Strona głównaMagazynPrzetasowanie w Europie. Wojna i Trump pretekstem do uniezależniania się od USA?

Przetasowanie w Europie. Wojna i Trump pretekstem do uniezależniania się od USA?

-

- Reklama -

Szereg posunięć polityków UE wskazuje na próbę osłabienia więzi transatlantyckich. Lepsze karty mają Amerykanie, ale ku „niezależności” prze tandem niemiecko-francuski, przy poparciu wielu „użytecznych idiotów” z Polski.

Niemcy otrzymali szansę pozbycia się amerykańskiej kurateli, którą musieli akceptować od czasów II wojny światowej. Francuzi zawsze mieli antyamerykańskie fobie, a ich obecny prezydent Emmanuel Macron jeszcze w poprzedniej kadencji mówił o „śmierci mózgowej NATO” i potrzebie samodzielności obronnej Europy. Polityka Donalda Trumpa i wojna na Ukrainie otworzyły dla takich pomysłów nową szansę.

- Reklama -
1,5 proc. dla Fundacji Najwyższy Czas!

Wojowniczość Francuzów trudno zrozumieć. Prezydent Francji wezwał ostatnio do utworzenia europejskiej „dobrowolnej koalicji”, która mogłaby zostać wysłana jako gwarancja bezpieczeństwa na terytorium Ukrainy. „Emmanuel Macron przesuwa swoje pionki do przodu” – komentowały tutejsze media. Ich zdaniem prezydent Francji obecnie „kieruje europejską strategią dotyczącą obrony i przezbrojenia Starego Kontynentu”.

Europa Suwerennych Narodów

W wywiadzie udzielonym kilku regionalnym dziennikom, m.in. „La Voix du Nord”, francuski prezydent ponownie wspominał o możliwości wysłania wojsk na Ukrainę. „Ukraina jest suwerenna, a zatem jeśli Ukraina zdecyduje i poprosi o obecność wojsk sojuszniczych na swoim terytorium, to nie jest kwestią Rosji, czy to zaakceptować, czy nie” – stanowczo powtórzył Macron.

- XVI Konferencja Prawicy Wolnościowej -

Tymczasem Moskwa ostrzegła, że będzie uważała wysłanie żołnierzy armii europejskich na Ukrainę za „bezpośrednie wejście w konflikt zbrojny”. Macron tymczasem twierdził, „że wiele krajów europejskich, a także pozaeuropejskich, wyraziło chęć przyłączenia się do takiego wysiłku”. Miałaby to być ochotnicza koalicja” składająca się z kilku tysięcy żołnierzy z każdego kraju. Macron zapowiedział „wdrożenie programów szkolenia” i „długoterminowe wsparcie” takiej misji. Tymczasem zdecydowana większość Francuzów pozostaje przeciwna wysyłaniu francuskich żołnierzy na Ukrainę.

Media twierdzą, że może chodzić o wywieranie dodatkowej presji na Putina i swoiste „sprawdzam” Paryża wobec intencji Rosji. „To moment rozliczenia, ponieważ jeśli Rosja nie zaangażuje się szczerzej w pokój, to biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi prezydenta Trumpa, ten zaostrzy sankcje i działania odwetowe, a dynamika ulegnie całkowitej zmianie” – powiedział Macron.

Mnożą się też inne pomysły przyspieszenia integracji. Francja liczy tu na korzyści dla swojego przemysłu obronnego kosztem ograniczenia zbrojenia się państw UE za Oceanem Atlantyckim. Już teraz np. Portugalia ma rozważać zakup samolotów koncernu Dassault – Rafale, zamiast amerykańskich F-35. Rozbudowa europejskiego przemysłu obronnego to także dodatkowa szansa dla francuskiego przemysłu, który ma pewien zasób militarnego know how.

Akcja jest skoordynowana na poziomie unijnym i warto też zwrócić uwagę na podobną taktykę rozszerzania szkoleń wojskowych. Kiedy premier Donald Tusk zapowiada szkolenia wojskowe dla każdego i to, że jeszcze w 2025 roku ma powstać konkretny plan powszechnych i dobrowolnych szkoleń, nie jest to koniecznie oryginalny i własny pomysł szefa rządu w Warszawie. W tym samym czasie, z niemal identyczną zapowiedzią wystąpił też prezydent Francji. Emmanuel Macron zapowiedział, że ogłosi „poważną przebudowę” szkoleń wojskowych w „nadchodzących tygodniach”. Wyjaśnił, że nie będzie to powrót do obowiązkowej służby wojskowej, co nie jest „realistyczną opcją”, ale rodzaj rozszerzenia programu „powszechnej służby narodowej” (SNU), którą już wprowadzono kilka lat temu.

Macron zapowiada „gruntowną przebudowę” powszechnej służby narodowej (SNU), „która będzie odpowiadać potrzebom narodu i wyznaczonym priorytetom”. Będzie to coś zastępczego wobec obowiązkowej służby wojskowej, którą zlikwidowano jeszcze za prezydentury Jacquesa Chiraka, wprowadzając zawodową armię. Według Macrona do tej formy nie ma powrotu, bo Francja „nie ma już podstaw i środków logistycznych” do powołania 800 tys. młodych ludzi pod broń. Taka debata na temat przywrócenia obowiązkowej służby wojskowej lub jej form zastępczych trwa też w kilku krajach sąsiadujących z Francją, w tym w Niemczech. Ma to związek z budową „europejskiej obronności” motywowanej brakiem zaufania do gwarancji NATO. Sam Macron mówił wcześniej, że skończyła się „dywidenda” NATO.

Według niedawnego sondażu przeprowadzonego przez think tank Destin Commun dla Ouest-France, 61 proc. ankietowanych Francuzów „opowiada się za przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej”. Były premier Édouard Philippe, sojusznik Emmanuela Macrona i jeden z kandydatów na jego następcę w 2027 r., proponował „utworzenie dobrowolnej służby wojskowej, która umożliwiłaby dodatkowe szkolenie co najmniej 50 tys. mężczyzn i kobiet każdego roku”. Tutaj warto dodać, że na początku 2024 r., poprzedni rząd Gabriela Attala rozpoczął prace nad ujednoliceniem SNU. Program był skierowany do 15–17-latków. Tam bardziej jednak chodziło o „szkolenie obywatelskie” młodych ludzi z przedmieść w celu ich lepszej integracji społecznej. Ostatecznie, po rozwiązaniu parlamentu, nowy SNU nie został wprowadzony. Minister Sił Zbrojnych Sébastien Lecornu sugerował ze swej strony „wzmocnienie” sił rezerwy do 100 tys. osób.

Połowa młodych Francuzów jest gotowa bronić ojczyzny

Pomysły rządu znajdują społeczne zrozumienie. Z badania #MoiJeune przeprowadzonego przez „20 Minutes” we współpracy z OpinionWay, wynika jednak, że tylko lub aż 50 proc. młodych ludzi w wieku od 18 do 30 lat jest gotowych wstąpić do wojska w przypadku wojny, by bronić Francji. Młodzi ludzie uważają, że głównym zagrożeniem dla „globalnej stabilności” jest trwająca od trzech lat wojna na Ukrainie i… amerykańska dyplomacja. 85 proc. respondentów uważa, że wojna na Ukrainie stanowi zagrożenie dla pokoju światowego, a 82 proc. sądzi, że polityka zagraniczna Donalda Trumpa zagraża globalnej stabilności. 63 proc. spodziewa się „odwrócenia relacji francusko-amerykańskich”, a połowa z nich przewiduje taką zmianę w najbliższej przyszłości.

„20Minutes” w swojej ocenie sondażu pisze o wpływie polityki Donalda Trumpa, ale to bardziej wpływ mediów straszących Trumpem. Jednak dla wielu młodych ludzi w obliczu zagrożenia wstąpienie do wojska spotyka się z pozytywną odpowiedzią. Dotyczy to prawie 50 proc. młodych ludzi i autorzy badania uważają to za „wysoki procent”. Rzecz dyskusyjna, ale warto przypomnieć, że w marcu 2022 r., zaraz na początku wojny na Ukrainie, tylko 49 proc. młodych ludzi opowiadało się za zwiększaniem budżetu wojskowego. Rok później odsetek ten znacznie wzrósł…

Atrakcyjność wojska jest jednak niewielka. Jedynie 5 proc. młodych ludzi poważnie rozważa karierę w armii w odpowiedzi na obecne napięcia. Możliwość powrotu do zasadniczej służby wojskowej i poboru akceptuje 32 proc. młodych ludzi, ale nie oznacza to rzeczywistej chęci osobistego zaangażowania się. Pomimo że Francję i Stany Zjednoczone łączą historyczne relacje, prawie 63 proc. młodych ludzi uważa, że w niedalekiej przyszłości sojusz ten może ulec zerwaniu. Jeszcze bardziej negatywny jest stosunek do Rosji: nawet gdyby podpisano porozumienie pokojowe. Ponad połowa młodych ludzi opowiada się za utrzymaniem zdystansowanych stosunków z Moskwą, a 17 proc. chce nawet całkowitego zerwania stosunków dyplomatycznych.

Antyamerykańskie incydenty

Macron w swojej nowej polityce wykorzystuje pewne tradycyjne nastroje antyamerykańskie społeczeństwa. Jego aktywność polityczna z ostatnich tygodni przyniosła mu nawet lekki wzrost popularności. Gra na antyamerykanizmie jest jednak niebezpieczna, a Waszyngton dąsy Paryża wydaje się mocno lekceważyć. Ostatnio mocno rozjuszyła Francuzów np. zapowiedź zamknięcia konsulatu USA w Bordeaux. Podobnie było z wypowiedzią rzecznik Białego Domu Karolinye Leavitt, która przypomniała, że to „dzięki Stanom Zjednoczonym Francuzi dziś nie mówią po niemiecku” i dodała, że Amerykanie „byli w przeszłości gwarantem globalnej wolności”. Była to pośrednia odpowiedź na słowa francuskiego eurodeputowanego Raphaëla Glucksmanna, który atakował Trumpa i apelował do Amerykanów o „zwrócenie Francji Statuy Wolności”. Prawda jest jednak taka, że w globalnej grze mocarstw Francja spadła do niższej ligi. Jest wypychana coraz mocniej z Afryki, a jej dawne wpływy są coraz mocniej ograniczone.

Pozostaje oburzenie na Amerykanów, które jednak przekłada się i na incydenty. Jednym z nich było zdemolowanie francuskiej siedziby Tesli w podparyskiej miejscowości Saint-Ouen. Nie ma specjalnych wątpliwości, że to efekt medialnej nagonki na właściciela tej firmy, a obecnie jednego z czołowych wykonawców polityki Donalda Trumpa, czyli na Elona Muska. Budynek głównej siedziby amerykańskiego producenta został pomalowany białą farbą. Siedziba Tesli była już wcześniej celem ataków aktywistów. W lutym sieć „Climate Justice Action” rozpyliła brązową farbę na oknach i rozwinęła tam swoje transparenty przeciw obecności właściciela firmy samochodowej na międzynarodowym szczycie poświęconym sztucznej inteligencji w Paryżu. „Nasze życie nie może znajdować się w rękach miliarderów, którzy narzucają nam swoje faszystowskie i sceptyczne wobec klimatu projekty” – tłumaczyły zielono-czerwone „arbuzy”, którym w gruncie rzeczy można powoli i przypisywać kolor… brunatny.

Francuskie media także nie mają wątpliwości, że za ostatnim atakiem stoją przeciwnicy Donalda Trumpa i Elona Muska. Same jednak taką spiralę nienawiści i odrzucenia Amerykanów nakręcają od wielu tygodni. Nie bez satysfakcji przypominają, że „od początku roku kurs akcji zmagającego się z problemami amerykańskiego producenta spadł o jedną trzecią”, a we Francji na Leboncoin (internetowa sprzedaż) pojawia się coraz więcej ogłoszeń dotyczących używanych samochodów Tesla. Okazuje się, że pozytywny efekt może mieć nawet bojkot tak hołubionych nad Sekwaną „elektryków”, jeśli stoi za nimi… zły Jankes.

Najnowsze