Ruch handlowy w cieśninie Ormuz znów gwałtownie zmalał. Po kolejnej fali ataków na Bliskim Wschodzie i doniesieniach o eksplozji tankowca przez strategiczną cieśninę przepływają już tylko pojedyncze jednostki. Fiaskiem zakończyły się także próby podjęcia rozmów dyplomatycznych. Sytuację na szlakach morskich dodatkowo zaostrzają uderzenia jemeńskich bojowników Huti.
Z danych analitycznych firmy Kpler wynika, że w poniedziałek przez cieśninę Ormuz przepłynęły zaledwie cztery statki towarowe. Dzień wcześniej odnotowano ich dziesięć, co i tak było wynikiem bardzo niskim.
Wśród jednostek, które zdecydowały się na rejs na początku tygodnia, znalazły się dwa masowce opuszczające Zatokę Perską (jeden z ładunkiem, drugi płynący pod balastem) oraz dwa puste tankowce wchodzące w głąb akwenu.
Przed atakiem Izraela oraz Stanów Zjednoczonych na Iran pod koniec lutego br. przez Ormuz przeprawiało się średnio 125 dużych jednostek komercyjnych na dobę – od tankowców ropy i gazowców LNG po kontenerowce.
Miny na torze wodnym
Na najnowszą decyzje armatorów o wstrzymaniu rejsów wpływają rosnące straty i zagrożenie militarne. Irańska agencja Fars, powołując się na Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, poinformowała o tankowcu, który stanął w płomieniach i eksplodował w cieśninie Ormuz po wpłynięciu na miny morskie. Strona irańska nie ujawniła szczegółów dotyczących tożsamości jednostki ani dokładnego czasu zdarzenia.
Jednocześnie państwa Zatoki Perskiej odroczyły planowane rozmowy z Teheranem, które miały doprowadzić do wypracowania (któregoś z kolei) porozumienia gwarantującego bezpieczeństwo żeglugi. Przełożenie negocjacji to potężny cios dla prób zażegnania kryzysu paliwowego i powstrzymania dalszych zawirowań na globalnym rynku ropy.
Ostrzał baz i paraliż Morza Czerwonego
Napięcie rozlewa się na cały region. W poniedziałek jemeńscy rebelianci Huti ogłosili przeprowadzenie zmasowanego ataku z użyciem dziesiątek rakiet i dronów na bazę lotniczą w rejonie Chamis Muszajt na południu Arabii Saudyjskiej. Według komunikatu Huti, uderzenie miało być odwetem za wcześniejsze saudyjskie naloty na Jemen, a celami stały się hangary lotnicze, radary, pasy startowe oraz składy amunicji.
Równolegle pogłębia się kryzys na drugim newralgicznym szlaku handlowym – w cieśninie Bab al-Mandab, łączącej Morze Czerwone z Oceanem Indyjskim. Według danych Kplera w poniedziałek zarejestrowano tam ruch 21 statków towarowych, podczas gdy dobę wcześniej było ich 28.
Nie można wykluczyć trwałego przerwania łańcucha dostaw. Jeśliby tak się stało, grozi nam kryzys energetyczny na niespotykaną dotychczas skalę.


