z Ukrainą. Kanclerz nie wykluczył też „innych form zaangażowania” wojskowego i politycznego Niemiec, jednak obwarował je już 6 stycznia br. konkretnymi warunkami: wynegocjowanym i ustalonym zawieszeniem broni na ukraińskim froncie, udziałem władz USA w tych gwarancjach bezpieczeństwa oraz zgodą koalicyjnej SPD i Bundestagu.
Tymczasem wśród kierowników niemieckiej gospodarki, a szczególnie wśród managerów z przemysłu maszynowego, chemicznego i motoryzacyjnego, ponoć nadal dominuje chęć przeczekania ukraińskiej wojny i powrotu do bliskiej współpracy gospodarczej z Rosją – zaraz po zakończeniu wojny. Za możliwie szerokimi kontaktami i większą współpracą z Rosją opowiada się również większość niemieckiego społeczeństwa. Zapewne utrzymujący się (już od prawie 4 lat) gospodarczy kryzys, stagnacja bądź recesja i nadal wysokie koszty energii, paliw i pracy będą wzmacniać te tendencje. A to będzie nasilało wielostronną presję na rząd, aby wznowił rozmowy i szeroką współpracę Niemiec z Rosją i jej firmami – tak owocną dla obu stron do lutego 2022 r.
Obecną politykę Urzędu Kanclerskiego i MSZ wobec Ukrainy i Rosji – prowadzoną przez polityków i urzędników CDU – akceptuje kierownictwo SPD. Ale w tej partii jest jednak duża grupa działaczy opowiadających się za „powrotem do dialogu z Rosją” w celu „deeskalacji napięć” i „stopniowej budowy zaufania”. Jednym z jej liderów jest Rolf Mützenich, który w czerwcu 2025 r. wraz z grupą ponad 120 działaczy SPD podpisał manifest sprzeciwiający się podnoszeniu wydatków zbrojeniowych i postulujący „stopniowy powrót do łagodzenia napięć i współpracy z Rosją”.
Póki co, rząd CDU-CSU i SPD utrzymuje jednak wszystkie dotychczasowe sankcje i ograniczenia nałożone na Rosję i nawet krytykuje kolejne 30-dniowe zawieszenie przez władze USA sankcji na dostawy rosyjskiej ropy naftowej. Dzieje się tak, gdyż kanclerz Merz nadal „wyklucza powrót do biznesowych relacji z Rosją”. Jednocześnie od czasu do czasu sygnalizuje, że w dłuższej perspektywie rząd RFN nie odrzuca wznowienia tej współpracy. Np. w styczniu br. podczas spotkania Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Halle szef rządu krótko wspomniał o takiej możliwości. Uzależnił ją jednak „od zagwarantowania pokoju i wolności w Europie” (wg DPA). Sehr schön und demokratisch!
