Łukasz Warzecha, publicysta tygodnika „Do Rzeczy”, dostał od Służby Bezpieczeństwa Ukrainy trzyletni zakaz wjazdu na Ukrainę. Decyzję odebrał w poniedziałek wieczorem, po ponad siedmiu godzinach czekania w strażnicy ukraińskiej straży granicznej. Dziennikarz jechał do Kijowa na wyjazd studyjny, na który zaprosiła go ukraińska instytucja rządowa. Sławomir Mentzen nazwał sprawę skandalem i wezwał MSZ do działania.
Siedem godzin na granicy, potem zakaz wjazdu na Ukrainę
Warzecha to jeden z najbardziej znanych polskich komentatorów politycznych. Sam określa się jako konserwatysta i wolnościowiec, a na platformie X obserwuje go blisko 200 tys. osób. W poniedziałek rano pisał, że jest już blisko przejścia granicznego i późnym wieczorem zamelduje się z Kijowa. Plany pokrzyżowała mu jednak ukraińska straż graniczna.
Po godz. 14 publicysta poinformował, że funkcjonariusze zatrzymali jego paszport, i to „tylko mój”. Starszy stopniem strażnik przepytał go, po co jedzie. Potem kazano mu zabrać rzeczy z busa i przejść do strażnicy, gdzie posadzono go w pustym pokoju. Przed godz. 20 pisał zaś, że tkwi tam już prawie siedem godzin. „Ale dostałem herbatkę” – dodał.
Według portalu „Do Rzeczy” Warzecha był uczestnikiem wyjazdu studyjnego dla dziennikarzy. Po polskiej stronie zaprosiło go Centrum Mieroszewskiego, a po ukraińskiej Instytut Ukraiński. Sam publicysta podkreślał bowiem, że jedzie z grupą „na zaproszenie oficjalnej rządowej ukraińskiej instytucji”. Wieczorem ogłosił natomiast, że odebrał decyzję SBU.
Przed paroma minutami odebrałem decyzję SBU: 3 lata zakazu wjazdu na Ukrainę. Po całym dniu czekania i interwencjach na wysokim szczeblu.
— Łukasz Warzecha (@lkwarzecha) 2 listopada 2026
Tygodnik podał, że zakaz wydano „ze względów bezpieczeństwa”. – Komuś w strukturach bezpieczeństwa Ukrainy bardzo zależy na tym, aby podważać budowanie lepszych relacji polsko-ukraińskich. Chciałem skonfrontować swoje poglądy z otwartymi politykami i liderami opinii na Ukrainie. Niestety, nie było mi to dane – powiedział Warzecha „Do Rzeczy”.
Mentzen: To skandal. Reagują politycy i eksperci
Jako jeden z pierwszych zareagował Sławomir Mentzen, współprzewodniczący Konfederacji i prezes Nowej Nadziei. Polityk wskazał na rażącą asymetrię w relacjach obu państw. Jego wpis udostępnił także oficjalny profil Konfederacji.
Zakaz wjazdu na Ukrainę dla Łukasza Warzechy to skandal!
Do Polski stamtąd wjeżdża kto chce, a Ukraińcom przeszkadza Warzecha?
My wpuszczamy do siebie Ukraińców, którzy mówią o Polsce znacznie gorsze rzeczy niż Warzecha o Ukrainie.
Wzywam MSZ do działania w tej sprawie!
— Sławomir Mentzen (@SlawomirMentzen) 2 listopada 2026
„Wyjątkowy skandal” – skomentował krótko Stanisław Tyszka, europoseł Konfederacji i były wicemarszałek Sejmu. Decyzję skrytykował również dr Adam Eberhardt z Uniwersytetu Warszawskiego, były dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich. Trudno go zatem posądzać o niechęć do Ukrainy. Jego wpis podał dalej m.in. europoseł PiS Adam Bielan.
Odmowa wpuszczenia na Ukrainę dziennikarza, nawet najbardziej nieżyczliwego, który jedzie na umówione i zgłoszone wcześniej rozmowy z ukraińskimi ministrami wygląda słabo. Nie ma znaczenia, czy się z poglądami @lkwarzecha zgadzam, czy też nie. https://t.co/arPkYCFUpO
— Adam Eberhardt (@adam_eberhardt) 2 listopada 2026
Ironicznie sprawę skomentował też Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy CZAS!”. Jego zdaniem to „kara za wyimaginowaną krytykę reżimu ukraińskiego”. Przypomniał przy tym z przekąsem o demokracji i otwartości, jakie mają panować w Kijowie.
Kara za wyimaginowaną krytykę reżimu ukraińskiego. A taka tam przecież demokracja i otwartość panuje w Kijowie – co nie? https://t.co/je3wYecnb7
— Tomasz Sommer (@1972tomek) 2 listopada 2026
Z kolei politolog i publicysta Adam Wielomski stwierdził, że sam „nawet by nie próbował wjeżdżać”. Jego zdaniem strona Myrotworec „nie jest listą tworzoną przez pasjonatów, ale przez służby”. Warzecha jeszcze w trakcie czekania odpowiadał jednak internautom, że nie jest to oficjalna lista państwa ukraińskiego.
Polak z zakazem wjazdu na Ukrainę? To nie pierwszy raz
Przypadek publicysty nie jest odosobniony. Sam Warzecha przypomniał, że niedawno z granicy cofnięto dr. Michała Siekierkę. Historyk z wrocławskiego oddziału IPN jechał 30 sierpnia na pogrzeb 55 ofiar rzezi wołyńskiej w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej. Dopiero na przejściu Dorohusk–Jagodzin dowiedział się o zakazie wydanym przez SBU jeszcze w 2023 r. Powodu nie poznał.
Zgodnie z instrukcją SBU taki zakaz wydaje się w interesie bezpieczeństwa narodowego lub porządku publicznego, standardowo na trzy lata. Warzecha przyznaje, że Ukraina ma prawo do swoich decyzji, a on ma prawo je oceniać. Polacy mogą więc pytać, dlaczego państwo, któremu Warszawa od lat pomaga, zamyka granicę przed polskim dziennikarzem. Publicysta wcześniej zadawał też niewygodne pytania o przestępstwa Ukraińców w Polsce. Nie wiadomo na razie, czy MSZ podejmie interwencję, do której wzywa Mentzen.


