Strona głównaWiadomościŚwiatJutro wybory w USA. „Zdrada” demokratycznej kongresmenki w ostatniej chwili

Jutro wybory w USA. „Zdrada” demokratycznej kongresmenki w ostatniej chwili

-

- Reklama -

We wtorek, 3 listopada, odbędą się wybory połówkowe w USA (midterms). Amerykanie wyłonią w nich całą Izbę Reprezentantów, ponad jedną trzecią Senatu i większość gubernatorów stanowych. Wybory te w dużej mierze określą pole manewru dla prezydenta Donalda Trumpa na ostatnie dwa lata jego kadencji.

Zapowiada się szereg interesujących pojedynków. Sondaże przewidują, że większość w Izbie Reprezentantów, a być może także w Senacie, uzyskają Demokraci. Wybory połówkowe w USA odbywają się dwa lata po ostatnich wyborach prezydenckich i na dwa lata przed kolejnymi. Są kluczowym wydarzeniem w amerykańskiej polityce, jedynym momentem, w którym wyborcy z całego kraju są wzywani do oddania głosu w trakcie kadencji prezydenckiej.

- Reklama -

Wybory takie odbywają się zawsze w pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada. Niektóre stany, takie jak Minnesota i Wirginia, pozwalają na głosowanie przedterminowe, inne, takie jak Kalifornia, dopuszczają głosowanie korespondencyjne.

- Reklama -

Wybory połówkowe w USA są tradycyjnie raczej niekorzystne dla urzędującego lokatora Białego Domu. Amerykanie odnowią wszystkie 435 miejsc w Izbie Reprezentantów, gdzie Republikanie posiadają obecnie niewielką większość, wynoszącą 218 mandatów. Wśród prominentnych postaci w Izbie Reprezentantów znajdują się mocno lewicowa Demokratka Alexandria Ocasio-Cortez i konserwatywny spiker Izby Reprezentantów Mike Johnson.

- Reklama -

Wybory połówkowe w USA. Czy Demokraci przejmą Kongres?

Głosowanie dotyczy także odnowienia składu części Senatu, obecnie kontrolowanego przez Republikanów. Każdy stan USA reprezentowany jest tu przez dwóch senatorów. Tym razem wybory odbędą się w ponad jednej trzeciej (35) ze 100 miejsc.

Ponadto odbędzie się mnóstwo wyborów lokalnych. Zostanie obsadzonych w sumie ponad 40 000 stanowisk. Miliony Amerykanów zagłosują, aby wybrać swoich szeryfów, przedstawicieli stanowych i m.in. sędziów. Niektórzy będą również głosować w referendach, w których poruszone zostaną kwestie od prawa do aborcji i podatków po same metody głosowania. Wybranych zostanie też 39 gubernatorów (w tym trzech z terytoriów niebędących stanami).

Tematy poruszane w kampanii oscylowały wokół polityki obecnej administracji. Mówi się, że Donald Trump „spersonalizował” wybory. Według sondażu Reutersa tylko 31% Amerykanów aprobuje działania miliardera. Spadek popularności wynika z inflacji, cen benzyny, kosztów artykułów spożywczych i ogólnej sytuacji gospodarczej.

Trump podpadł Amerykanom wojną z Iranem, lewicy nie podoba się „agresywna polityka antyimigracyjna”, co dla innych jest akurat jego atutem. Sam Donald Trump złożył liczne obietnice, których kulminacją była obietnica wysłania czeków na 5000 dolarów wszystkim dorosłym Amerykanom w przypadku zwycięstwa Republikanów. Zdecydowana większość sondaży opinii publicznej faworyzuje jednak Demokratów. Dają one w Izbie Reprezentantów 227 miejsc lewicy, podczas gdy do uzyskania większości potrzebnych jest 218 miejsc.

NBC News uważa, że Demokraci prawdopodobnie zdobędą też co najmniej 49 miejsc w Senacie, a pięć miejsc klasyfikuje jako „niepewne”. Zdobycie dwóch z tych pięciu miejsc dałoby jednak większość partii Demokratów. Tu trzeba zauważyć, że większość z 35 miejsc do obsadzenia w Senacie w tych wyborach połówkowych to okręgi raczej tradycyjnie konserwatywne. Republikanie są zagrożeni nawet w niektórych ze swoich historycznych bastionów, takich jak Teksas, Kansas i Iowa.

Gdzie możliwe są niespodzianki?

Uwaga mediów skupia się właśnie na wyborach do Senatu, których wynik jest bardziej niepewny. Zwłaszcza na okręgach w tzw. „wahających się stanach” (ang. swing states), w których „na dwoje babka wróżyła”. Są tu możliwe niespodzianki. Od 1988 roku w Teksasie nie wybrano senatora z ramienia Demokratów. Tymczasem obecnie w sondażach prowadzi tam demokrata James Talarico, wyprzedzając republikanina Kena Paxtona. Zwycięstwo Demokratów w Teksasie oznaczałoby ogromny wstrząs polityczny.

W stanie Maine prognozowane jest zwycięstwo urzędującej senator z Partii Republikańskiej Susan Collins, ale to krytyk Donalda Trumpa. W Georgii demokrata Jon Ossoff zdobył mandat w 2021 roku i dąży do jego utrzymania. Kampania wysunęła również na pierwszy plan nowe postacie na lewicy. Jedną z nich jest Abdul El-Sayed, kandydat z Michigan, prawdziwy socjalista, podobny do burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego.

Republikanie obawiają się z kolei oszustw, zwłaszcza w głosowaniu korespondencyjnym. W październiku Departament Sprawiedliwości pozwał Kalifornię, próbując uniemożliwić liczenie głosów oddanych korespondencyjnie. Chodzi o 20 000 głosów osób spoza tego stanu lub nawet osób niebędących obywatelami USA.

Konsekwencje dla Donalda Trumpa w przypadku zwycięstwa Demokratów będą dość poważne. Kongres głosuje nad budżetem federalnym i dysponuje szeregiem narzędzi do nadzorowania władzy wykonawczej. Demokratyczna większość mogłaby też zablokować rządowi niektóre nominacje, w tym sędziów do Sądu Najwyższego. Donald Trump mógłby wówczas podejmować działania na mocy dekretów, które nie wymagają zatwierdzenia przez Kongres.

Wyniki poszczególnych kandydatów będą analizowane przez kierownictwo partii politycznych i mogą wyznaczać ich przyszły kurs polityczny. Tutaj należy się obawiać sukcesu kandydatów skrajnej lewicy wśród Demokratów. W takim przypadku partia ta przybierze jeszcze bardziej socjalistyczny kurs, znacznie bardziej na lewo niż tradycyjny nurt partii. Nie można wykluczyć, że przedstawiciel takiego skrzydła Demokratów będzie ich reprezentował także za dwa lata w wyborach prezydenckich.

„Zdrada” Haley Stevens w ostatniej chwili

Tuż przed wyborami Demokraci otrzymali jednak poważny cios. Na dwa dni przed głosowaniem kongresmenka Partii Demokratycznej wystąpiła z obozu Abdula El-Sayeda i przyłączyła się do jego republikańskiego przeciwnika w stanie Michigan. Lider Demokratów w Senacie Chuck Schumer mówił o „nikczemnej zdradzie”.

W ten sposób kampania o miejsce w Senacie ze stanu Michigan została „zachwiana” przez dramatyczny zwrot akcji w ostatniej fazie. Od początku oczekiwano, że wyścig między kandydatem Demokratów Abdulem El-Sayedem a jego republikańskim przeciwnikiem, Mikiem Rogersem, będzie zacięty. Ten drugi otrzymał w niedzielę, 1 listopada, niespodziewane poparcie przedstawicielki partii opozycyjnej, kongresmenki z 11. okręgu w Michigan Haley Stevens.

Stevens opublikowała film, w którym zadeklarowała swoje „poparcie dla Mike’a Rogersa w wyborach do Senatu Stanów Zjednoczonych”. Potem pojawiła się u jego boku na nabożeństwie w kościele protestanckim. To jeden z kluczowych okręgów i „zdrada” Stevens może być ważna dla wyniku. Partia Demokratyczna w Michigan natychmiast ogłosiła, że „wyklucza” Haley Stevens ze swoich szeregów, a nawet domagano się jej usunięcia z frakcji Demokratów w Izbie Reprezentantów. Sama kongresmenka utrzymuje, że pozostaje Demokratką. Stwierdziła jednak, że „nie pasuje do kampanii Abdula”, krytykując go za jego propalestyńskie stanowisko.

Sam Donald Trump z zadowoleniem przyjął poparcie udzielone kandydatowi Partii Republikańskiej przez przedstawicielkę stanu Michigan. „To ważna sprawa!” – skomentował prezydent USA wydarzenie na swoim portalu Truth Social. „Haley powiedziała to, co mało kto ośmiela się powiedzieć” – kontynuował, chwaląc jej odwagę, i zwrócił uwagę na jej wpływ wśród wyborców pochodzenia żydowskiego i afroamerykańskiego.

Źródło: France Info / TF1

Najnowsze