Strona głównaWiadomościPolitykaKorwin-Mikke OSTRO o Wiplerze. "Jakby wiedział, że łże jak pies"

Korwin-Mikke OSTRO o Wiplerze. „Jakby wiedział, że łże jak pies” [VIDEO]

-

- Reklama -

W Q&A na Kanale Politycznym Janusz Korwin-Mikke odniósł się do absurdalnych zarzutów, jakie Przemysław Wipler stawia jemu oraz Stanisławowi Michalkiewiczowi i Tomaszowi Sommerowi. Oświadczył, że będzie się domagał odszkodowania od posła Konfederacji.

Przypomnijmy, że tuż przed nastaniem ciszy wyborczej Wipler w Q&A oczernił redaktorów Tomasza Sommera i Stanisława Michalkiewicza oraz prezesa Janusz Korwin-Mikkego. Twierdził jakoby domagali się jedynek na listach oraz pieniędzy za nieatakowanie Konfederacji.

Wcześniej do tych słów odniósł się redaktor naczelny „Najwyższego CZAS!”-u Tomasz Sommer.

Sommer UJAWNIA: Cała prawda o aferze Wiplera! [VIDEO]

Teraz do sprawy ustosunkował się Janusz Korwin-Mikke. – Ja właśnie odpowiem, że nie bardzo wiem, jakie jest tło tego wszystkiego, bo biega takie minutowe nagranie Pana Wiplera, który wygaduje po prostu niesamowite nonsensy. Właściwie nawet nie bardzo wiem, co on tak naprawdę tam powiedział, że koledzy Michalkiewicz i Sommer poszli do niego – nie wiadomo przecież, kim on jest w Konfederacji, nawet nie jest członkiem Konfederacji, żeby być ścisłym – domagając się jedynek na listach – wskazał.

– Absurd tej sytuacji polega na tym, że przez 30 lat próbowałem namówić kolegę Michalkiewicza, żeby wystartował w jakichkolwiek wyborach i wreszcie uległ moim namowom i zgodził się wystartować w tych wyborach łaskawie, a tu okazuje się, że miałby chodzić do Wiplera i szantażować go, domagając się… w dodatku jeszcze z kolegą Sommerem – dodał.

– Ale to nie koniec absurdów, bo jednym tchem (Wipler – przyp. red.) powiedział, że – nie wiadomo, czy to oni zażądali, czy ja zażądałem, żeby płacić im miesięcznie przez 4 lata 80 tys. za to, żebym nie atakował Konfederacji. Jest to, muszę powiedzieć, bardzo wysoka stawka, pierwszy raz o czymś takim słyszę i oczywiście, gdyby mi to zaproponowano, to bym odmówił, ale mi tego nie proponowano – wskazał.

– Były jakieś takie rozmowy, że może bym się zgodził jakiś instytut założyć mojego imienia, czy coś tam takiego, ale żadne konkrety tam nie padały. Ale w żadnym wypadku to nie ja cokolwiek proponowałem, tylko mnie proponowano – oświadczył.

– Tak, że w sumie razem jest to kompletny absurd i oceniałem, że kolega Wipler albo na alkoholu albo na innych narkotykach to wszystko nagrał – stwierdził Korwin-Mikke.

Jednocześnie zwrócił uwagę, że „jest długie nagranie, wywiad Pana Wiplera, w którym jest w tym samym otoczeniu, w tej samej koszuli, tak samo mówi, tylko jest to nagranie z innej kamery i o ile tam on mówi do kamery, tutaj siedzi i mówi z głową opuszczoną do stołu, wyraźnie jakoś tak, jakby wiedział, że łże jak pies”.

– Będę się domagał całkiem sporego odszkodowania. Przypominam, że zdarzyło mi się w mojej karierze, że kosztowało mnie 38 tys. zł to, że napisałem, że Pani Elżbieta Isakiewicz była sekretarką redakcji pisma „itd”, w czym nie ma w ogóle moim zdaniem nic obraźliwego, bo to jak na czasy komunistyczne nawet wyjątkowo przyzwoite pismo i że była tam sekretarzem redakcji, a ona – okazuje się – nie była sekretarzem redakcji, a tylko redaktorem. Ja tego nie wymyśliłem, ja to zacytowałem za innym pismem i ja zapłaciłem za to 38 tys. zł – przypomniał.

– Ciekawe, ile powie mi adwokat, że należy zażądać od Pana Wiplera za posądzanie mnie, że go tam szantażowałem. Właściwie nawet nie wiem, o co on mnie posądza tak naprawdę, ale na pewno wszyscy widzą, że to bardzo brzydkie rzeczy – skwitował Janusz Korwin-Mikke.

Najnowsze