Oto polityczna schizofrenia. Emanuel Macron, prezydent Francji, który doprowadził do „konstytucjonalizacji” zabijania dzieci poczętych i właśnie wprowadza eutanazję, chwali się zniesieniem kary śmierci dla przestępców i zbrodniarzy. Na międzynarodowej konferencji w Paryżu bronił swojego sprzeciwu wobec kary śmierci, chociaż po latach abolicji sondaże pokazują, że duża część opinii publicznej opowiada się za przeprowadzeniem referendum w tej sprawie i przywróceniem kary zasadniczej.
Emmanuel Macron wygłosił przemówienie na IX Światowym Kongresie Przeciw Karze Śmierci. Mocno na wyrost twierdził, że kara śmierci „nigdy nie uczyniła społeczeństwa bezpieczniejszym”. Abolicja obowiązuje we Francji od 45 lat, ale jakoś ludzi do tej tezy nie przekonała; wstrząsające opinią zbrodnie pokazują, że się do niej nie przyzwyczajają.
Światowy Kongres Przeciwko Karze Śmierci został zorganizowany w Paryżu i trwał od 30 czerwca do 2 lipca, pod wspólnym patronatem Unii Europejskiej i Szwajcarii. Zwracając się do ponad 1500 uczestników ze 100 krajów, Emmanuel Macron twierdził, że kara śmierci nie ma „potwierdzonego efektu odstraszającego”. Jego zdaniem „abolicja to uznanie godności ludzkiej i fakt, że niezależnie od tego, jakie zło ktokolwiek z nas popełnił, nie mamy mocy, by odmawiać mu przynależności do naszego człowieczeństwa”. Brzmi ładnie, tylko szkoda, że nie ma zastosowania do masowych aborcji czy wprowadzanej właśnie eutanazji.
Przemówienie prezydenta zbiegło się z niedawnym sondażem na temat kary głównej. Wskazał on, że ponad dwie trzecie Francuzów (68 proc.) popiera referendum w sprawie przywrócenia kary śmierci za niektóre przestępstwa. Niedawne przypadki wykorzystywania seksualnego dzieci, w tym sprawa Lyhanny, przyczyniły się do ożywienia debaty. Zwłaszcza młodzi ludzie w wieku 18–24 lat są zdecydowanie za (90 proc.), chociaż osoby powyżej 65. roku życia są już tu bardziej podzielone (54 proc. za).
Macron o sondażu nie wspomniał, ale za to z zadowoleniem przyjął niedawne zniesienie kary śmierci w Zambii i Zimbabwe, jednocześnie wyrażając ubolewanie z powodu „ponownego wzrostu liczby egzekucji” w kilku krajach, w tym w Izraelu i państwach Sahelu.
114 państw zniosło karę śmierci, ale liczba egzekucji nie maleje. Według organizacji pozarządowej Chiny, Iran, Arabia Saudyjska i Irak odpowiadają za największą liczbę egzekucji zanotowanych w 2024 roku. We Francji kara śmierci została zniesiona 9 października 1981 roku z inicjatywy ministra sprawiedliwości Roberta Badintera, dziesięć miesięcy po wyborze François Mitterranda na prezydenta. Niejaki Philippe Maurice był ostatnim skazanym na śmierć we Francji, ale został ułaskawiony w 1981 roku, na kilka miesięcy przed zniesieniem kary śmierci. 1 maja 1981 roku, dzień po wyborze François Mitterranda, gangstera Philippe’a Maurice’a odwiedził minister Robert Badinter i namówił skazańca, by został symbolem abolicji. W tym czasie jego matka groziła samospaleniem przed Pałacem Elizejskim. Jego sprawa była przedmiotem szerokiej dyskusji o karze śmierci. W 1982 roku Philippe Maurice został dodatkowo skazany na 16 lat więzienia za próbę ucieczki i zabójstwo strażnika więziennego. Skazaniec kontynuował naukę w więzieniu, zdał maturę, zaczął studiować. W 1989 roku uzyskał dyplom z wyróżnieniem magistra historii. W 1995 roku obronił pracę doktorską z historii średniowiecza. Od 1999 roku przebywał w systemie półwolnościowym, a w 2000 roku uzyskał zwolnienie warunkowe. Jako pracownik naukowy pracuje w EHESS i CNRS nad zagadnieniami rodziny, religii i władzy w średniowieczu. Regularnie uczestniczy w kongresach na rzecz zniesienia kary śmierci na całym świecie, gdzie jego przykład ma pokazywać niesprawiedliwość tej kary. Tyle że od tego czasu we Francji były dziesiątki przykładów warunkowo zwalnianych więźniów, którzy wracali na drogę przemocy i dopuszczali się ohydnych zbrodni.
Legalizacja eutanazji
W tym samym czasie Republika funduje możliwość śmierci, tylko pozornie dobrowolnej, osobom chorym, cierpiącym i bezbronnym. I tak francuski parlament po raz trzeci przegłosował ustawę legalizującą eutanazję i tzw. wspomagane samobójstwo. Zgodnie z procedurą tekst trafi raz jeszcze do Senatu, który zapewne ponownie go odrzuci, ale już bez prawa do nanoszenia poprawek. Kiedy ustawa wróci do Zgromadzenia Narodowego, zostanie przegłosowana definitywnie i 15 lipca tekst prawdopodobnie zostanie przyjęty. Eutanaziści odnieśli kolejne zwycięstwo, pokonując przedostatnią przeszkodę. Ustawa o „końcu życia”, legalizująca eutanazję i wspomagane samobójstwo, została przyjęta przez Zgromadzenie Narodowe stosunkiem głosów 295 do 232.
Ustawa m.in. zmusza pracowników służby zdrowia do udziału w łamaniu Przysięgi Hipokratesa i otwiera drogę do nadużyć znanych już z Belgii czy Holandii. „To tekst, który został sporządzony wbrew radom zdecydowanej większości pracowników służby zdrowia, ale będziemy musieli go wdrożyć. Podczas debat nie było prawdziwego kompromisu” – mówiła dr Ségolène Perruchio, prezes Francuskiego Towarzystwa Opieki Paliatywnej (SFAP). Uważa ona również, że ustawa idzie o wiele dalej, niż ogłosił to w swoim programie wyborczym Emmanuel Macron. Zniknął np. wymóg prognozy zagrożenia życia pacjenta w perspektywie krótko- lub średnioterminowej.
Zwolennicy eutanazji nie kryją satysfakcji. Stowarzyszenie eutanazistów – ADMD – już pracuje nad poszerzeniem zakresu ustawy. Prawicowa polityk Hanane Mansouri zwróciła uwagę, że temat ten wcale nie należy do „priorytetów” Francuzów i jest to ideologiczna ustawa: „za kilka minut zdecydujemy, że Republika Francuska włączy śmierć do sfery opieki zdrowotnej”. „Po co rezygnować z wartości życia? Dlaczego nie zaufać opiece paliatywnej? (…) Wasze prawo to porzucenie, zerwanie, niesprawiedliwość; podważa ono wieki zapobiegania samobójstwom, ponieważ dąży do legalizacji samobójstwa w innej formie” – wtóruje poseł narodowy ze Zjednoczenia Narodowego (RN) Christophe Bentz. Deputowana Republikanów Justine Gruet ostrzegała, że „tego, co nieodwracalne, nie da się naprawić”. Taka argumentacja zadziałała przy karze śmierci, ale tutaj nie brano jej pod uwagę.
Zwolennicy eutanazji przekonywali, że to kwestia „godności” i że takie przepisy „zagwarantują każdemu prawo do podejmowania własnych decyzji aż do ostatnich chwil” (Hadrien Clouet z La France Insoumise), świętując przy okazji „porażkę całej masy grup reakcyjnych”. Socjalista Stéphane Delautrette chwalił „głęboko humanitarne” prawo.
Teraz, po odrzuceniu ustawy przez Senat, gdzie centroprawica ma większość, projekt ustawy powróci do Zgromadzenia Narodowego w celu ostatecznego czytania. Jeśli ustawa zostanie ostatecznie przyjęta 15 lipca, wejdzie w życie jeszcze w 2026 roku. Seniorzy francuscy już powinni myśleć o emigracji…
Ukraińska „brygada milionerów” w Monako
Wadim Jermołajew, ukraiński oligarcha, stworzył we Francji imperium winiarskie i jest podejrzewany m.in. o pranie pieniędzy. Uważa się, że niedawne podłożenie ładunku wybuchowego i eksplozja w Monako były skierowane przeciw niemu. Oligarcha został poważnie ranny. Formalnie jest on obecnie obywatelem Cypru. Przez lata regularnie pojawiał się na liście 100 najbogatszych ludzi Ukrainy magazynu Forbes.
58-latek przebywał w budynku mieszkalnym przy Rue Révérend Père Louis Frolla z partnerką i nastoletnim synem. Zamach wstrząsnął spokojnym na ogół Księstwem Monako. Kiedy jednak przyjmuje się do siebie oligarchów ze Wschodu, spokój pryska.
Krótko przed godziną 21:00 kobieta przebrana za mężczyznę zostawiła plecak z ładunkiem wybuchowym przy wejściu do rezydencji, a następnie uciekła pieszo w kierunku sąsiedniej miejscowości Beausoleil (Alpy Nadmorskie). Torba eksplodowała. Dwoje dorosłych jest w stanie krytycznym. Wadim Jermołajew posiadał w Monako apartament i jest również właścicielem luksusowej willi w Saint-Jean-Cap-Ferrat oraz kilku innych nieruchomości.
Monako jest chętnie wybieranym kierunkiem przez oligarchów z Ukrainy. Najbogatszy człowiek na Ukrainie, oligarcha Rinat Achmetow, którego majątek Forbes szacuje na 7,8 miliarda dolarów (6,63 miliarda euro), też tu się osiedlił. W najdroższej dzielnicy Monako ukraiński miliarder nabył luksusowy apartament o powierzchni 2500 m² i zapłacił zań, bagatela… 471 milionów euro. Przy tej okazji przypominano, że Księstwo Monako jest ulubionym miejscem pobytu tych „uchodźców VIP”, a od początku wojny na Ukrainie wiele rodzin uciekło właśnie na Lazurowe Wybrzeże. Przypomniano także, że wielu tych milionerów w wieku poborowym, w teorii kwalifikowało się do służby wojskowej. Wyjechali często nielegalnie i starają się nie rzucać w oczy. Oligarchowie uciekli z kraju wraz z rodzinami i osiedlili się w willach na południu Francji i w Monako, ale też w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Bahrajnie i Austrii. „Ukraińska Prawda” nazwała tych zamożnych uciekinierów „batalionem Monako”.
Dziennikarze opublikowali listę 84 VIP-ów, którzy osiedlili się na Lazurowym Wybrzeżu. Wśród nich jest m.in. prezes klubu piłkarskiego Dynamo Kijów Igor Surkis czy Igor Abramowicz, który schronił się u zaprzyjaźnionego… rosyjskiego bankiera.
W marcu 2023 roku rząd Księstwa przyjął podobne przepisy jak inne kraje Europy dotyczące czasowej ochrony uchodźców z Ukrainy. Trzeba było tylko udowodnić, że było się rezydentem Ukrainy przed 24 lutego 2022 roku, i wykazać powiązania rodzinne lub przyjacielskie z osobą zamieszkałą w Monako. Według najnowszych danych w Monako zarejestrowanych jest prawie 900 Rosjan i 800 Ukraińców, ale jakoś wojny ze sobą nie toczą. Korzystają ze swoich fortun, bo w Monako nie ma podatku dochodowego od osób fizycznych, podatku od majątku, od nieruchomości ani od zysków kapitałowych. „Batalion Monako” jest dobrze wyposażony w jachty, Bentleye, nieruchomości i luksusowe akcesoria. Nie ma problemów z prawem pobytu nawet po zniesieniu „zasad ochrony dla uchodźców”. Cudzoziemcy, którzy chcą założyć konto celem pobytu w Monako, muszą wpłacić co najmniej 500 tys. euro.
