Radio ZET w tonie skandalu podaje, że wiele osób wpisanych na seksualizację dzieci formalnie zwaną „edukacją zdrowotną” nie chodzi na te lekcje. W praktyce pokazuje to, że zainteresowanie przedmiotem forsowanym przez lewicę w szkołach jest jeszcze niższe, niż „na papierze”. Należy podkreślić, że zapisane na te zajęcia było „z automatu” każde dziecko, jeśli rodzic lub opiekun nie złożył odpowiedniej deklaracji.
Z informacji MEN wynika, że tylko około 30 proc. dzieci zostało wpisanych na seksualizację dzieci, formalnie zwaną „edukacją zdrowotną”. Precyzując, tylu procent dzieci rodzice lub opiekunowie nie wykreślili z zajęć w odpowiednim czasie. Każde dziecko bowiem „z automatu” było zapisywane na te lekcje. Więcej o tym przeczytacie w artykule poniżej.
Wielokrotnie wskazywano, że realnie jeszcze mniej dzieci i młodzieży uczęszcza na te zajęcia. 30 proc. było jedynie „na papierze” i realnie jeszcze mniej dzieci uczęszcza na zajęcia forsowane przez lewicę.
Materiał Radia ZET potwierdza te przypuszczenia. Należy podkreślić, że materiał na stronie stacji opisuje ten stan w tonie skandalu i oburzenia, że dzieci „bezkarnie” nie chodzą na zajęcia, a „biedne” szkoły mają dołożone obowiązki. Remedium jednak nie jest – według Radia ZET – usunięcie nieinteresujących, zideologizowanych i wątpliwych lekcji z planu zajęć, tylko sugeruje się reformę, która „przymusi” rodziców do posyłania ich dzieci na państwową seksualizację, oczywiście pod pretekstem „edukacji”.
– Mamy mnóstwo uczniów, którzy nie wypisali się z przedmiotu, ale na lekcjach się nie zjawiają. Z klas pierwszych powinno chodzić 15 osób. Na lekcji są zazwyczaj cztery te same osoby. Pozostałym albo nie chce się wstać, albo nie chce się im zostać, bo edukacja zdrowotna jest na końcu albo początku dnia – powiedział cytowany przez Radio ZET dyrektor V LO w Warszawie Maciej Rusiecki.
Przedmiot nie jest obowiązkowy. Nie ma z niego ocen i nie widnieje na świadectwie. Nieobecności liczą się jednak uczniowi do ogólnej frekwencji, ale – jak podkreśla Rusiecki – „jest to tylko parę godzin”.
W Zespole Szkół Rzemiosła w Łodzi „zapisanych” jest 13 osób. Dwóch uczniów w ogóle nie chodzi. Dyrektor ZSR w Łodzi Milena Cybulska-Rakoczy wprost przyznaje, „że na półrocze przeprowadziliśmy rozmowy wychowawcze z rodzicami, ale ci doskonale wiedzieli, że dzieci nie chodzą, mimo że są zapisane”. Ponadto wprost zapowiedzieli, że ich dzieci „już nie będą chodzić na ten przedmiot”. Przepisy natomiast nie pozwalają wypisać dzieci z zajęć. Zapewne po to, by ministerstwo „podbiło” rzekome zainteresowanie i by liczby były wyższe, niż faktycznie.
W VI LO w Lublinie na początku zostawały pojedyncze osoby w klasach. Było to jeszcze we wrześniu. Dyrekcja wprost poinformowała, że osoby te będą jedyne z całej klasy albo w ogóle z rocznika na nowym przedmiocie.
– Zaznaczyliśmy, że zajęcia oczywiście będą zorganizowane, ale woleliśmy uprzedzić uczniów o sytuacji – powiedziała dyrektor szkoły Marzena Kamińska.
Wówczas część osób jeszcze się wypisała. Ostatnie osoby zgłosiły, że nie będą chodzić na lekcje ze względu na to, że będą same. Co warto wiedzieć, dyrektor rozważała „zachętę” w postaci oceny z zachowania.
– Bierze ona pod uwagę wywiązywanie się z zadań określonych w statucie szkoły, a obecność i uczestniczenie w lekcjach, na których się powinno być, do takich zadań należy – powiedziała.
Jednak w szkołach ponadpodstawowych ocena z zachowania nie jest zbyt wartościowa dla ucznia.
– Owszem moglibyśmy zmienić regulamin oceniania zachowania, żeby frekwencja wpływała na oceny z zachowania, ale rodzice usprawiedliwiają te nieobecności, więc to kolejny absurd – powiedziała Cybulska-Rakoczy.
– Rodzic jednym kliknięciem usprawiedliwia taką nieobecność. I co można zrobić? Nic, oceny z zachowania też nie możemy więc zmienić – dodał Rusiecki.
Z powodu absurdu narzuconego przez lewicowe władze szkoły mają do wypełnienia mnóstwo dokumentów i przymus prowadzenia dokumentacji w związku z formalnie istniejącymi lekcjami. Radio ZET zapytało w MEN, czy jest pomysł na obecną sytuację. Do czasu publikacji nie przyszła żadna odpowiedź ani komentarz.


