Salonik „VIP” dla polityków Koalicji Obywatelskiej istniał nie tylko w Warszawskim Szpitalu Południowym? Sygnalistka twierdzi, że równie skandaliczne rzeczy działy się w poznańskim POSUM. Lokalni politycy powiązani z władzą podobno mogli liczyć na uprzywilejowane traktowanie. Władze Poznania zapewniają, że to bzdura.
Relację sygnalistki zatrudnionej w Poznańskim Ośrodku Specjalistycznych Usług Medycznych opisał „Głos Wielkopolski”.
Według jej relacji, czas oczekiwania na wizytę do niektórych specjalistów w POSUM sięga nawet trzech lat, jednak nie dotyczyło to wszystkich pacjentów w jednakowym stopniu.
Osoby pełniące funkcje w Urzędzie Miasta Poznania, związane z Koalicją Obywatelską, oraz osoby im najbliższe, miały zapewnione wizyty w bardzo krótkim czasie, z pominięciem obowiązującej kolejności – twierdzi sygnalistka.
Miasto zaprzecza i twierdzi, że to mistyfikacja
Miasto całkowicie zaprzecza. Zanim oświadczenie sygnalistki trafiło do „Głosu Wielkopolskiego”, wiceprezydent Poznania, Magdalena Pietrusik-Adamska, zorganizowała konferencję prasową. Stwierdziła na niej, że w POSUM doszło do wycieku danych oraz „zmanipulowania w systemie zapisów osób”.
Cała akcja miała wyglądać tak, że pewna osoba przy niektórych nazwiskach dopisała VIP, następnie dokonała zrzutów ekranu i informacje rozesłała do mediów. Sprawą zaczął się interesować portal zero.pl, wysłał pytania do włodarzy Poznania i placówki medycznej, a wtedy rzekomo ci sprawdzili logi w systemie i odkryli całą mistyfikację. O wszystkim miała zostać powiadomiona prokuratura.
– Absolutnie nie ma w POSUM szybkiej ścieżki przyjęć czy tak zwanych saloników VIP. Dla nas jest to oburzające, że takie oskarżenia padły – zapewnia Hubert Jeżewski, rzecznik prasowy POSUM.
Oświadczenie sygnalistki
Poniżej oświadczenie sygnalistki, które opublikował „Głos Wielkopolski”. „Salonik VIP” w tym przypadku to określenie metaforyczne. Formalnie taki nie istniał, chodzi o przyspieszoną ścieżkę dla wybranych.
W okresie wykonywania obowiązków wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w których osoba pełniąca funkcję kierowniczą wydawała polecenia mi i innym pracownicom rejestracji zapisywania na wizyty lekarskie osób pełniących wysokie funkcje w Urzędzie Miasta Poznania, w tym m.in. członków rodziny jednego z Wiceprezydentów Miasta Poznania oraz osób pełniących funkcje w organach spółek miejskich. Każda z tych osób miała zostać przyjęta poza obowiązującą kolejnością w przychodni.
Czas oczekiwania na wizytę do niektórych lekarzy w przychodni POSUM wynosi nawet 2–3 lata. Pomimo tego osoby pełniące funkcje w Urzędzie Miasta Poznania, związane z Koalicją Obywatelską, oraz osoby im najbliższe, miały zapewnione wizyty w bardzo krótkim czasie (kilku dni), z pominięciem obowiązującej kolejności, do której trafia każdy pacjent. Najczęściej był to najbliższy dostępny termin przyjęcia u danego specjalisty.
Rejestratorki, w tym również ja, otrzymywały od przełożonych polecenia dopisywania przy tego rodzaju pacjentach adnotacji „VIP”, „Urząd Miasta” i tym podobnych. Adnotacje te miały na celu poinformowanie innych pracowników POSUM, że dana osoba powinna być traktowana w sposób uprzywilejowany.
Administracja przychodni wielokrotnie zwracała pracownicom rejestracji uwagę, że opisana wyżej procedura prowadzenia kolejek papierowych jest niezgodna z prawem, oraz instruowała, aby w przypadku jakiejkolwiek kontroli ukrywać wspomniane segregatory.
Wiele procesów administracyjnych związanych z rejestracją pacjentów nie jest realizowanych zgodnie z obowiązującymi procedurami, co ułatwia opisany wyżej proceder zapisywania poza kolejnością osób wskazywanych przez dyrekcję.
Osoby pełniące istotne funkcje publiczne w mieście są zapisywane na wizyty z pominięciem obowiązującej kolejności, podczas gdy pozostali pacjenci trafiają do papierowej kolejki bez wyznaczenia konkretnego terminu wizyty. W mojej ocenie stanowi to rażące odstępstwo od przyjętych norm obowiązujących przy kolejkowaniu pacjentów.
